Miejsca, które mrożą krew w żyłach. Przewodnik na lato
W trakcie wakacyjnych wypraw często szukamy schronienia przed upałem. Tymczasem lepszą ochłodę niż najbardziej wydajna klimatyzacja daje wizyta w miejscu owianym tajemnicą, mrocznym, a najlepiej związanym z prawdziwymi osobami czy zdarzeniami. Tam nawet w największy skwar można dostać gęsiej skórki.
Oddech piekła w Beskidzie Sądeckim
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Mofeta im. prof. Henryka Świdzińskiego, fot. Marian Zubrzycki/Forum
Obrazek
Mofeta-forum-0429314894.jpg
Czy w Złockiem na obrzeżach Muszyny można poczuć oddech piekła? Niektórzy są przekonani, że tajemniczy otwór w ziemi, który bulgocze brązowym płynem i wypuszcza dwutlenek węgla, prowadzi wprost do podziemnej krainy potępionych. Osobom o bardziej poetyckim usposobieniu ów otwór pozwala poczuć, jak oddycha ziemia.
W rzeczywistości niezwykłe źródło to Mofeta im. prof. Henryka Świdzińskiego, nazwana na cześć swojego odkrywcy, geologa, który opisał ją w 1938 roku. Mofeta to rodzaj ekshalacji wulkanicznej, chłodnego wyziewu składającego się przede wszystkim z dwutlenku węgla. Ta w Złockiem, choć niewielka, jest dość efektowna: rdzawa tafla wody (miejscowe źródła są bogate w związki żelaza) cała dobę bulgocze za sprawą wydobywającego się z niej gazu. Okolice źródła porasta specyficzna roślinność, w jego sąsiedztwie można znaleźć też martwe owady czy małe ptaki, które zatruwają się powietrzem o bardzo wysokim stężeniu dwutlenku węgla, unoszącym się nisko nad powierzchnią ziemi. W Beskidzie Sądeckim znajduje się jeszcze kilka mofet. Ta w okolicy Muszyny została uznana za pomnik przyrody. Jest też znaną atrakcją turystyczną, wciąż powszechnie nazywaną „diablim źródełkiem”.
Trzy tysiące czaszek na Ziemi Kłodzkiej
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kaplica Czaszek w Kudowie-Zdroju, fot. Merlin/CC BY 3.0
Obrazek
Poland-Czermna-Chapel_of_Skulls-interior_06.jpg
Scenografia horroru czy niezwykłe miejsce pamięci? Kaplicę znajdującą się przy kościele parafialnym pw. św. Bartłomieja w Czermnej niedaleko Kudowy-Zdroju wypełnia trzy tysiące czaszek oraz ludzkich kości. Kolejnych 20–30 tys. szczątków zostało pochowanych w krypcie pod spodem. To niezwykłe miejsce powstało w latach 1776–1804 jako wyraz szacunku dla odnalezionych w okolicy zwłok ofiar wojen i epidemii, trawiących tę okolicę w XVIII wieku. Pomysł, aby większość szczątków pochować, ale część kości wyeksponować jako swoisty, gęsto wypełniający kaplicę ornament, należał do miejscowego proboszcza, Wacława Tomaszka. Duchowny chciał w ten sposób stworzyć miejsce pamięci, ale i zmaterializować ideę o śmiertelności człowieka, „memento mori”.
Puste bloki w zimnowojennych bazach wojskowych
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Pstrąże, opuszczone miasto, fot. Marek Durajczyk/Forum
Obrazek
Pstraze-forum-0580978586-1.jpg
Opuszczone budynki przyciągają poszukiwaczy przygód. Ale opuszczone miasta? Te chyba znacznie częściej wywołują gęsią skórkę. Ich niepokojący klimat tworzą nie tylko opustoszałe ulice, domy, szkoły czy urzędy, lecz także tragiczne powody, dla których mieszkańcy w pośpiechu z nich uciekali. Straszą: Prypeć, ewakuowana po wybuchu elektrowni w Czarnobylu, miasteczko Caraíbas w prowincji Itacarambi w Brazylii czy Craco we Włoszech, wyludnione z powodu trzęsień ziemi. Straszy kongijska Goma, gdzie tysiące domów zniszczył w 2021 roku wybuch wulkanu Nyiragongo.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kłomino, opuszczone miasto, fot. Łukasz Głowala/Forum
Obrazek
Klomino-forum-0429946000.jpg
Nie każdy wie, że także w Polsce można znaleźć pozostałości opuszczonych miast – te jednak wyludniły się z powodów politycznych. Kłomino w województwie zachodniopomorskim i Pstrąże w dolnośląskim w latach Zimnej Wojny były odseparowanymi od świata bazami wojska rosyjskiego. Powstały przy poligonach i były miejscem życia rodzin radzieckich żołnierzy. Kiedy zmienił się ustrój i wojsko rosyjskie wycofało się z Polski, opuszczone miasteczka – otoczone lasami i wyłączone ze szlaków komunikacyjnych, a przy tym owiane złą sławą – pozostały puste, popadając w coraz większą ruinę.
Podziemny szpital w Nowej Hucie
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Przeciwatomowy schron z oddziałem szpitalnym w podziemiu szpitala Żeromskiego w Nowej Hucie, fot. Grzegorz Kozakiewicz/Forum
Obrazek
schron-forum-0428644920.jpg
W krakowskiej Nowej Hucie powstało podobno aż 200 schronów. Osiedle budowano zaledwie kilka lat po wojnie, kiedy sytuacja w naszej części kontynentu wciąż nie wydawała się stabilna. Budowle ochronne były wówczas niezbędnym elementem miejskiej infrastruktury. Jednak schron, który powstał pod budynkiem szpitala im. Żeromskiego na Osiedlu na Skarpie, różni się od pozostałych miejsc tego typu. Został bowiem zaprojektowany jako podziemny szpital, w którym w czasie wojny czy ataku można przeprowadzać procedury medyczne. Jest duży – ma ponad 600 m2 powierzchni, w dodatku wyposażono go nie tylko w niezależny system wentylacji czy oczyszczania wody, lecz także źródło prądu, toalety i magazyn żywności. Powstały tu także osobne, niezależne od tych naziemnych, sale operacyjne i zabiegowe, sterylizatornia, apteka, łaźnia, sale dla chorych, magazyn materiałów medycznych itd. Na szczęście szpital w schronie nigdy nie okazał się potrzebny, ale do dziś zachował swój wygląd i wyposażenie. Jest udostępniany do zwiedzania.
Zagadkowa piramida w mazurskiej wsi
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Grobowiec rodziny Farenheit w mazurskiej wsi Rapa, fot. Tomasz Waszczuk /PAP
Obrazek
Rapa-pap_20190531_2GK.jpg
W leśnych ostępach we wsi Rapa, tuż przy granicy z Obwodem Kaliningradzkim, znajduje się osobliwa, zapomniana budowla. To piramida założona na planie kwadratu o boku długości dziesięciu metrów, wysoka na blisko szesnaście metrów. Została zbudowana najprawdopodobniej w pierwszych latach XIX wieku jako rodzinny grobowiec przez posiadającego okoliczne ziemie pruskiego barona Friedricha von Fahrenheida. Pierwszą pochowaną w nim osobą była trzyletnia córka barona, w kolejnych latach trafiały tu doczesne szczątki kolejnych członków rodziny, aż w końcu w 1849 roku został tu pogrzebany sam fundator.
Nietypowa forma architektoniczna grobowca miała wynikać z zainteresowań von Fahrenheida, który podróżował do Egiptu, interesował się kulturą i historią, a także… nadprzyrodzonymi właściwościami piramid. I to właśnie owa moc, którą według niektórych posiada grobowiec, przyciąga tu wielu poszukiwaczy nietypowych zjawisk. Radiesceci są przekonani, że grobowiec w Rapie emanuje wyjątkowo silną energią (podobno kosmiczną) i że nie tylko kształt, lecz także lokalizacja budowli nie są dziełem przypadku.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Grobowiec rodziny Farenheit w mazurskiej wsi Rapa, fot. Jerzy Ochoński/PAP
Obrazek
Rapa-pap_20180710_2SU.jpg
Przez wiele lat opuszczona i zaniedbana, piramida była również miejscem wypraw poszukiwaczy innych emocji: w zniszczonych, otwartych trumnach można tu było podobno zobaczyć zmumifikowane zwłoki (fakt, że uległy mumifikacji, a nie rozkładowi, to także argument tych, którzy czują tu niezwykłą moc). W latach 2016-2018 piramida przeszła gruntowny remont i została zamknięta, ale nadal stanowi ekscytujący cel wypraw.
Magnat w szklanej trumnie w krypcie klasztora na Świętym Krzyżu
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Krypta Jeremiego Wiśniowieckiego na Świętym Krzyżu, fot. Piotr Polak/PAP
Obrazek
Krypta-Jeremiego-Wisniowieckiego-pap_20230820_190.jpg
Jeremi Wiśniowiecki – jeden z najpotężniejszych magnatów swoich czasów, ojciec polskiego króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego – był postacią barwną i ważną dla polskich dziejów, a jego działania, decyzje polityczne i wojskowe do dziś oceniane są niejednoznacznie. Nie do końca wyjaśnione jest także, jak zmarł, a jego pośmiertne losy pozostają przedmiotem dociekań. Jeremi Wiśniowiecki umarł w 1651 roku po krótkiej chorobie – miał wtedy zaledwie 39 lat, co nasunęło niektórym badaczom podejrzenie, że został otruty. Pochowano go w krypcie klasztoru na Świętym Krzyżu. Miejsce to niedługo później zrabowali Szwedzi, a w 1777 roku strawił pożar. Niektórzy badacze uważają, że szczątki magnata zostały wtedy zniszczone. Mimo to w krypcie klasztornej w szklanej trumnie można do dziś oglądać zmumifikowane zwłoki, które według zakonników należą do Jeremiego Wiśniowieckiego. W 2011 roku ciało zostało wyposażone w nowy strój: złożono na nim zdobny strój szlachecki z żupanem, czapką, butami, buławą i szablą. Nie jest to autentyczny strój magnata, a… filmowe rekwizyty – aktorski kostium z filmu „Ogniem i Mieczem”.
Nazistowska fabryka w lubuskim lesie
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kombinat DAG Alfred Nobel Krzystkowice, fot. Guma89/CC BY-SA 3.0
Obrazek
DAG_Alfred_Nobel_Krzystkowice-inside_panorama.jpg
W 1939 roku w miejscowości Krzystkowice w województwie lubuskim ruszyła budowa ogromnej fabryki: kombinatu DAG Alfred Nobel, gdzie Niemcy rozpoczęli produkcję materiałów wybuchowych. Zakład zlokalizowano głęboko w lesie – oddalenie od zamieszkałych terenów miało sprzyjać tajności prowadzonej tu produkcji. Obiekt był samowystarczalny, miał własne ujęcia wody, linię kolejową czy elektrociepłownię. W czasie II wojny światowej pracowało tu okołu 25 tysięcy robotników przymusowych. Po II wojnie światowej część zabudowań została zniszczona, dziś fragment terenu należy do jednostki wojskowej oraz więzienia. Jednak spora liczba zabudowań nadal istnieje – jest tylko coraz bardziej wchłaniana przez las. Można tu zobaczyć ogromne hale produkcyjne, betonowe silosy, kominy, budynki laboratoriów, instalacje techniczne, budynki mieszkalne czy schrony, które od dekad porasta leśna roślinność.
Polskie Stonehenge w Borach Tucholskich
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Rezerwat Przyrody Kamienne Kręgi w Odrach, fot. Rafał Jabłoński/East News
Obrazek
Kamienne-Kregi-Odry-EN_90176038_0076.jpg
Rezerwat Przyrody Kamienne Kręgi w Odrach w Borach Tucholskich jest jednym z największych i najstarszych tego typu obiektów zachowanych w Europie. Według badających to miejsce archeologów, teren obejmuje pochodzące z I i II w. n.e. cmentarzysko oraz zbiór rodzinnych grobowców należących najpewniej do plemion Gotów. Na objętym ochroną obszarze znajduje się dwanaście różnej wielkości kamiennych kręgów. Na każdy z nich składa się od kilkunastu do blisko trzydziestu częściowo wkopanych w ziemię głazów, a jeden lub dwa duże kamienie tkwią także pośrodku. Na terenie rezerwatu znajduje się również 30 kurhanów. To pradawne cmentarzysko, jak większość reliktów dawnych plemion, jest atrakcją turystyczną, ale i miejscem tajemniczym. Kosmologowie uważają, że usytuowanie kamieni nie jest przypadkowe i że można na ich podstawie określać pory roku – niektórzy wprost widzą w nich rodzaj kalendarza. Kamienne kręgi są również miejscem analiz ezoterycznych – według tych teorii emanują niezwykłą energią, która sprzyja medytacji i odzyskiwaniu wewnętrznego spokoju, a podobno nawet ma moc uzdrawiania.
Schrony dla pociągów z czasów drugiej wojny światowej
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Tunel schronowy w Stępinie-Cieszynie, fot. Honza Groh (Jagro)/CC BY-SA 3.0
Dziś znów dużo mówi się o schronach: miasta sprawdzają jakość tych istniejących, wprowadza się też przepisy, które wymagają budowy nowych obiektów tego typu. Z pewnością jednak rzadko myśli się o schronach, które powstały wyłącznie po to, by mogły do nich wjeżdżać pociągi. Taki naziemny tunel schronowy zachował się chociażby we wsi Stępina w województwie podkarpackim. Zbudowano go w latach 1940-1941 dla pociągów sztabowych Adolfa Hitlera. Ma blisko 400 metrów długości, 12 wysokości, a jego żelbetowe ściany są grube na dwa metry. Obiekt, stanowiący część kompleksu zabudowań sztabu Hitlera w Stępinie, miał chronić zarówno przed atakami bombowymi, jak chemicznymi czy biologicznymi. W sierpniu 1941 roku przywódca nazistów skorzystał z tunelu: zatrzymał się tu jego pociąg, którym przyjechał na spotkanie ze swoim włoskim sojusznikiem, Benito Mussolinim.
Zaledwie kilka metrów krótszy jest doskonale zachowany niemiecki schron kolejowy w Konewce niedaleko Tomaszowa Mazowieckiego. I tu żelbetowy naziemny tunel był częścią większego zespołu schronów, powstałego między 1940 a 1941 rokiem. Według relacji świadków, do tunelu kilka razy wjeżdżały pociągi, raczej jednak towarowe. Obiekt wykorzystywano też jako magazyn sprzętu oraz zaplecze remontowe, w którym naprawiano silniki niemieckich samolotów bojowych.
Do dziś na terenie Polski zachowały się jeszcze dwa bunkry kolejowe: w Strzyżowie niedaleko Rzeszowa (ten znajduje się pod ziemią) oraz w Jeleniu w województwie łódzkim. Wszystkie można zwiedzać.
Kosmici są wśród nas, czyli polskie Roswell na Lubelszczyźnie
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Piknik ufologiczny zorganizowany w rocznice wylądowania UFO w Emilcinie, fot. Jakub Orzechowski/Agencja Wyborcza.pl
Obrazek
ufo-JO100524_118.jpg
Choć światowe rządy skutecznie dementują pogłoski o lądowaniach UFO, na całym globie odnotowywane są obserwacje latających spodków, spotkania z kosmitami czy inne niewyjaśnione, a przypisywane cywilizacjom pozaziemskim zjawiska. Nie inaczej jest w Polsce, gdzie nie brakuje miejsc z udokumentowaną historią zgłoszeń UFO. Ponieważ istnienie Obcych od zawsze ekscytuje, ale i przeraża, miejsca, w których podobno doszło do bliskich spotkań pierwszego i drugiego stopnia, stały się celami emocjonujących turystycznych wypraw. Najbardziej znanym z nich jest położony w województwie lubelskim Emilcin, gdzie pochodzący z innej planety goście mieli pojawić się już w 1978 roku. W nazywanej „polskim Roswell” wsi w 2005 roku stanął pomnik honorujący to niezwykłe zdarzenie.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Piknik ufologiczny zorganizowany w rocznice wylądowania UFO w Emilcinie, fot. Jakub Orzechowski/Agencja Wyborcza.pl
Obrazek
Emilcin-AW-JO100524_121.jpg
Śladów pojawienia się UFO nad Wisłą jest, rzecz jasna, więcej – najstarsze odnotowane świadectwa pochodzą z początku XX wieku. W 2000 roku we wsi Wylatowo w województwie kujawsko-pomorskim pojawiły się tajemnicze kręgi w zbożu, dziewięć lat później niezidentyfikowany obiekt latający zobaczyli nocą mieszkańcy wsi Jarnołtówek niedaleko Nysy. Na razie jednak tylko kosmici, którzy pojawili się w Emilcinie, doczekali się trwałej pamiątki po swojej wizycie.