Okładka książki "Toń", autorka: Ishbel Szatrawska, fot. wydawnictwo Cyranka
Wiem, wiem, wiem, wychodzę teraz na jakąś absolutnie nawiedzoną potworzycę z bagien. No, trudno… W każdym razie dla mnie cały sens powstania tekstu i pisania w ogóle leży w jego szkatułkowości i wieloznaczności. Interesuje mnie sięgnięcie do czegoś pierwotnego, bardzo atawistycznego, a jednocześnie lubię zastawiać wnyki na czytelników, różne pułapki, ale też dawać wskazówki. Dla mnie tekst ma być labiryntem. Nie każdy w to wejdzie, ale niektórzy wejdą i podejmą wyzwanie. Właściwie to nie wiem, czy myślę o swoim pisaniu bardziej jak o performansie, czy kłaniają się jednak lata pykania w gry komputerowe.
O, to ciekawe. A które z gier są twoimi ulubionymi?
Ostatnio rzadko gram, bo nie bardzo mam czas. Chodzą za mną Disco Elysium i This War of Mine. Obie mam ściągnięte i zainstalowane, ale żadnej nie odpaliłam, bo boję się, że wsiąknę na kolejne dwa lata. Ale co do odpowiedzi na twoje pytanie… ekhm. Cywilizacja Sida Meyera. Gram w nią od pierwszej edycji po dziś dzień, zawsze mam wszystkie DLC, subskrybuję na steamie mody, mapy… nooo… krótka piłka: jesteś civkomaniakiem albo nie jesteś. Próbowałam trochę pykać w Humankind, ale to nie jest to. Nic nie zastąpi civki. Kiedyś byłam wkręcona w serię Assassin’s Creed, ale to było naprawdę dawno temu. W liceum grałyśmy z siostrą w pierwsze GTA, to takie śmieszne, dwuwymiarowe, ale będące już chyba pozycją kultową oraz… w Quake’a. W zasadzie jestem dzieckiem Sida Meyera i Quake’a, z Nine Inch Nails playing loudly in the background. Wiem, wszystko, co teraz mówię, jest strasznie najntisowe i żenująco nerdowskie. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko tyle, że jestem rocznik ‘81 i wychowałam się tuż pod rosyjską granicą, więc pirackie płytki z muzą i grami to dla mnie esencja młodości.
We współczesnych polskich grach, chociażby tych ze stajni Bloober Team znaleźć można wiele podobnych ujęć: ich scenariusze są w zasadzie pisane niemal identyczną techniką, co twoja najnowsza książka. Przypomina mi się “Medium”, o którym kiedyś pisałem na łamach "Dwutygodnika": to gra w składanie pamięci związanej z miejscem i chyba właśnie tak, w jednym zdaniu określiłbym “Toń”. Czy można już mówić, że w tym kierunku pójdzie twoja twórczość?
Nie wiem. Znaczy, to, o czym mówisz, totalnie mnie jara. Brałam zresztą udział w developmencie jednej gry, ale nic nie mogę zdradzić, dopóki nie będzie miała premiery, więc udajmy, że tego nie słyszałeś…
Co do samej koncepcji składania pamięci – kurczę, ja w ogóle uważam, że na tym polega nasze życie. Niezależnie od tego, czy wyobrazimy to sobie jako partię szachów czy komputerową symulację, generalnie przeżywamy życie właśnie w formie narracyjnych rozgrywek z własnym mózgiem.
Nie mam pojęcia, do czego mnie to doprowadzi i w którą stronę pójdę, ale wiem, że zawsze kręciły mnie układanki. Może mniej ich wariantywność w sensie przebiegu akcji czy rozwoju postaci: przejdź na stronę 15, jeśli uważasz, że bohater powinien postąpić tak, a tak… nieee, bardziej mnie jara wieloznaczność i pojemność konkretnego wątku. I to wydaje mi się z ducha filmowe: czy Vincent i Jules są gangsterami odbierającymi coś, co należy do ich bossa, a po drodze robi się jatka, czy też całe "Pulp Fiction" jest o wędrówce duszy Marsellusa Wallace’a, która nie trafia tam, gdzie powinna? Lub: Czy Daniel Plainview to prototyp Obywatela Kane’a i prefiguracja amerykańskiego kapitalizmu, czy biblijny faraon, którego pycha sprowadza na poddanych plagi egipskie, a jeśli tak, to co to mówi o Ameryce? I tak dalej, i tak dalej. To jest coś, co mnie narracyjnie porywa, wstawianie tych samych historii w różne konteksty i uzyskiwanie różnych efektów – czasem zbliżonych, czasem mających pewne podobieństwa, a czasem zupełnie różnych. Chociaż, jak teraz o tym myślę: czy faktycznie jest to filmowe? Czy nie na tym polegają wszystkie narracje?