Twierdził bowiem, że teatr cechuje "niedocieczona misteryjność". Traktowanie teatru jako miejsca odświętnego i tajemniczego, zespołu artystycznego niemal jak wspólnoty wyznaniowej, a spektaklu jako zdarzenia bliskiego religijnej epifanii przybierało w historii polskich sztuk scenicznych różne oblicza.
Świątynia życia
Słowo Polskie, 1905, fot. Biblioteka UJ / domena publiczna
Teatr wykuty w masywie Tatr – taką wizję zawarł w tekście "Teatr-Świątynia" Tadeusz Miciński. Tekst opublikowało w 1905 roku "Słowo Polskie" i do dziś pozostał on bodaj najistotniejszym, a z pewnością najbardziej bezpośrednim i syntetycznym przesłaniem dotyczącym teatru jako przestrzeni święta. Miciński pisał o "Olbrzymiej Wszech-świątyni piękności", czyniąc ze swojego artykułu także list poparcia dla kandydatury Stanisława Wyspiańskiego w staraniach o posadę dyrektora Teatru Miejskiego w Krakowie.
Portret podwójny Tadeusza Micińskiego, 1905, fot. Polona.pl
Kto mógł bowiem lepiej sprawdzić się w roli realizatora tej monumentalnej wizji niż twórca, który w "Wyzwoleniu" ustami Konrada wołał "Teatr, świątynia sztuki, — o duszo przybywaj!". (Na marginesie dodać można, że Wyspiański – mimo tak retorycznie zaangażowanego listu poparcia – nie został dyrektorem krakowskiego teatru). W "Teatrze–Świątyni" Miciński dotknął jednak nie tylko jemu współczesnych problemów instytucjonalnych i estetycznych, ale sięgnął dalej – do samego rdzenia teatru, przypominając tym samym, że "wszędzie u źródła dramatu spotykamy Sfinksa religii".
Narodziny teatru w antycznej Grecji łączył z "wtajemniczeniem człowieka w głębiny i podziemia duszy", uważając, że do ówczesnego teatru widzowie przychodzili "jak na nabożeństwo". Ajschylos był dla niego "arcykapłanem tajemnic", Sofokles opisywał zaś "niebiańską harmonię człowieka". Wymiar święta dostrzegł Miciński także w indyjskim dramacie i perskich performansach, a teatr elżbietański był dla niego "wyzwoloną z tematów metafizycznych świątynią życia". Teatr wedle jego koncepcji stanowił miejsce etycznej refleksji i rozwoju uczuć narodowych; miał zasiać ziarno przemiany duchowej zamiast oferować przeżycie kończące się wraz z opadnięciem kurtyny.