Porównanie to komplikuje też spojrzenie na kategorię szczerości, tak często hołubioną w kontekście współczesnego malarstwa. Jeśli sztukę outsiderów można opisywać jakimiś uniwersalnymi kategoriami, niewątpliwie należy do nich właśnie szczerość, skupienie na prywatnych obsesjach bez oglądania się na panujące konwencje i koniunkturę. Jednocześnie malarstwa Wnęk i towarzyszących mu „życiorysów” nie można traktować jako „prawdziwych” w wymiarze faktograficznym. Czy to jednak ma aż takie znaczenie? Prace malarki wydają się trafne na głębszym, tak psychologicznym, jak i społecznym poziomie.
Nieważne, czy artystka faktycznie trzy miesiące leżała sparaliżowana, tracąc wiarę w to, że modły przyniosą jej uzdrowienie – poczucie osamotnienia i zwątpienia jest najzupełniej realne. Nieważne, że sołtys Pasiut nie zamordował macochy Wnęk, by przejąć jej ziemię – ważne, jak wątek ten ukazuje rolę posiadanych hektarów w konstruowaniu wiejskiej hierarchii społecznej. Nieważne, że Najświętsza Panienka nie musiała osobiście ratować Marii przed utratą dziewictwa – ważne, co obrazy te mówią o poczuciu zagrożenia przemocą seksualną wiejskiej kobiety w późnym PRL-u.
Kaznodziejskie partie tekstów Wnęk także mogą być niezwykle ciekawe, nie tylko jako przejaw indywidualnej, wyjaskrawionej ludowej pobożności, ale i wgląd w moralne nauki lokalnych proboszczów, których kazania musiały przenikać do religijnej wyobraźni artystki nieśledzącej bieżących wydarzeń w radiu czy prasie.
Prace Wnęk mówią więc niekiedy o zagadnieniach społecznych więcej niż całe mnóstwo zaangażowanej sztuki profesjonalnej, może dzięki temu właśnie, że osadzone pozostają w mistycznym kontekście religijnych wizji, a nie ograniczone do reporterskiego odtwarzania faktów. „Życiorysy” Wnęk momentami przypominają apokryficzne dzieje apostołki Tekli, świętej dziewicy wielokrotnie ratowanej za sprawą boskiej interwencji z pogańskich zasadzek, tyle że przeniesione z realiów cesarstwa rzymskiego połowy I wieku w wiejską i małomiasteczkową scenerię późnej Polski Ludowej. I tak jak w przypadku biblijnych oraz apokryficznych narracji próba dosłownej lektury i weryfikacji faktów to wyraz interpretacyjnej i historycznej indolencji, tak też w przypadku sztuki Wnęk interpretacyjną ślepą uliczką jest dociekanie, co z przedstawionych scen wydarzyło się naprawdę.
Jak pisała Magdalena Łuków vel Broniszewska, „życiorysy” wykraczają poza konwencję autobiograficzną, „dlatego Wnęk uznać należy za prekursorkę unikatowego gatunku autobiograficznego, znajdującego się na pograniczu »życiorysu performatywnego – listu, kazania, orędzia, modlitwy, a wreszcie gatunku łączącego słowo pisane z malunkiem«”. Z tej swobody niemieszczącej się w konwencjach autobiograficznej anegdoty, z tej mistycznej autofikcji o imponującej rozpiętości poetyk, współcześni malarze mogliby się wiele nauczyć.