Liliana Zeic „Pierwszego roku śpią, drugiego roku się skradają, trzeciego roku wybuchają” w 66P
Co wyjdzie z połączenia ballady Mickiewicza z historią rodzinnego zakładu stolarskiego? W wydaniu Liliany Zeic odpowiedź brzmi: wizja queerowo-ekologicznej rewolucji.
Zasłonięte okna, ścianki z kartongipsu, zimne i ostre światło jarzeniówek – oto wnętrze przytłaczającej większości przestrzeni wystawienniczych, nieważne czy zbudowanych specjalnie w tym celu, czy wykrojonych z historycznych wnętrz. Liliana Zeic w swojej nowej wystawie, osnutej wokół legend o jeziorze Świteź i ich mickiewiczowskiej interpretacji, konwencje rozbraja już na poziomie aranżacji.
W umownej scenografii jeziora „otchłań błękitu” staje się kawałkiem niebieskiej wykładziny, na której brzegu „gwiazdy nad tobą i gwiazdy pod tobą” są punktowymi reflektorami zawieszonymi pod stropem i ustawionymi na podłodze świetlówkami o turkusowym odcieniu. Na telefonie w kącie sali trwa transmisja z dna jakiegoś zbiornika wodnego, czasem przez ekran przepłynie ryba, w przestrzeni roznoszą się ambientowe dźwięki podwodnego świata. Tę przestrzeń – zawieszoną gdzieś między typowym białym kubikiem a czymś na kształt sklepu akwarystycznego – wypełniają premierowe i nieco starsze prace artystki, wykonane głównie z drewna w technice intarsji oraz uplecione z wikliny.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Liliana Zeic, “Pierwszego roku śpią, drugiego roku się skradają, trzeciego roku wybuchają”, kurator: Piotr Lisowski, fot. Małgorzata Kujda / 66P
Obrazek
liliana_zeic_66p_kurator_piotr_lisowski_dsc_3425.jpg
Dziś są to materiały i techniki charakterystyczne dla artystki, ale nie zawsze tak było. Zeic, rocznik 1988, przez pierwszą dekadę swojej praktyki artystycznej swobodnie żonglowała mediami, od instalacji przez fotografię i wideo po działania konceptualne. Niekiedy warstwa wizualna była w nich istotna, jak w projekcie Podróż z roku 2013, w ramach którego Zeic wraz z Martyną Tokarską podróżowały po kraju i fotografowały się w sukniach ślubnych w przestrzeni publicznej, rejestrując przy tym rozmowy z przypadkowymi przechodniami na temat praw osób nieheteronormatywnych. Podobnie w projekcie Sposoby kamuflażu we współczesnej Polsce, odnoszącym się do zawłaszczanych przez prawą stronę sceny politycznej symboli narodowych. Pochodzące z niego zdjęcie Autoportret z pożyczonym mężczyzną, na którym widzimy artystkę obejmowaną przez anonimowego byczka pod „patriotyczną” pościelą, stało się wręcz internetowym wiralem.
Innym razem centralną rolę odgrywał tekst lub samo działanie, tak było w przypadku zmiany nazwiska z Piskorska na nazwisko panieńskie matki artystki – Zeic. „Motywowała mnie niezgoda na zapominanie historii linii matek i ich nazwisk poprzez bycie zależnymi już na poziomie formalnym od męskich członków rodziny”, mówiła artystka w rozmowie z Pauliną Januszewską dla Krytyki Politycznej w 2021 roku.
To, że formalna warstwa prac była dla artystki drugorzędna, miało swoje konsekwencje. Wiktoria Kozioł pisała w roku 2020 na łamach „Szumu”: „przeteoretyzowanie jest tu […] zbyt dużym balastem, przeszkadza, a nie pomaga w odbiorze prac. Zresztą nawiązania rozgrywają się też na poziomie formy: Piskorska czerpie od innych artystów garściami […]. Nie dostrzegam tu nowego, świeżego języka – może z wyjątkiem wykorzystania w rzeźbach tradycyjnych plecionek ze słomy”. Krytyczka wskazywała na źródła formalne tak różne, jak twórczość Felixa Gonzaleza-Torresa, Wojciecha Wilczyka i Ewy Juszkiewicz, a jednocześnie odnotowany wówczas przez nią wyjątek, czyli słomiane plecionki, stał się zwiastunem tego, w jakim kierunku rozwinęły się kolejne projekty Zeic.
Jak to nierzadko w historii sztuki bywało, wypracowanie indywidualnego języka nastąpiło u artystki w wyniku cofnięcia się do źródeł – w tym przypadku snycerskiego zakładu prowadzonego przez rodziców Zeic w latach jej dorastania. Ten zwrot, przede wszystkim ku technice intarsji, stosowanej w rodzinnej firmie, wyznacza także pewną zmianę perspektywy na trudne wątki dotyczące współuzależnienia. We wspomnianej rozmowie w Krytyce Politycznej Zeic opisywała zmianę nazwiska jako „próbę oddzielenia od ojca, po którym odziedziczyła nazwisko, a który był alkoholikiem”.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Liliana Zeic, “Pierwszego roku śpią, drugiego roku się skradają, trzeciego roku wybuchają”, kurator: Piotr Lisowski, fot. Małgorzata Kujda / 66P
Obrazek
liliana_zeic_66p_kurator_piotr_lisowski_dsc_3438.jpg
Na wrocławskiej wystawie artystka pokazuje zestaw ciężkich, rzeźbionych mebli wzorowanych na formach renesansowych, pokrytych gęsto ornamentem nawiązującym do groteski – wykonanych w latach 90. właśnie przez jej ojca. Ponad stołem i krzesłami lewituje chmara wiklinowych obiektów w kształcie słonecznych tarcz otoczonych wianuszkiem promieni, jak z dziecięcych rysunków. To 78 słońc na szczęście dla wszystkich mężczyzn chorujących na depresję, żmudnie wyplecionych i pozwalających jakoś dotknąć stanu monotonii i poczucia uwięzienia.
Wykonana głównie z pokruszonych muszli mozaika ze śniętą rybą dryfującą w wiadrze, odnosząca się do wspomnienia o wspólnym wędkowaniu, jednej z niewielu zachowanych w pamięci artystki scen z dzieciństwa z udziałem ojca, jest już dedykowana wprost jemu. Także tutaj materiał jest istotny – znalezione na brzegu Wisły muszle skójek i szczeżui odnoszą się do znanej i od lat wykorzystywanej wrażliwości tych stworzeń na skażenie wody, pozwalającej monitorować stan czystości wód. Jeśli więc wczesne prace Zeic koncentrowały się na tożsamości lesbijskiej, najnowsze obrazują perspektywę wyraźnie intersekcjonalną i przyglądają się temu, jak patriarchat jest destrukcyjny dla wszystkich, nie wyłączając białych, heteroseksualnych mężczyzn.
W kompozycjach wykonanych techniką intarsji z cyklu Świteź Zeic wykracza już poza autobiograficzne odniesienia i sięga do legend otaczających tytułowe jezioro, znanych z ballad Mickiewicza. Oglądamy mieszkanki podwodnego miasta, które w wyniku wysłuchanych modłów uniknęły niewoli lub śmierci z rąk najeźdźców, dryfujące w toni, wśród lobelii i ryb, czule doglądające słodkowodnej fauny czy wyplatające wianki z wodorostów. Choć ikonograficznie mogą one przywodzić na myśl sentymentalne sceny z podtekstami erotycznymi, znane z malarstwa m.in. Witolda Pruszkowskiego, sposób ujęcia bohaterek zdecydowanie się od nich różni. Zamiast wyidealizowanych młodzieńczych ciał projektowanych pod male gaze widzimy ciała w różnym wieku i różnej budowy – nie całkiem ludzkiej. Zwierzęce elementy, jak płazie błony między palcami stóp, nie są przy tym monstrualne – bohaterki są tu raczej strażniczkami podwodnego świata niż zwodniczymi ondynami, które prowadzą niewinnych, nieświadomych mężczyzn do zguby.
Technika intarsji w Rzeczpospolitej pojawia się w XVI wieku. Wówczas też dociera z Gdańska do Torunia, gdzie się zakorzeni szczególnie mocno, by w XVIII wieku stać się lokalną specjalnością (tradycje w pewnym sensie przetrwały – Liliana Zeic pochodzi właśnie z Torunia). Drogie wówczas intarsje, na które oprócz arystokracji mogło pozwolić sobie tylko zamożniejsze mieszczaństwo, pełniły nie tylko dekoracyjną funkcję. W domach toruńskich mieszczan, najczęściej protestantów, znajdowały się zdobione tą techniką meble o charakterystycznym, mocno dydaktyczno-moralizatorskim charakterze, z motywami alegorycznymi odnoszącymi się na przykład do cnót pani domu. Zeic co prawda odrywa intarsję od użytkowego przedmiotu i przenosi w realia współczesnego rynku sztuki jako autonomiczne dzieło, ale quasi-dydaktyczny aspekt jej prac pozostaje akurat mocno zakorzeniony w barokowych tradycjach.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Liliana Zeic, “Pierwszego roku śpią, drugiego roku się skradają, trzeciego roku wybuchają”, kurator: Piotr Lisowski, fot. Małgorzata Kujda / 66P
Obrazek
liliana_zeic_66p_kurator_piotr_lisowski_dsc_3466.jpg
Podobnie zresztą jak wykorzystanie fornirów czeczotowych, czyli wyciętych z narośli na pniach drzew, w tym przypadku głównie topoli, powstałych w wyniku uszkodzeń, genetycznych mutacji czy infekcji grzybiczych lub wirusowych. Nie tylko estetyczna warstwa tego „wadliwego” materiału ma u Zeic znaczenie, ale i pochodzenie właśnie – sam wybór tworzywa jest wyrazem afirmacji tego, co przekracza granice uznane za normę. Te „zaburzenia” na poziomie tworzywa i wzorów ikonograficznych doskonale rymują się z mickiewiczowską inspiracją. Jak pisał Czesław Zgorzelski w latach 70.:
Text
W „Świteziance” pojawia się wykorzystanie tradycyjnego materiału do nowej koncepcji twórczej, próba subtelnej gry na przyzwyczajeniach literackich epoki, by za pomocą lekkiego potrącenia o struny sielanki sentymentalnej, tak dobrze znanej czytelnikom, tym łatwiej można było wprowadzić ich w metodę poetyzacji rzekomo rzeczywistego, realnego obrazka, przenieść ich niepostrzeżenie w sferę nowego, romantycznego świata „dziwów” władczej, urzekającej siły przyrody.
Z kolei nieco później Andrzej Gurbiel dodawał, że w poezji sentymentalnej spojrzenie na naturę pozostawało utylitarne. Tę sentymentalną postawę, splecioną z wizją małżeństwa zakorzenioną w mieszczańskich konwenansach, zawierającą się w pytaniu „Gdzie dom twój, gdzie są rodzice?”, reprezentuje również chłopiec ze Świtezianki. Wiadomo, jak na tym wychodzi. Zdaniem Gurbiela:
Text
„Świtezianka” przynosi zupełnie nowy, dynamiczny wizerunek rzeczywistości ziemskiej, pełnej sprzecznych dążeń, konfliktów i z tego przede wszystkim względu przeciwstawia się statycznemu i uładzonemu światu poezji sentymentalizmu.
Sentymentalizm w wydaniu Rousseau może i odszedł dawno do lamusa, ale ten reprezentowany przez naiwnego strzelczyka sposób patrzenia na naturę – jako dany człowiekowi zasób –i relacje –jako konwencjonalne układy oparte głównie na statusie – w neoliberalnym świecie ma się lepiej niż kiedykolwiek. W tym kontekście Świteź i Świtezianka mogą stać się wzorcem niespodziewanie radykalnej zmiany perspektywy. A skoro polska kultura przesiąknięta jest do cna romantyzmem, może nawet padną na podatny grunt.
Wystawa Liliany Zeic „Pierwszego roku śpią, drugiego roku się skradają, trzeciego roku wybuchają”
kurator: Piotr Lisowski
czas trwania: 3 lipca –6 września 2025
66P, Wrocław