Doświadczenie terroru potrafił jednak Dunikowski uchwycić też w zupełnie inny sposób, co pokazuje portret więźniarki i studium do niego. Artysta przedstawia przygasłą, szarawą twarz więźniarki o nieobecnym spojrzeniu oraz wychudzone i wyniszczone ciało w akcie, jest to jednak akt daleki od jego rzeźbiarskich przedstawień kobiet emanujących siłą i erotyzmem. Na tle malarstwa tego czasu, a więc przede wszystkim malarstwa materii, w większości niefiguratywnego, operującego monochromatycznym kolorytem, mięsistą fakturą, "niemalarskimi" materiałami, takimi jak piasek czy rybie szkielety używane przez Jonasza Sterna, obrazy Dunikowskiego mogły jawić się jako nieco formalnie zapóźnione, dziś jednak wydają się wręcz wyprzedzać epokę.
Choć w kolejnych salach oglądamy obrazy odchodzące coraz bardziej od narracyjności, a często i figuracji, powidoki wojennych przeżyć wciąż się w nich pojawiają. Czasem przybierają one formy bardziej oczywiste, np. pod postacią czaszek wyłaniających się spomiędzy abstrakcyjnych kształtów. Innym razem znajdują ujście mniej jednoznaczne, przede wszystkim w serii przedstawień roślin, w czasach rosnącego zainteresowania artystów tematami ekologicznymi zyskujących też zupełnie nowe, nieoczekiwane znaczenia.
Xawery Dunikowski, "Kaktus – szkic", 1956, tempera, olej, brystol, fot. Muzeum Narodowe w Warszawie
Dunikowski obserwował z wnętrza obozu naturę z emocjami podobnymi do tych, jakie wiele dekad później w wideo "Winterreise" uchwycił Mirosław Bałka – z pomieszaniem fascynacji, zazdrości i przerażenia trwaniem organicznego świata, niepomnego na rozgrywający się tuż obok horror. W oczach Dunikowskiego rośliny są jednocześnie niezwykle żywotne, ale i delikatne, kruche. Artysta nadaje im przy tym kształty niekiedy wyraźnie antropomorficzne. Wpleciona w abstrakcyjną kompozycję opuncja wygląda jak upadające ciało z rozrzuconymi na bok ramionami, trudno wręcz nie skojarzyć jej z "Rozstrzelaniami" Andrzeja Wróblewskiego.