Zacznę od tematu, który co prawda wychodzi już z każdej lodówki, ale wciąż jest niezmiernie ciekawy, czyli ChatGPT. Czy z pana perspektywy, jako badacza sztucznej inteligencji, jest to "maszyna do generowania bzdur", jak twierdzą jego krytycy, czy początek (a właściwie kolejna odsłona) rewolucji technologicznej, której skutki trudno nam teraz przewidzieć?
Myślę, że jedno nie wyklucza drugiego. W chwili obecnej jest to w dużym stopniu zarówno "maszyna do generowania bzdur", jak również bardzo jasny i silny sygnał zapowiadający nadchodzącą rewolucję. Co więcej, to że ChatGPT i inne generatywne silniki AI nie są doskonałe, nie oznacza, że ich osiągnięcia nie są już teraz niezwykle imponujące. W moim odczuciu jakość tych generowanych zdań jest jak dotąd niespotykana.
Wspólnie z profesor Aleksandrą Przegalińską napisaliśmy książkę dla Cambridge University Press, korzystając przy tym z GPT-3. Książka dotyczy wykorzystywania sztucznej inteligencji w strategii biznesowej i w edukacji. Zasadniczo próbujemy w tej książce przekazać, że nie ma ucieczki od sztucznej inteligencji, więc musimy się z nią oswoić. Co więcej, wydaje mi się, że gdy zaczniemy traktować ją jako narzędzie, z którego wszyscy korzystają (tak jak wszyscy używamy teraz procesorów tekstu czy narzędzi do sprawdzania pisowni), to doprowadzi to do powstawania artykułów czy prac naukowych lepszej jakości. Konkurencja będzie wyrównana i nie będzie się liczyło to, czy używamy tej technologii czy nie, tylko jak skutecznie potrafimy przekazywać swoje myśli z jej wykorzystaniem.
Co zresztą zweryfikuje pewne rzeczy, np. to, że prace zadawane studentom nie zawsze miały sens. Skoro teraz studenci są w stanie wykorzystywać GPT-3 albo ChatGPT do tego, żeby generować prace, które spełniają kryteria zaliczające, to nie sądzę, żeby był to sygnał świadczący źle o studentach – tylko raczej o tym, w jaki sposób te prace są sprawdzane i czego się od nich wymaga. W moim odczuciu nie należy wymagać od studentów i studentek jedynie umiejętności pisania w sposób gramatyczny, tylko raczej należy wymagać oryginalnego tworzenia myśli i syntezowania zdobytej wiedzy i sprawdzać je raczej nie w formie pisanych w domu esejów.
Skoro mówi pan, że powinniśmy się z tą technologią oswoić, to chciałbym zapytać o największe obawy z nią związane. Jedna z nich jest taka, że rozwój generatywnej sztucznej inteligencji może prowadzić do pogłębiania się kryzysu dezinformacji. ChatGPT nie nadaje się w tej chwili do fact-checkingu, pytany o konkretne osoby czy fakty bardzo często tworzy swoje kreatywne odpowiedzi niezgodne z rzeczywistością.
Oczywiście, jednakże kryzys dezinformacji nie zaczął się wczoraj i nie zaczął się od generatywnej AI. Wykorzystanie botów do zwiększania aktywności czy propagowania dezinformacji to zagadnienia, którymi zajmuje się badawczo od lat i które od dawna są poważnym problemem. Nie wydaje mi się, żeby w tej kwestii to był ultymatywny skok jakościowy, natomiast rzeczywiście bardzo ułatwi to generowanie odpowiedzi na wpisy czy tworzenie pozorów dużego poparcia dla pewnych pomysłów. To, co kiedyś wymagało zaangażowania ludzi, którzy w złej woli zamieszczali różne komentarze, teraz będzie o wiele łatwiejsze. Dezinformacja stanie się znacznie tańsza w realizacji.
Natomiast nie podkreślałbym tak bardzo samych negatywów. Proszę pamiętać, że ta technologia jest na bardzo wczesnym etapie (de facto są to dość zaawansowane prototypy, a nie docelowe produkty), a już świetnie radzi sobie np. z kodowaniem. To pokazuje nam, że także w programowaniu będzie liczyło się algorytmiczne myślenie i precyzyjne formułowanie, a nie samo kodowanie.
I tym samym dochodzimy do kolejnej obawy: wypieranie całych grup zawodowych przez AI i powstanie mas "ludzi zbędnych" na rynku pracy.
Na pewno trzeba się spodziewać gwałtownych zmian i tego, że pewne zawody mogą zanikać. Już obecne technologie sprawiają, iż nie ma potrzeby, żeby ludzie pisali podsumowania wyników sportowych czy proste komunikaty giełdowe. A czy pojawią się nowe zawody? Proszę zauważyć, że już teraz mamy mnóstwo zbędnych zawodów, ale system kapitalistyczny opiera się na założeniu, że jeszcze mniejszy sens ma to, żeby większość ludzi nie pracowała, bowiem gospodarka napędzana jest przez konsumpcję. Musiałaby więc nastąpić radykalna zmiana systemu, idąca w kierunku jakiejś formy gospodarki socjalistycznej, albo przynajmniej uniwersalnego dochodu podstawowego, żeby to miało ręce i nogi. Myślę więc, że będziemy jednak świadkami kontynuacji obecnego trendu: tworzenia miejsc pracy, które może i niekoniecznie mają sens. Nie mieliśmy jeszcze w historii sytuacji, żeby postęp technologiczny wyeliminował trwale dużą grupę ludzi z rynku pracy.