Brak wyraźnych granic między sferą oglądania i sferą występu i związana z nim kwestia odnajdywania komfortu w ruchu (i w bezruchu) stają się jeszcze bardziej istotne, kiedy wyobrażony spacer po łące lub lesie przeistacza się w choreograficzną sekwencję bez słów. Nieco senny, rozmarzony krajobraz dźwiękowy zaprojektowany przez Justynę Stasiowską ustępuje miejsca bardziej niepokojącym i industrialnym dźwiękom. Jędra naciąga na twarz kaptur – który w założonej tył na przód bluzce (kostium autorstwa Marty Szypulskiej) staje się maską bez otworów na oczy i usta – i zaczyna wykonywać choreografię, która rozbija stworzony na początku, przyjemny nastrój spotkania z przewodniczką po nieznanych gatunkach roślin, które możemy sobie wspólnie wyobrazić. Jednolitą maskę postrzegać można jako performatywny element jednocześnie oddalający od postrzegania noszącej ją osoby jako figury ludzkiej (twarz jako metafora tożsamości), ale i odnoszący się do zagrożenia (ktoś, kto chce pozostać zamaskowany i nierozpoznany może mieć złe zamiary). Niepokój związany z maską koresponduje z naturą samego ruchu – performerka wykonuje choreografię o trudnej do przewidzenia strukturze; od czasu do czasu gwałtownie zbliża się do części rozproszonych w sali widzek i widzów, zmuszając ich do ustąpienia miejsca, znalezienia dla siebie innego punktu w przestrzeni, wytworzenia dystansu. Choć Jędra jasno deklarowała, że imitowanie ruchu roślin nie było przedmiotem jej zainteresowania w toku pracy nad "Złym zielem", stworzona przez nią choreografia budzić może skojarzenia z ekspansywnością dzikich roślin; ich wdzieraniem się w nowe miejsca, pewną eksplozywnością bycia (kolejnym polem inspiracji była dla twórczyń roślinność ruderalna, czyli ta, która porasta tereny zmienione przez człowieka; pojawiająca się w szczelinach, pęknięciach, a także w miejscach użytkowych, ale niedoglądanych, jak np. torowiska, części dworców kolejowych, czy pobocza autostrad). Końcowa sekwencja to cyrkularna choreografia: performerka to zakłada, to zdejmuje kaptur-maskę, krąży, zatrzymuje się, wpatrując się w wybrane obserwujące ją osoby. Dźwięki stają się w coraz bardziej drażniący sposób zrytmizowane, jak gdybyśmy znaleźli się we wnętrzu maszyny wchodzącej na coraz wyższe obroty. Z offu dobiegają nas dźwięki nagrania: podmiotka wyraża marzenie o "ziemi niczyjej", pełnej roślinnej obfitości, wyjętej spod prawnych i politycznych ograniczeń. Tytułowe "złe ziele" w ramach tej wizji to po prostu roślinność, która otrzymała etykietę "diabelskiej", bo nie respektowała granic i zasad regulujących terytorium; bo przyjmowała nieoczekiwane, niezrozumiałe formy istnienia, wzrastała w pęknięciach i rysach, odnajdywała namiastkę korzystnych warunków w pozornie jałowych przestrzeniach.
Performans wpisujący się w przewodnie hasło tegorocznej, jubileuszowej edycji Festiwalu Ciało/Umysł ("Niech żyję!"), to bardzo spójna koncepcyjnie i intelektualnie propozycja, która zaprasza do spojrzenia na roślinną manifestację życia z nieoczywistych perspektyw. Jednocześnie jest to praca odległa od uwznioślania roślin – czynienia z nich lirycznych figur o magicznej naturze. Na poziomie formalnym i materialnym "Złe ziele" jest performansem dość surowym, oszczędnym, a zarazem precyzyjnie przemyślanym. A przede wszystkim mającym moc wykroczenia poza sytuację artystyczną. Wydaje się, że w "Złym zielu" i sposobie prowadzenia narracji przez twórczynie istnieją luki albo korytarze prowadzące wprost do wszystkich przeoczonych, zaniedbanych miejsc w naszych miastach; takich, na które następnym razem – w drodze na przystanek albo w kolejce do paczkomatu – spojrzymy inaczej.
Fundacja Ciało/Umysł, "Złe ziele", koncepcja: Magda Jędra, Anka Herbut, choreografia, performans: Magda Jędra, tekst dramaturgia: Anka Herbut, kostium i przestrzeń: Marta Szypulska, muzyka: Justyna Stasiowska, reżyseria światła: Jacqueline Sobiszewski; premiera 8.10.2021 roku