Czytelnicze głosy o tym, że "już nie piszesz", wydają się jednak przesadzone. Jeśli czegoś tu brakuje, to sążnistej epiki w duchu i rozmiarze "Innych pieśni" czy "Lodu". Czy pisarz SF w XXI wieku dalej może pisać w tej konwencji, czy raczej woli "pisać swoje powieści na świecie", to znaczy udzielać się tam, gdzie może mieć największy impakt kulturowy (biznes, telewizja VOD)? Jak to jest w twoim przypadku?
Wymagasz ode mnie samoświadomości, której nie mam. Zakładasz, że istnieje plan. Że mam w głowie narrację o swoim życiu i pracy wybiegającą lata w przód.
Myśmy się przyzwyczaili do takich narracji medialnych o pisarzach, bo oni sami chętnie je serwują. W dużej mierze jest to skutek podporządkowania książki mediom "opowiadającym" ją poza samym doświadczeniem lektury. Bo znacznie ważniejsze jest, jak dana książka funkcjonuje w mediosferze (żeby nie rzec: w memosferze), aniżeli jakie przeżycie czytelnicze ona oferuje – tak niewielu go bowiem doświadczy w porównaniu do tych wszystkich, których obmyje fala emanacji medialnych książki. Do rangi kluczowego aktu twórczości literackiej urasta zatem wybór motywu, tematu, symbolu, który ma PR-owo nieść książkę, oraz właśnie autonarracji pisarza o niej i o sobie jako jej autorze. To jest sedno współczesnej twórczości literackiej. I nie mam tu bynajmniej na myśli wyłącznie sukcesu liczonego w sprzedanych egzemplarzach, lecz także sukces w systemach dystrybucji prestiżu. Książkę "robi się" wydarzeniem, najczęściej zanim ktokolwiek ją przeczytał.
Jeśli nie grasz w tę grę, to znaczy, że ci nie zależy, więc jak można traktować cię serio? Wtedy wszak pozostaje ci wyłącznie powtarzać swoje szczere: "nie wiem". Nie wiem, dlaczego napisałem, co napisałem; nie wiem, co ma znaczyć dana scena, wątek, postać; nie wiem, co będę lub nie będę pisał w przyszłości. Co to za narracja? Co to z tego za reklama i mem?
Ale za twoim pytaniem kryje się znacznie więcej. Założenie-zarzut brzmi tak: jesteś pisarzem, dlaczego więc nie piszesz? Co to znaczy, że ktoś "jest pisarzem"? Zarzut zdaje się sensownym, jeśli myślimy o ludziach jak o maszynach, narzędziach. Jesteś młotkiem, czemu więc nie wbijasz gwoździ? Co to za samochód, który nie jeździ? Itd. To jest współczesny pisarz-maszyna: co roku czy co dwa lata nowa książka, press tour; wizerunek i nazwisko jako brand, fejsbuk i instagram regularnie karmione pisarskim życiem pisarza; a każda książka w ściśle określonym gatunku, temacie i konwencji, a najlepiej – wszystkie z jednym i tym samym bohaterem. To jest współczesny wzorzec "bycia pisarzem".
Jeśli jednak zaczniesz od myślenia o człowieku, to "bycie pisarzem" pokaże się jedynie etykietką dla pewnej sfery życia, pewnego sposobu aktywności umysłowej i uczestnictwa w kulturze. Dla rozmaitych przejawów ciekawości świata i zabaw wyobraźni. W moim wewnętrznym poczuciu nie nastąpiła u mnie żadna przerwa, żadna zmiana: nieustannie jestem czymś zaabsorbowany do granicy obsesji, rozkminiam rzecz na różne sposoby, czasami w głowie, czasami w piśmie, czasami kreacyjnie, czasami jedynie analitycznie. Następnie z tym moim trybem życia i myślenia przecinają się realia kultury i biznesu – i tak pojawia się książka czy coś innego. Albo nie pojawia się nic – bo obsesja i rozkmina są celem same w sobie.
Jeśli obiektywnie nastąpiła tu jakaś zmiana, to najpewniej ta, że uświadomiwszy sobie owe mechanizmy, przestałem się przejmować, "co ludzie powiedzą".
Kiedy pisałem w "Po piśmie", że ostatnią sztuką człowieka jest samo życie, miałem na myśli między innymi ten pierwotny sens "bycia pisarzem": to, co poprzedza napisanie pierwszego zdania powieści.
*
Oczywiście jako praktyka showbusinessowa klasyczne "pisanie science fiction" ma sens dopóki, po pierwsze, jest zapotrzebowanie na taki produkt kultury, i po drugie, medium tekstowe zachowuje przewagę nad innymi przynajmniej w jednym zakresie. Na razie wydaje mi się, że to są nadal trzy obszary: taniość produkcji (pisanie tak naprawdę nic nie kosztuje, a i wydanie książki wymaga mikroskopijnego budżetu w porównaniu z produkcjami filmowymi); brak lub minimalny proces preselekcji (w ostateczności możesz wydać książkę samemu, wrzucając ebooka w Amazon, podczas gdy we wszystkich innych rodzajach medium musisz przejść wpierw przez sito: czy korporacja chce zainwestować w ten projekt, czy badania rynkowe obiecują z niego wystarczający zysk, czy znajdziesz chętnych współpracowników, itd.); wreszcie – zdolność do przekazania treści abstrakcyjnych: idei, teorii naukowych, niewizualnej metaforyki.
To jest odpowiedź na pytanie, "czy w ogóle klasyczna tekstowa SF ma sens". Natomiast nie sposób zaprzeczyć, że nie pełni ona już tej roli, co niegdyś. Także z powodu przykrycia literatury przez media audiowizualne. Lecz w przypadku SF dochodzi tu jeszcze kwestia "uwiądu przyszłości". W dwóch aspektach: możliwości realizowania tych samych pomysłów w skali mikro w rzeczywistości ("przyszłość jest dzisiaj, tylko nierówno rozdystrybuowana") oraz braku wizji przyszłości w skali makro. Wydaje się, że jedyne, co rodzi nasz Zeitgeist, to wizje negatywne lub kopie wizji retro.