Teatr ze śmieci. Scenograficzny recykling
Cyrkularna ekonomia i postwzrost – za tymi być może enigmatycznymi hasłami kryją się często bardzo proste praktyki. Jedną z nich jest tworzenie scenografii do prac z pola sztuk performatywnych dzięki zbiórkom przedmiotów z drugiej ręki. W ten sposób to, co mogłoby wylądować w śmieciarce, zostaje ponownie wykorzystane, a widzki i widzowie zyskują satysfakcję z tego, że drugie życie rzeczy związane jest ze sztuką i że w pewnym sensie stają się jego współtwórcami.
Barbarzyństwo
Scena z przedstawiania "Hindełe, siostra Sztukmistrza", reż. Paweł Passini, fot. Natalia Kabanow/Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie
"Patrzą na mnie jak na wariata", mówiła w 2017 roku malarka i poetka Małgorzata Skałbania zatrudniona wówczas w pracowni plastycznej Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie. Jako jedyna, jak podkreślała w wypowiedzi dla "Dziennika Wschodniego", zbuntowała się przeciwko pomysłowi tworzenia scenografii do spektaklu z książek przynoszonych przez widzów w reakcji na ogłoszoną przez teatr zbiórkę. Za pomysł oprawy plastycznej z kilkunastu metrów sześciennych książek odpowiadał scenograf Mirek Kaczmarek, współtwórca spektaklu "Hindełe, siostra Sztukmistrza" w reżyserii Pawła Passiniego na podstawie scenariusza Patrycji Dołowy (premiera odbyła się 16 grudnia 2017 roku). W efekcie zbiórki powstała imponująca wizualnie konstrukcja: podłoga oraz wysokie ściany złożone z setek woluminów, książki wyściełały także sufit. Reżyser tłumaczył, że scenografia zawiera w sobie ważką metaforę: "Książki są tu jak macewy, którymi zostały wybrukowane polskie drogi. Po nich także chodzono". Jednak cytowana wcześniej Skałbania nie potrafiła przekonać się do tej wizji i zapowiedziała, że nie będzie brała udziału w "barbarzyństwie", jakim jej zdaniem jest przetworzenie książek na konstrukcję scenograficzną. W opublikowanym na stronie Ośrodka "Brama Grodzka" biogramie artystki zatrudnionej wówczas w pracowni teatru czytamy, że została "zwolniona za próbę obrony ton darowanych przez lublinian książek".
Hołd czy anarchia?
"Pilnie kupię biografię", Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu, fot. Tobiasz Papuczys
Przez blisko dwa wieki – od 1831 roku – w Wałbrzychu działała fabryka porcelany "Krzysztof". Inflacja jednak skutecznie ukróciła jej żywot i na początku roku 2023 firmę zamknięto. To właśnie pracownicom i pracownikom likwidowanego zakładu dedykowano lutowe pokazy spektaklu "Pilnie kupię biografię" nawiązującego do przemysłowej historii miasta. Przedstawienie z Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego w reżyserii Krzysztofa Popiołka (premiera w marcu 2021 roku) powstało między innymi dzięki darom widzek i widzów – rozpoczęciu prób towarzyszyło ogłoszenie przez Teatr zbiórki "białego złota", jak nazywana bywa wałbrzyska porcelana:
Zbieramy przedmioty, które mają swoją historię, są wyciągnięte z różnych zestawów, zdekompletowane lub obtłuczone – ale też takie, które zalegają w kredensie, są nietrafionym prezentem.
Ekonomia i ekologia w takich przypadkach idą w parze z kolektywnością procesu włączającego lokalne społeczności. Scenografia współtworzona przez wałbrzyszan to w pewnym sensie wehikuł pamięci – nasycony prywatnymi historiami pomnik industrialnej tożsamości miasta. Choć samo uruchomienie porcelany w przedstawieniu może budzić mieszane uczucia – ta jest bowiem na końcu tłuczona przez aktorki i aktorów. Jak pisał Bartosz Cudak w "Didaskaliach", gest ten odczytywać można jako "anarchistyczny akt zerwania z dorobkiem poprzednich pokoleń, co kłóci się z założeniami projektu".
Z suchą choinką do teatru
"Makbet", reż. André Hübner-Ochodlo, 2022, fot. Piotr Dłubak / Teatr im. Adama Mickiewicza w Częstochowie
Co roku po świętach Bożego Narodzenia wiele obchodzących je osób boryka się z dylematem, co zrobić z uschniętą choinką. Miasta i gminy organizują zbiórki, suche drzewka nadają się także do wzbogacenia kompostownika, ekologiczne strony i blogi prześcigają się w pomysłach na przyjazne planecie wykorzystanie świerków (np. w formie herbaty czy dodatku do kąpieli). W 2022 roku można było także… przynieść choinkę do teatru. Teatr im. Adama Mickiewicza w Częstochowie ogłosił taką zbiórkę z myślą o scenografii spektaklu "Makbet" w reżyserii André Hübnera-Ochodlo. Potrzebne było mniej więcej trzydzieści naturalnych, suchych drzewek pozbawionych ozdób. Jak mówiła Joanna Karkoszka, pracownica działu promocji Teatru, instytucja często sięga po crowdsourcingowe rozwiązania (oparte na angażowaniu grupy osób niezwiązanych zawodowo z organizującym zbiórkę miejscem):
Zawsze, gdy w naszych magazynach nie możemy znaleźć jakiegoś elementu, o który prosi nas inscenizator [...] to zwracamy się z prośbą do naszych widzów, którzy nigdy nas nie zawiedli. Z tego co pamiętam, ostatnio w trakcie pandemii szukaliśmy wanny, którą także otrzymaliśmy.
Przypadek częstochowskiego "Makbeta" to kolejny przykład łączenia myśli ekologicznej – dawania drugiego życia przedmiotom, które trafiłyby na śmietnik – ze strategiami z kręgu audience development, budowania relacji z widownią i poszerzania jej grona, otwierania się na publiczność i gotowość przyjęcia jej pomysłów.
Odpady w operze
"Anhelli", Teatr Wielki im. S. Moniuszki w Poznaniu, libretto: Dariusz Przybylski. Libretto kompozytora na podstawie poematu Juliusza Słowackiego, współpraca literacka: Margo Zālīte, 2019, fot. Bartek Barczyk / Teatr Wielki w Poznaniu
Z zupełnie dosłownym apelem o przynoszenie śmieci zwrócił się do swojej publiczności poznański Teatr Wielki. Odpady miały przydać się do stworzenia kostiumów i scenografii opartej na poemacie Juliusza Słowackiego opery "Anhelli" w reżyserii Margo Zālīte (premiera w grudniu 2019 roku). "Przynieś nam to, czego nie potrzebujesz, a my zrobimy z tego spektakl", ogłaszał Teatr. Do oprawy plastycznej przedstawienia miały przydać się między innymi zepsute zabawki, umyte opakowania po mleku czy jogurtach, zniszczone białe ubrania i papierowe odpady z niszczarki. Przez półtora miesiąca widzki i widzowie mogli wrzucać swoje "dary" do ustawionego w holu kosza, następnie autorka scenografii Dorota Karolczak nadała im nową rangę. Byłby to więc rodzaj upcyklingu: przetworzenia, które podwyższa wartość przedmiotu; przeniesienia tego, co zwykle trafia do kubła w przestrzeń wysokobudżetowej produkcji. Jasne (błękitne, białe, przezroczyste) odpady zbudowały syberyjską scenerię, ale także, jak mówiła kierowniczka artystyczna Teatru Wielkiego Magdalena Kulczyńska, skłaniały swoją obecnością do refleksji nad zanieczyszczeniem i degradacją środowiska. Pochodząca z Łotwy reżyserka twierdziła z kolei, że udział widowni w zbieraniu materiałów do scenografii stanowił sposób "na wspólne przeżywanie pewnych rytuałów". W kontekście wspólnych rytuałów istotne było również, że konwencja spektaklu zakładała, że także same widzki i widzowie przyjdą na pokaz ubrani w białą odzież, współtworząc jasną oprawę wydarzenia.
Skarpetki i kineskopy
Podobnych akcji tworzenia opraw plastycznych ze zbieranych od publiczności odpadów było w polskim teatrze sporo. W lutym i marcu 2023 roku w łomżyńskim Teatrze Lalki i Aktora zbierano… skarpetki, które stanowić miały część scenografii spektaklu "Niesamowite Przygody Skarpetek" w reżyserii Jarosława Antoniuka na podstawie cyklu książek Justyny Bednarek z ilustracjami Daniela de Latoura. "Będziemy niezmiernie wdzięczni za każdą skarpetkę przyniesioną do Teatru. Te do pary, jak i samotne, czarne oraz kolorowe, krótkie lub podkolanówki!", ogłaszała łomżyńska instytucja. Łódzki Teatr Jaracza w 2018 roku poszukiwał używanych krzeseł do "Trzech sióstr" Czechowa w reżyserii Jacka Orłowskiego – w zamian otrzymać można było bilet na spektakl za złotówkę. Nowy Teatr w Warszawie zwrócił się natomiast do swojej widowni z pytaniem o stare, kineskopowe telewizory potrzebne do przedstawienia "Grupa Warszawska" w reżyserii Eglė Švedkauskaitė (premiera w grudniu 2020 roku).
Ciekawym, choć bardzo szczególnym sposobem wykorzystania przedmiotów zebranych od widzek był projekt "Muzeum Dowodów Rzeczowych" duetu łotewskich artystek Laury Stašāne i Jany Jacuki zrealizowany przez TR Warszawa w lipcu 2021 roku w jednym z prywatnych domów na Saskiej Kępie. Nie jest to praca, którą można by wpisać w kontekst "teatru ze śmieci", jej tworzywem były bowiem przedmioty kojarzące się lub związane bezpośrednio z doświadczeniem przemocy przez kobiety. "Muzeum Dowodów Rzeczowych" to jednak niewątpliwie projekt uruchamiający performatywny wymiar rzeczy, z którymi związane są odbiorczynie teatru i z powodu swojego etycznego kontekstu wart jest przytoczenia. Artystki zapraszały do udziału w wystawie tymi słowami:
Jeśli jakiś przedmiot kojarzy Wam się z przypadkami przemocy w rodzinie lub w związku – emocjonalnej, fizycznej, seksualnej lub ekonomicznej – przekażcie go nam wraz z Waszą historią, a włączymy go do zbiorów Muzeum. Może to być coś, czego chcecie się pozbyć albo przedmiot, który był elementem aktu przemocy, ale nigdy nie zostałby uznany za dowód przez policję lub sąd, jednak dla Was mówi sam za siebie.