Vetri jest postacią bardzo wyrazistą o radykalnych poglądach. Nie bałaś się, że będzie chciała w jakiś sposób cię zmanipulować, żeby przedstawić swoją wizję świata i racje?
Oczywiście, bardzo szybko zdałam sobie z tego sprawę. Vetri chciała tylko i wyłącznie pokazać jeden obraz tej historii. Ja z kolei nie chciałam na tym jednowymiarowym przekazie pozostać, stąd też oddaliśmy w filmie głos dziewczynom, o których Vetri w ogóle nie chce wspominać. Takim, które na siłę były wcielone do Tamilskich Tygrysów, w czym ona miała swój aktywny udział jako jeden z czołowych ideologów ruchu i osoba odpowiedzialna za pranie mózgów tych 12-, 13-letnich dziewczynek. Jak tylko zorientowałam się, że są pewne zakamarki tej historii, do których ona nie chce mnie wpuszczać, to tym bardziej chciałam o nich opowiedzieć. Choćby w takiej nietypowej, symbolicznej formie niedosłownych inscenizacji. Nie chciałam opowiadać się po którejś stronie, tylko dać tym stronom głos.
Vetri widziała efekt? Wie, że mówisz też o tym, co ona chciała przemilczeć?
Widziała jedną z ostatnich wersji. Nie mogła zobaczyć finalnej, bo ze względu na pandemię nasz kontakt jest ograniczony. Miała tylko problem z tym, że oddaję głos dziewczętom siłą wcielonym do Tygrysów. A ja nie mogłam bez tego fragmentu uczciwie opowiedzieć tej historii. Wówczas sama bym pudrowała moją bohaterkę. Bo przecież rzeczywistość nie jest taka prosta, że wszystkie chętnie szły walczyć. Niektóre nie chciały i do dziś jest to dla nich trauma.
Wątek traumy jest szczególnie interesujący. Ciężko mówić o próbie czy procesie przepracowywania traumy w kraju, w którym sytuacja i podejście do tematu Tygrysów Tamilskich i do mniejszości tamilskiej jest tak zmienne i zależy od aktualnej sytuacji politycznej. Sprawa i stosunek do niej są cały czas żywe.
Jest jedna rzecz, o której się przekonałam w trakcie realizacji tego filmu i która mnie osobiście zdziwiła: trudniej jest kręcić film w państwie powojennym niż w państwie objętym działaniem wojennym. Jak jest wojna, to ludzie mają konkretny cel. Po wojnie bardzo często są tego celu pozbawieni. Znowu wkrada się brak nadziei. Jedna z moich bohaterek tęskni za wojną, bo był to czas, w którym jej życie miało sens. Teraz nie dość, że jest go pozbawiona, to jeszcze jest wykluczona ze społeczeństwa. Na Sri Lance nie ma procesu koncyliacyjnego. Nikt nie próbuje pojednać tych dwóch narodów, a prezydentem jest Gotabaya Rajapaksa, człowiek, który przez organizacje broniące praw człowieka jest uważany za zbrodniarza wojennego. Skutki wojny będą jeszcze dotkliwie odczuwalne przez dziesięciolecia. Tak samo jak w Polsce po II wojnie światowej przez dziesiątki lat odczuwaliśmy jej efekty na własnej skórze. Zresztą pośrednio nadal je odczuwamy. W wojnie najstraszniejsze jest to, że ona się nie kończy w chwili złożenia broni, tylko zostaje w ludziach.
Trudno się z dziwić, że niektóre Tamilki patrzą z nostalgią na czas wojny, skoro - jak mówi jedna z twoich bohaterek - kiedy była wojna, traktowano ją równorzędnie z mężczyznami. A po wojnie jej życie to piekło, które gotuje jej bijący ją mąż.
Tak jest u większości tych kobiet. Teraz sytuacja na Sri Lance wróciła do punktu wyjścia, życie Tamilów nie różni się wiele od tego przed wojną. Są dyskryminowani przez rząd, odebrano im najpiękniejsze ziemie - wszystkie najładniejsze, rajskie plaże Sri Lanki są w tamilskiej części. Dziś należą one do rodziny Rajapaksa, czyli byłego i obecnego prezydenta, którzy są braćmi. Na ulicach Sri Lanki od ponad dwóch lat trwa protest, który nie został przerwany. Dzień w dzień, w pyle, kurzu i temperaturach sięgających 47 stopni siedzą na ulicach tamilskie kobiety, których dzieci zostały porwane przez armię syngaleską i nie wiadomo, co się z nimi dzieje. Niekoniecznie byli to członkowie Tamilskich Tygrysów. To jest tzw. protest rodzin zaginionych ludzi, o którym się nie mówi, bo nie pokazują go zagraniczne media. Przez prawie trzy lata nie było dnia, żeby te kobiety nie protestowały, często w bardzo ekstremalnych warunkach. To najlepiej pokazuje, że ta wojna cały czas trwa, tyle że w inny sposób niż wcześniej.