Filip Lech: Kiedy rozmawialiśmy ostatnio, prawie 10 lat temu, wspomniał pan, że gdyby miał dziś trzydzieści lat, to wyjechałby pan do Japonii, Chin albo Korei. I radziłby pan to samo każdemu młodemu kompozytorowi.
Zygmunt Krauze: To prawda, jestem tym regionem zafascynowany. Pierwszym krajem, który tam odwiedziłem, była Korea Południowa. To było w 1982 roku. Nie miałem pojęcia o tym kraju. Mieszkałem wtedy w Paryżu – pojechałem w nieznane.
Bilet w nieznane i przyjaźnie na dekady
Komunistyczna Polska nie utrzymywała z Koreą stosunków dyplomatycznych.
I dlatego do samego końca nie wiedziałem, czy uda mi się przekroczyć granicę. Wizę dostałem dopiero na lotnisku w Seulu. Wymagało to trochę odwagi. Przyleciałem tam na Pan Music Festival – festiwal muzyki nowej, organizowany przez mojego przyjaciela, wybitnego kompozytora Sukhi Kanga (1934–2020).
Później bywałem w Korei wielokrotnie – jako członek prezydium Międzynarodowego Towarzystwa Muzyki Współczesnej (ISCM). Przez kilka lat byłem zapraszany jako profesor na Keimyung University w Daegu. Raz spędziłem tam pół roku. Wspominam te wizyty z wielką satysfakcją – na własne oczy obserwowałem rozwój tego kraju następujący w niesłychanym tempie.
Poza Koreą jeździł pan także do Japonii.
Tak, ale zaznaczam, że nie chcę porównywać tych dwóch krajów. To zupełnie inne miejsca. Moje przygody z Japonią zaczęły się od znajomości z Toru Takemitsu (1930–1996), wspaniałym kompozytorem. Organizował w Tokio festiwal pod nazwą Music Today, którego byłem gościem. Dedykowałem mu swój II Koncert fortepianowy, który napisałem w 1996 roku. Utwór zamówiła tokijska Suntory Hall na cykl, za który odpowiadał Takemitsu. Niestety nie doczekał prawykonania.
Od połowy lat 80. wielokrotnie zapraszano mnie do Tokio, gdzie prowadziłem zajęcia na Keio University. Później wykładałem też w Kobe i Osace. Mam w Japonii wielu przyjaciół, kompozytorów i wykonawców z mojego pokolenia: Toshi Ichiyanagi (1933–2022), Jōji Yuasa (1929–2024). Mam – albo miałem – niestety coraz częściej widzę, jak ludzie, z którymi przez lata zetknął mnie los, odchodzą z tego świata.
Ma pan też znajomości wśród kompozytorów młodszego pokolenia, mam na myśli Dai Fujikurę, który został właśnie dyrektorem muzycznym Izumi Simfonietta w Osace.
To historia, która pokazuje, że kontakty potrafią zatoczyć niespodziewane koło. Od lat organizuję w Radziejowicach kursy kompozytorskie dla młodych twórców. W zeszłym roku jednym z zaproszonych profesorów był właśnie Dai Fujikura, zgodził się na moją propozycję z entuzjazmem. Okazało się, że 20 lat wcześniej wygrał konkurs kompozytorski, który organizowałem! Kompletnie o tym zapomniałem, ale on doskonale to pamiętał.
Na otwarciu sezonu Izumi Sinfonietta zostanie prawykonane moje Concertino (2026). W programie koncertu znalazł się też utwór Niny Fukuoki, mojej studentki z łódzkiej Akademii Muzycznej, która teraz robi karierę w Stanach Zjednoczonych.