Fotografka, artystka wizualna, absolwentka Akademii Sztuk Pięknych oraz Akademii Fotografii w Warszawie. Podejmując namysł nad istotą pamięci, pracuje na obrazach znalezionych. Równie chętnie sięga po zdjęcia ze starych gazet i policyjnych archiwów, jak i po przypadkowe fotografie znalezione w internecie. Urodziła się w 1984 roku we Włocławku.
Jak deklaruje Weronika Gęsicka, w fotografii fascynuje ją pozorny obiektywizm. Tę złudną powłokę starannie w swoich pracach zdrapuje, odsłaniając skryte pod nią warstwy niejednoznaczności. Rozpoznawalność przyniósł artystce cykl "Ślady", prezentowany w 2016 roku w sekcji ShowOFF krakowskiego Miesiąca Fotografii, a rok później wydany w formie photobooka.
"Ślady" narodziły się z przypadkowego znaleziska. Jak opowiadała artystka w rozmowie z Basią Czyżewską:
Text
[...] natknęłam się na fotografie, które na pierwszy rzut oka wyglądały, jakby były wyciągnięte z domowego albumu. Były to zdjęcia z lat 50. i 60., głównie amerykańskie. Ten temat budzi w nas konkretne skojarzenia, trochę stereotypowe klisze: dzieci w idealnie wyprasowanych ubraniach grzecznie się bawią na dywanie, mężczyzna wraca do domu z neseserem, gdzie jest radośnie witany przez całą rodzinę, a uśmiechnięta kobieta zajęta jest pieczeniem indyka albo ozdabianiem ciasteczek różowym lukrem (koniecznie w szpilkach i z czerwoną szminką na ustach).
Gęsicka w tej stylistyce doskonale się odnajduje i potrafi klisze kultury wizualnej powojennej Ameryki doskonale imitować, co udowadnia już okładka "Śladów" w wersji książkowej – wykonana z czerwonej skóry z wytłoczonym tytułem, którego krągłe liternictwo nawiązuje do typograficznych trendów z początku lat 60.
Tytułowe "Ślady" odnoszą się do roli samej fotografii, jednak w pracach Gęsickiej owe ślady rzeczywistości nie mają wiele wspólnego z bezpośrednią rejestracją ważnych momentów, sytuacji, spotkań. Fotografka podąża za tropami dawno zatartymi, fotografiami osieroconymi w internetowych archiwach, o których źródłach nikt już nie pamięta:
Text
W bankach zdjęć [...] konwencjonalne, często zagrane przez modeli sceny wymieszane są z tymi mniej oczywistymi, bardziej swobodnymi i intymnymi. Zaczęłam się więc zastanawiać, które dokładnie z nich są prawdziwe, a które upozowane i co właściwie mogą nam powiedzieć takie zdjęcia o przeszłości, jeśli nie jesteśmy pewni, jaka za nimi stoi historia.
Gęsicka nie próbuje dociekać kim są ich bohaterowie i co właściwie oglądamy na poszczególnych fotografiach – autentyczne zdjęcia rodzinne, pamiątki z wakacji, czy też scenki rodzajowe wykreowane przez speców od reklamy na potrzeby kampanii w kolorowych magazynach. Z dzisiejszej perspektywy ociekające lukrem scenki z udziałem starannie ufryzowanych kobiet w rozkloszowanych sukienkach, odsłaniających wianuszki śnieżnobiałych zębów w wystudiowanym uśmiechu wyglądają bez wyjątku na anachroniczną kreację.
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
Zapis realnego życia ciężko oddzielić od obrazów wykreowanych – cykl Gęsickiej zdaje się zresztą poddawać w wątpliwość samo to rozróżnienie. Obserwujemy w nim tyleż fotograficzne ślady rzeczywistości, co rzeczywistość kreowaną przez fotografię publikowaną w magazynach pokroju "Life'a". Relacja między życiem a jego fotograficznym zapisem przebiega tu dwutorowo, reklama naśladuje życie, a życie reklamę. Jak mówił Don Draper z serialu "Mad Men": "To, co nazywa się miłością, zostało wymyślone przez facetów takich jak ja by sprzedawać pończochy".
Tę dwuznaczność podkreśla artystka poprzez photoshopowe ingerencje w znalezione obrazy. Gęsicka starannie manipuluje poszczególnymi elementami, z których buduje swoje kolaże i ukrywa szwy. Końcowy surrealistyczny efekt to w dużej mierze zasługa specyficznego iluzjonizmu fotografii.
Przekształcenia mają w sobie element komiczny i niepokojący jednocześnie. Na grupowym portrecie wszyscy członkowie rodziny mają identyczne rysy, gładkie, uśmiechnięte twarze figur woskowych. W scenie z potańcówki mężczyźni skurczeni do rozmiaru nastolatków zatapiają twarze w biustach swoich partnerek. W innej scence rodzajowej mężczyzna wraca z pracy, odkłada aktówkę i wyciąga ramiona w kierunku wybiegających mu na spotkanie dzieci, a para szkrabów radośnie pędzi ku przecinającej podwórko czarnej czeluści.
Gęsicką interesuje jednak przede wszystkim praca pamięci. Obecne w fotograficznych kolażach zniekształcenia, z jednej strony w oczywisty sposób nierealne, z drugiej wyglądające niepokojąco prawdziwie ilustrują mglistą naturę wspomnień, w których poszczególne sytuacje ulegają wyolbrzymieniu lub pomniejszeniu, inne zostają zniekształcone lub wyparte, a jeszcze inne wydają się najzupełniej realne, choć nigdy nie miały miejsca.
Nie bez znaczenia jest także w "Śladach" podział ról w przedstawionych scenach:
Text
Pierwsze zdjęcia, które dały iskrę całemu projektowi, to fotografie idealnych zakochanych par. Pokazywały związek bardzo stereotypowo: kobiety były zadbane i uległe, mężczyźni - męscy i dominujący. Podkusiło mnie, żeby pozmieniać te relacje. Np. ze zdjęcia, na którym trzy dziewczyny siedzą na barana na ramionach swoich chłopaków, usunęłam głowy chłopców, którzy teraz sprawiają wrażenie zatopionych w tych kobietach. A one z pozycji uległej stają się bardziej dominujące.
Te ostatnie wątki – zwodnicza praca pamięci i zepchnięcie kobiet pod domowy szklany klosz – rozwinęła Gęsicka w przygotowanej w 2018 roku do Project Roomu Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski wystawie "Pamiętam swoje narodziny". Tym razem surrealne zniekształcenia rodem ze "Śladów" rozpleniły się na całą przestrzeń wystawienniczą, wypełnioną przeskalowanymi, lśniącymi kuchennymi sprzętami, afunkcjonalnymi, choć niepokojącymi w detalach, jak tarka, której ostrza przybrały kształt wymanikiurowanych kobiecych palców.
Podobnym przekształceniom poddała artystka domowe przedmioty w kolejnej serii fotograficznych kolaży, zatytułowanej "Kolekcja". Mop zyskuje w niej końcówkę z rudej, damskiej peruki, gumowe rękawice okazują się bardziej "ludzkie" niż ręce, z których zostały zdjęte, a rzucona na łóżko poduszka związana jest liną niczym ciało kobiety w erotycznym shibari.
W swoim zainteresowaniu pamięcią Gęsicka zbliża się nieco do Anety Grzeszykowskiej. O ile jednak formalnie surrealistyczne "packshoty" z cyklu "Kolekcja" przywodzić mogą na myśl "Selfie" Grzeszykowskiej, tak przedmiot zainteresowania obu fotografek jest znacząco odmienny. Podczas gdy Grzeszykowska konsekwentnie przygląda się samej sobie w relacjach z innymi – czy to wymazując swoją postać z rodzinnego albumu, czy tworząc naturalistyczną lalkę-autoportret i oddając ją w ręce córki – tak Gęsicka swoje spojrzenie przenosząc na przedmioty i gesty, przybierając bardziej antropologiczna postawę.
Na gestach i zapisanej w nich pamięci ciała koncentruje się Gęsicka w cyklu "Klincz". W sekwencjach czarnobiałych kadrów artystka przedstawia pojedyncze ruchy, odarte ze scenografii i barwnej otoczki znanej z pozostałych cykli. W "Klinczu" pobrzmiewają echa "Frowst" Joanny Piotrowskiej, ale przede wszystkim słynnych XIX-wiecznych fotografii Eadwearda Muybridge'a. Tak jak w młodzieńczej fazie istnienia medium fotografii aparat pozwalał dostrzec detale ruchu umykające ludzkiemu oku, jak w przypadku galopującego konia, tak Gęsicka używa oka aparatu by podobnej wizualnej wiwisekcji poddać gesty mniej dynamiczne, ale w równym stopniu umykające oku.
Oprac. Piotr Policht, sierpień 2019
Wybrane wystawy indywidualne:
- 2019 – '"Seltsam", Instytut Polski, Düsseldorf
- 2018 – "Pamiętam swoje narodziny", Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Warszawa
- 2017 – "Traces" Fotografic Gallery, Praga, Czechy
"Traces", Festiwal Phnom Penh Photo, Phnom Penh, Kambodża
Wybrane wystawy zbiorowe:
- 2018 – "Foam Talent", Frankfurter Kunstverein, Frankfurt, Niemcy
"Family Values: Polish Photography Now", Calvert 22 Foundation, Londyn, Wielka Brytania
"Bodyfiction", ZOYA Gallery, Bratysława, Słowacja
- 2017 – "Foam Talent", Foam Fotografiemuseum, Amsterdam, Holandia
"Paris Photo", Grand Palais, Paryż, Francja
"Zasoby zablokowane", Muzeum Współczesne Wrocław
- 2016 – "Vice Magazine Photo Show" Industria Superstudios, Nowy Jork, USA
14. Miesiąc Fotografii w Krakowie