Jakie są pańskie ulubione techniki fotograficzne?
Fotograf posiada nieskończoną ilość technik – nakładanie, powielenie obrazów, fotomontaż, fragmentaryzacja, psucie obrazu przez deformację, odkształcenia perspektywy, rysowanie, nakładanie masek, wykorzystanie ziarna, szumu, przetworzonych pikseli. Nawet najprostsze zabiegi, jak prześwietlenie czy niedoświetlenie, możemy wykorzystać do zbudowania tematu, ale trzeba po nie sięgać świadomie. W swoich pracach najbardziej lubię posługiwać się kolorem i używać go do tworzenia znaczeń, ale też wykorzystywać go w kompozycji, grając plamami kolorystycznymi i ich układami. Bardzo ważne jest dla mnie precyzyjne komponowanie obrazu. Lubię sprowadzać przestrzeń do dwóch wymiarów, do płaskiego, prawie graficznego obrazu, na którym działam liniami, fakturami czy właśnie plamami kolorów. Pociągają mnie też nieoczywiste kadry, budujące wizualne napięcie i wprowadzające jakiś rodzaj niepokoju. W poszukiwaniu nowych pomysłów próbowałem na przykład wykorzystywać twórczo przypadek, między innymi fotografując na słuch, z zamkniętymi oczami albo poruszając aparatem i obiektywem w jakimś określonym rytmie i później ucząc się z kadrów, które w ten sposób powstały. W wielu pracach kieruję się też w stronę dekonstrukcji obrazu, jego degradacji, niszczenia, szczególnie dla uwydatnienia emocji, które przedstawiam, na przykład jakiegoś zapadania się, odrętwienia.
Jak według pana wygląda idealna fotografia teatralna? Co powinna zawierać? Jakie motto przyświeca panu w pracy jako fotografowi i czym powinien się kierować w swojej pracy fotograf teatralny?
Moje podejście do fotografii teatralnej najlepiej oddają słowa Francisa Bacona, do których lubię wracać, a które odnoszą się do fotografii: "Chodzi o to niewielkie odejście od rzeczywistości, które sprawia, że rzeczywistość uderza mnie jeszcze mocniej". Jeśli mielibyśmy mówić o idealnej fotografii teatralnej, to powinna jej towarzyszyć idea znalezienia pewnego rodzaju "przesunięcia", czyli odejścia od zastanej rzeczywistości, dzięki któremu jest ona paradoksalnie mocniej odczuwana, bardziej do nas trafia i mocniej nas porusza. Fotografia teatralna nie może pokazywać w wierny, obiektywny sposób rzeczywistości zastanej i wyłącznie jej rejestrować, a powinna być przepuszczona przez filtr wrażliwości fotografa. Kiedyś usłyszałem takie zdanie, że fotografując coś, właściwie fotografujemy siebie. Fotografia teatralna musi być fotografią subiektywną, musi być w pełni autorską, autonomiczną wypowiedzią, pod względem zarówno sposobu obrazowania, jak i przekazu. Fotograf teatralny powinien umieć zawłaszczyć sobie przestrzeń teatru i potraktować ją jako swoją wizję, którą przelewa na fotografie. Dopiero wtedy jest w stanie uczciwie i w bliski prawdzie sposób oddać to, co widzi.
Kiedy fotografia teatralna staje się sztuką?
Sztuka przejawia się już w podejściu i założeniu, że chcę tworzyć sztukę, przekraczać schematy, dokonywać transgresji. To odróżnia sztukę od dobrego rzemiosła. Można być świetnym rzemieślnikiem, bardzo dobrym technicznie, sprawnym w fotografowaniu, a jednocześnie nie chcieć przekraczać czegokolwiek w jakikolwiek sposób. Kiedy angażuję swoją wrażliwość, eksperymentuję, poszukuję sposobu na odejście od typowego myślenia, nawet własnego – to jest ten moment, kiedy zaczynam tworzyć sztukę. Myślę, że tylko wtedy jesteśmy w stanie oddać sens czyjegoś dzieła i sprawić, że fotografia będzie miała jakąś moc, będzie przyciągała, wywoływała emocje, zatrzymywała uwagę i zapadała w czyjąś pamięć. Sam najchętniej wracam do prac, w których zupełnie zmieniłem własny paradygmat myślenia i odkryłem coś nowego.
Na zakończenie zapytam o pana największe inspiracje. Co ukształtowało pana spojrzenie na sztukę?
Na wszelkich polach najbardziej pociągają mnie mroczne, nieoczywiste wizje, przepełnione jakimś smutkiem, melancholią, albo odwrotnie – szaleństwem, obłędem. Inspirują mnie malarstwo, fotografia, muzyka, film. W dziedzinie malarstwa największy wpływ miały na mnie dzieła Francisa Bacona, jego mroczna wyobraźnia, dekompozycje ciała, symbolika, ale też jego eksperymentatorski sposób pracy, na przykład kiedy oddawał pole przypadkowi, rzucając farbą w płótno albo częściowo niszcząc swoje obrazy. Za niezwykle inspirujący uważam album z fotografiami z jego pracowni, "Incunabula" Martina Harrisona. Zawsze były mi też bliskie obrazy Egona Schielego ze względu na deformacje, jakim poddawał ludzkie ciało w swoich pracach, tematykę śmierci i przemijania, przesiąknięcie melancholią i bólem. Podobnie prace Edwarda Hoppera przedstawiające izolację i osamotnienie. Bardzo inspirującym twórcą był dla mnie Zdzisław Beksiński i jego obrazy, na których temat śmierci splata się z pięknem, a mroczne wizje z pewnym rodzajem melancholii. Uwielbiam obrazy Gerharda Richtera, które pierwszy raz zobaczyłem w Tate Modern kilka lat po stworzeniu pierwszych cykli swoich abstrakcji.
Autorka: Martyna Kowalewska
Pierwodruk tekstu ukazał się w miesięczniku "Teatr" (09/2020).
Krzysztof Bieliński, fot. Anna Osowska-Bielińska
Krzysztof Bieliński (1978) – artysta fotograf, twórca fotografii abstrakcyjnej, jeden z czołowych fotografów teatralnych, autor fotografii do blisko siedmiuset spektakli krajowych i zagranicznych, twórca plakatów teatralnych oraz albumów fotografii teatralnej: "Lupa/Teatr", "Treliński", "Staniewski-Gardzienice Antyk", "BTL/Lalki", "Warlikowski/Teatr" (współautor), "Kudlička. Volume I" (współautor). Od 2008 roku jest stałym fotografem Teatru Wielkiego – Opery Narodowej, stale współpracuje z kilkunastoma innymi teatrami. Wykładał fotografię teatralną oraz plakat w Warszawskiej Szkole Filmowej i na Fotografii UW. W 2019 roku został jurorem V Konkursu Fotografii Teatralnej, organizowanego przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego. W 2020 roku prowadził pierwsze w Polsce Master Class z fotografii teatralnej online we współpracy z Instytutem Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego. W lutym 2021 roku otrzymał tytuł Artysty Roku 2020 według pisma "Post Scriptum".