Tak, wszystkie te historie o stowarzyszeniach ludzi z najwyższym IQ są szalenie fascynujące i zabawne, lecz ten rozdział pokazuje zarazem kilka spraw: jak wielką obsesję mamy na punkcie inteligencji, że wyniki w testach IQ są przedmiotem wstydu lub dumy, że służą do oceniania ludzi, że mają związek z przesądami dotyczącymi rasy.
Tak, łączy się to też z płcią . Najpierw mówiło się, że kobiety i mężczyźni mają różne IQ. Teraz zwykle się to doprecyzowuje, mówiąc, że mają różne formy inteligencji – że kobiety np. mają wyższą inteligencję emocjonalną, a mężczyźni wyższą inteligencję matematyczno-logiczną. A nawet i to jest pewnym uproszczeniem. Rozdział "Płeć" był najbardziej skomplikowany, bo jest najbardziej żywy, najmniej ustalony.
Pojawiają się w nim zagadnienia, o których dopiero od niedawna szerzej się dyskutuje, takie jak interpłciowość i transpłciowość. Pokazuje też, jak skomplikowane są te kwestie – na przykład jeśli chodzi o dzieci transpłciowe sami specjaliści spierają się, czy z tranzycją płciową powinno się zaczekać do pełnoletności dziecka, czy pozwalać na nią wcześniej.
Każdy indywidualny przypadek jest inny. Czasem transpłciowość łączy się z interpłciowością, więc nawet na poziomie medycznym, biologicznym wręcz, są to bardzo skomplikowane sytuacje. Dlatego lekarze, naukowcy, wielkie instytucje świata, – wszyscy są bardzo ostrożni. Ale znowu: jeśli słucha się mediów, zwykłych i społecznościowych, to po tej ostrożności nie ma śladu: jedni będą mówili, że oczywiście, absolutnie koniecznie trzeba pozwalać nastolatkom na tranzycję, a drudzy, że oczywiście, absolutnie nie można pozwalać nastolatkom na tranzycję. Jedni i drudzy dokładnie tak samo przesadzają, są winni takiego samego uproszczenia i sprowadzają tylko chaos na ten świat. Jedni i drudzy powinni używać słów takich jak "chyba", "być może" itd. To poczucie pewności jest tak naprawdę toksyczne. Bez względu na to, po której stronie jestem, na pewno byłoby lepiej, gdybym przez chwilę zwątpił sam w siebie. Prawdopodobnie byłbym bliżej prawdy.
A co jest jeszcze dzisiaj toksyczne oprócz tego poczucia pewności? Kiedy pan pisze w rozdziale "Zdrowie" o naszej obsesji na punkcie zdrowia i skupieniu na sobie, to częściowo są to takie "problemy pierwszego świata", cechy narcystycznej osobowości.
Tak, i to ma też swoją dobrą stronę i złą stronę. Dobrze, że przyglądamy się sobie uważnie, dobrze, że chcemy się udoskonalać, dobrze, że zwracamy uwagę na swoje zdrowie psychiczne. To jest świetne. Tylko ze wszystkim można przesadzić. W książce starałem się też pokazać, że nawet z takich elementarnych względów, jak ograniczony czas lekarzy, albo to, że każdy lek ma skutki uboczne, wynika wprost, że nie możemy doprowadzić tego ideału do nieskończoności. W pewnym momencie krzywa się przechyli i zaczniemy sobie szkodzić, próbując osiągnąć doskonałość. Już zanim książka się ukazała, byłem atakowany, że krytykuje to, że ludzie chcą chodzić do psychologa i się udoskonalać. Oczywiście, że tak nie jest i że bardzo dobrze, że chodzą, ale z drugiej strony jest też takie zjawisko, świetnie udokumentowane, zwane negatywną medykalizacją. Zauważmy choćby, że wymyślanie jednostek chorobowych i przekonywanie jak największej liczby ludzi do tego, że chorują, żeby zarobić na ich leczeniu, to świetny biznes.
Pomimo wszystkich naszych kłopotów, takich jak kryzys klimatyczny, jest pan optymistą, jeśli chodzi o przyszłość ludzkości.
Jestem szalonym optymistą, wbrew temu, co się wszędzie mówi. Nie mam i nigdy nie miałem swojego telewizora , i dopiero, gdy pooglądam przez chwilę telewizję, dowiaduję się, jak strasznie jest na świecie. A ja, głupi, wyrabiam sobie zdanie na podstawie raportów tworzonych przez najbardziej szanowane organizacje międzynarodowe – które wszyscy cytują, ale nikt ich nie czyta. A jak do nich zajrzeć, to się okazuje, że w skali globalnej z każdą dekadą jest lepiej i trend ten ma się utrzymać. Dlatego nie podoba mi się sposób mówienia o katastrofie klimatycznej. Zmiany klimatyczne oczywiście są, i ludzie są oczywiście za nie odpowiedzialni. Natomiast, mimo wszystko, wszelkie organizacje typu ONZ, IPCC albo Bank Światowy, dochodzą ostatecznie do wniosku, że w XXI wieku coraz mniej ludzi będzie cierpiało głód, będziemy coraz lepiej wykształceni, coraz zdrowsi, będziemy coraz dłużej żyć – w każdym kraju świata, również w Sudanie Południowym. Jedyne, co nas może dopaść, to dobrobyt i choroby cywilizacyjne. Serio – jedyne kraje na świecie, gdzie przewiduje się spadek długości życia, to te najwyżej rozwinięte. Bardzo nie lubię dramatyzowania, katastrofizowania. Zwykle jest to robione w dobrej wierze, ale to zawsze ściemnianie. Tymczasem moja intuicja filozofa mówi mi, że za każdym razem, kiedy coś ściemniamy, to gdzieś to wylezie bokiem. Najtrudniejszą prawdą, której nikt nie chce przyznać, a ona bardzo by wszystkich uspokoiła, jest powiedzenie wprost, że naprawdę jest nieźle, i będzie jeszcze lepiej.