Kilimy wracają na ściany
Niezwykły sposób tkania, którego owocem są dzieła tyleż praktyczne, ile dekoracyjne, właśnie przeżywa swój renesans.
Przez wieki równie często kilimy można było zobaczyć w chłopskiej chacie, jak i w szlacheckim dworku –ale podobna popularność w przecież odległych od siebie grupach społecznych nie jest jedyną zaskakującą cechą tych tkanin. Dwoistość ich natury dotyczy również funkcji, którą dawniej pełniły. Choć najważniejszym zadaniem kilimów było docieplanie – ochranianie przed zimnem namiotów, chat, domów – to od początku odgrywały także rolę dekoracji. Tkane wzory stanowiły ozdobę wnętrz. Zwykle umieszczano je na ścianach, ale mogły też być rozkładane na podłogach lub meblach (np. ławach czy skrzyniach).
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kilim All, fot. instagram.com/kilim_all
Obrazek
fot_instagram_kilim_all.jpg
Kiedy tylko w sztuce – także użytkowej – do głosu zaczęły dochodzić ruchy awangardowe, odcisnęły swój ślad także w tkactwie. Z jednej strony żywa pozostała sztuka tworzenia kilimów o tradycyjnych wzorach, równolegle niektórzy twórcy zaczęli sięgać po eksperymentalne wzory kompozycyjne. Tym samym znacznie poszerzył się wachlarz form, jakimi można było się posługiwać także w tej dziedzinie wzornictwa. Pozostaje on szeroki do dziś.
"W Polsce za pomocą wschodniej nazwy «kilim» określa się od połowy XVII wieku dwustronną dekoracyjną tkaninę wzorzystą rodzimego pochodzenia, wykonaną ręcznie na krośnie splotem prostym, o wełnianym wątku i najczęściej lnianej osnowie. Wcześniej tkaninę tę opisywano jako gunia lub derka. Technika jej wykonania zaliczana była do prastarych i uznawana za lokalną tradycję słowiańską sięgającą wczesnego średniowiecza" – pisała Monika Kowalczyk, kuratorka wystawy "Fenomen polskiego kilimu". Ekspozycję można było oglądać latem i jesienią 2024 roku w łódzkim Muzeum Włókiennictwa. Zaprezentowano na niej blisko 90 kilimów pochodzących z kolekcji Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi oraz z prywatnych zbiorów prof. Piotra Korduby, historyka sztuki, miłośnika i kolekcjonera kilimów. Odwiedzający mogli zobaczyć zarówno tkaniny powstałe ponad sto lat temu, jak i zupełnie nowe.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Wystawa "Fenomen polskiego kilimu", Centralne Muzeum Włókiennictwa, fot. Anna Cymer
Obrazek
06_fot_anna_cymer.jpg
Rzemiosło przeżywa swój renesans. W okresie transformacji ustrojowej zachłysnęliśmy się konsumpcją i łatwym dostępem do wszelkiego rodzaju dóbr, także tych tanich i marnej jakości. Tamta euforia jednak już minęła – współcześnie na nowo zaczęliśmy doceniać rękodzieło, prace autorskie i oryginalne, unikatowe i dobrej jakości. Rośnie grono klientów, którzy poszukują projektów cenionych designerów, mieszkańcy miast coraz chętniej uczą się technik wzornictwa, ceramiki czy tkactwa właśnie. Jedną z dziedzin, które w ostatnich latach zaczęły się na nowo cieszyć popularnością, są właśnie kilimy. Wzbudzają zainteresowanie na targach i przeglądach designu, powstały pracownie tworzące te obiekty, a w wielkomiejskich mieszkaniach "wypada" mieć kilim na ścianie, chociaż dziś przecież nie trzeba jej w ten sposób dogrzewać.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Wystawa "Fenomen polskiego kilimu", Centralne Muzeum Włókiennictwa, fot. Anna Cymer
Obrazek
05_fot_anna_cymer.jpg
W 2019 roku z inicjatywy grupy projektantów, wytwórców designu oraz osób na różne sposoby związanych z tą branżą powstało Stowarzyszenie Nów. Nowe Rzemiosło. Jego celem jest nie tylko promocja wzornictwa, ale też wsparcie twórców i rzemieślników na rynku. W swoim manifeście inicjatorzy Nowiu piszą:
Dziś, w świecie zniszczonym przez bezmyślność masowej konsumpcji i pogoń za coraz większym zyskiem, rzemiosło pojawia się w nowej, twórczej odsłonie – tak jak księżyc odradza się z nowiu. […] Współczesne nowe rzemiosło – niezależnie od specjalizacji rzemieślnika – oznacza przede wszystkim bezpośrednią kontrolę jednego człowieka nad całym procesem produkcji. Produkt rzemieślniczy różni się od produktu fabrycznego tym, że nie jest od swego wytwórcy wyalienowany.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Robert Wieczorek, “Rozdarcie”, 2017, fot. robertwieczorekart.pl
Obrazek
rozdarcie_2017_fot_robert_wieczorek_.jpg
Spośród blisko trzydzieściorga rzemieślników i pracowni, należących do Stowarzyszenia Nów. Nowe Rzemiosło kilkoro na co dzień stoi przy krosnach lub pracuje w innych technikach, których owocem jest tkanina. Beata Palikot-Borowska, założycielka pracowni tkackiej Splotarium w Białymstoku z podlaskim przemysłem włókienniczym jest związana od połowy lat 90. Przekonana, że "tkanie jest relaksujące i terapeutyczne", prowadzi także warsztaty, podczas których można nauczyć się pracy na krośnie, wyciszając jednocześnie umysł i dając odpocząć ciału. Beata Wietrzyńska, twórczyni marki In Weave, autorka zarówno tkanin dekoracyjnych, jak tekstyliów domowych czy elementów odzieży ma tytuł mistrza w zawodzie tkacza. W podobnej branży co ona działa Jakub Święcicki – projektuje tekstylia i hafty komputerowe, a w ramach kolekcji Knot tworzy wielkoformatowe dywany techniką makramy, czyli wiązania sznurków (mówi, że chce tę rękodzielniczą technikę uwolnić od opinii, że jest kiczowata i nadmiernie dekoracyjna). Po tradycyjne techniki tkackie, a także po wełnę ze starej fabryki Dywanów Kowary, sięga Robert Wieczorek, który tkactwo uważa w równym stopniu za rzemiosło, co za sztukę. Tworzy wielkoformatowe, tkane obiekty artystyczne.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
blut, REST Studio, fot. Karolina Sałajczyk, REST Studio
Obrazek
blur-15_fot_karolina_salajczyk_rest_studio.jpg
Absolwentki Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, Dominika Gacka i Julia Piekarska, założycielki studia REST tkają, ale i eksperymentują, szukają nowych pomysłów, dróg projektowych, efektów. Bazując na tradycyjnych technikach tkackich, sięgają po maksymalnie naturalne i łagodne dla środowiska materiały, kreując zarazem tkaniny o bogatej strukturze, zmysłowe. Wśród swoich projektów mają także ten o nazwie Restki, w ramach którego poszukują sposobu na stworzenie nowego, wytrzymałego materiału wykonanego wyłącznie z odpadów i resztek przędzy.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
"Basen", fot. Tartaruga Studio
Obrazek
kilim_basen-fot_tararugastudio-pl.jpg
Jadzia Lenart i Wiktoria Podolec swoją autorską pracownię tkacką Tartaruga założyły już w 2017 roku, kiedy kilim nie był jeszcze tak popularny, jak dziś. Zafascynowane tą praco- i czasochłonną techniką zaczęły tkać kilimy i makatki. Starają się, żeby projektowane przez nie wzory były nowoczesne i reagujące na zmieniający się świat, ale zarazem uniwersalne i ponadczasowe. Bardzo chętnie sięgają po odpadki i resztki przędzy czy bawełnę z recyklingu, używają przyjaznych środowisku i ludziom barwników roślinnych. To między innymi ich pogodne, wielobarwne, czasem abstrakcyjne, innym razem proste i czytelne kilimy przysłużyły się do wzrostu zainteresowania tą techniką tkania i do spopularyzowania tych wyrobów jako elementów współczesnego wnętrza.
Trzy lata po Tartarudze postała marka Splot. Jej twórcą jest Przemysław Cepak, który dostrzegł piękno i unikatowość kilimu w świecie masowej produkcji i postanowił odświeżyć oraz przywrócić "na salony" to szlachetne rzemiosło. Kilimy marki Splot tkają doświadczone tkaczki, a wzory przygotowują cenieni projektanci, graficy, artyści, m.in. Edgar Bąk czy Zofia Strumiłło. W dorobku pracowni znajdują się jednak nie tylko nowe projekty. Splot czasem sięga także po wzory z przeszłości, odtwarzając prace nieżyjących cenionych twórców, przywracając je nie tylko pamięci, ale i na sklepowe półki. Dzięki Splotowi na warsztaty tkackie powróciły kilimy według projektów Zofii Stryjeńskiej, Józefa Czajkowskiego, Marii Bujakowej.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Topole, dywan ścienny, fot. Topole.art.pl
Obrazek
wall-carpet_fot_topole_art.jpg
Kilim to technika, w której szczególnie dobrze łączą się tradycja i nowoczesność. Bo choć to prastara metoda tworzenia, wciąż analogowa w cyfrowym świecie, za jej pomocą mogą powstawać obiekty bardzo nowoczesne i pasująca do naszych czasów, gustów, wrażliwości. Mieszkające– jak same mówią – "w sercu Mazur" siostry Anka i Kaśka Dobrzyn twórczynie marki Topole, sięgają wyłącznie po naturalne materiały (len, bawełna, wełna wyłącznie z odzysku i tkają kilimy o różnym formacie, monochromatyczne i kolorowe, abstrakcyjne i przedstawiające (często pejzaże), minimalistyczne i bogate w detale. Kilimy z metką Topole można wieszać na ścianach i kłaść na podłodze (są gęsto tkane, a więc odporne na deptanie, mogą służyć jako dywany), użytkować lub traktować jako dekoracyjne dzieło sztuki. Z kolei pracownia Bimbi Deco wśród swoich prac ma tkane, kilimowe poduszki, a Tola Ochnio, tworząca pod marką Kilim All, wyspecjalizowała się w niewielkich, bardzo fakturowych kilimach i makatkach do powieszenia na ścianie.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Bimbi Deco, fot. instagram.com/bimbi_deco
Obrazek
bimbi_deco_fot_instagram-bimbi_deco.jpg
"Proces powstawania kilimu wymaga wielkiej cierpliwości, skupienia i dokładności. Metr kwadratowy tkaniny powstaje w tydzień. […] Nie ma dwóch identycznych kilimów, tak jak nie ma dwóch jednakich bochnów chleba. Każda z […] tkanin to unikatowe dzieło sztuki" – opisują technikę kilimu twórcy marki Splot. Traktowane użytkowo czy dekoracyjnie, wielko- czy małoformatowe, współczesne kilimy nie tylko oferują wielkie bogactwo form i wzorów, ale budzą także szacunek ogromem pracy, jaki trzeba włożyć w ich powstanie.