"KIRIBATI" było spacerem, w którym uczestniczki i uczestnicy odbierali dźwięk korzystając z telefonów i słuchawek. W jednym z tekstów pisałaś, że słuchawki są próbą wydzielenia sobie przestrzeni do słuchania, stworzenia bezpiecznego miejsca i bariery między sobą a światem.
Tryb słuchawkowy jest przedmiotem mojej fascynacji. Przez pandemię część rzeczy realizowanych z myślą o przestrzeni teatralnej musiało zostać przeniesione na indywidualny odbiór na słuchawkach. Do pokazu on-line "Expirii" nagrywałam nawet dźwięk podskoku Agnieszki Kryst, robiłam w zasadzie całą nową ścieżkę, wiedząc, że odbiór słuchawkowy jest zupełnie innym doświadczeniem, a pokaz on-line – innym medium. W "KIRIBATI" częściowo wykorzystywałam nagrania przestrzeni, ale raczej na zasadzie mylenia odbiorcy. W nagraniu był dominujący głos przeprowadzający przez kolejne punkty i tworzący nową narrację wobec tego, na co się patrzy i wobec działań choreograficznych. Jednocześnie elementem spaceru było przejście przez żwirową ścieżkę, po której przejeżdżają rowery. Mogłam podłożyć dźwięk żywej przestrzeni, ale ustawić inny kierunek, przez co osobie słuchającej wydawało się, że coś za nią jedzie, a tak naprawdę nic nie jechało. Była to forma sprawdzenia, na ile fałszowanie doświadczenia pobudza do spojrzenia na to, co jest wokół. Spacer zaczął się od przejścia obok wody – w jednym z kanałów umieściłam bardziej soczysty dźwięk wody, żeby trochę pobudzić doświadczenie, które czasem jest w zasadzie fantazją o danym dźwięku. Intensyfikowanie bodźców dźwiękowych miało na celu stworzenie luk – w momencie, kiedy dźwięku nie było już w ścieżce, podrażnione ucho zaczynało samo wyłapywać normalną przestrzeń.
Agnieszka Kryst, "Expiria", fot. Nowy Teatr
Myślę, że doświadczenie odbioru przez słuchawki i izolowania się jest doświadczeniem panowania nad wszystkim – możemy mieć ścieżkę dźwiękową do każdej sekundy naszego życia i dzięki temu nadać jej znaczenie. Równocześnie daje nam to poczucie autonomii naszego ciała – odbiór słuchawkowy wiąże się też z wynalezieniem walkmana i funkcjonowaniem w przestrzeni publicznej. W "KIRIBATI" to, że była to jedna ścieżka słyszana przez wiele osób pozwalało pomyśleć o grupie uczestniczek i uczestników jako o jakimś stadzie podłączonym do źródła jednej narracji.
Jak wyglądałyby zatem te idealne przestrzenie do słuchania, które byłyby negatywem odizolowanego, indywidualnego odbioru w słuchawkach?
Nie istnieje idealna przestrzeń do słuchania – to, co jest w słuchaniu ciekawe to to, że mamy określone miejsce posiadające swój wymiar słuchowy. Nie chodzi o to, by tworzyć idealne enklawy, bo one kultywują wrażliwość słuchową jako coś, co nie jest codzienne. Wobec takich wizji mam dystans, bo takie miejsca mogą zostać bardzo szybko poddane komercjalizacji i przechwycone przez kapitalizm. Bardzo łatwo jest zrobić z dźwięku lub ciszy produkt – od cichego wagonu w pociągu po wakacje z dźwiękiem ryczącej krowy. Nie popieram szukania enklaw, jestem raczej zwolenniczką codziennego wyczulania. Jest wymiar słuchania, który mamy zawsze dostępny: słuchamy nalewania wody do kubka i wiemy, kiedy jest już pełen; słuchamy, czy coś się dzieje na naszym podwórku i reagujemy. Kwestia uwrażliwiania się na dźwiękową przestrzeń wokół nas jest dla mnie ważniejsza i dlatego interesuję się zjawiskami związanymi z maskowaniem przestrzeni: wszystkimi muzakami i tapetą dźwiękową, bo to jest coś, co realnie oddziela od przestrzeni. Kiedy tworzę sound designy, ważne jest dla mnie, jak z nimi pracować. Materialność sytuacji jest najciekawsza w tworzeniu. Jest takie podejście dotyczące projektowania, że jest ono zastawianiem pułapek na percepcję. A żeby stworzyć pułapkę, trzeba wykorzystać coś, co jest już dane i tak to zmanipulować, by działało na naszą korzyść. Dlatego praca z przestrzenią trudną akustycznie jest dla mnie dużo ciekawsza niż nawoływanie do tworzenia komór bezechowych.