Jest absolwentem dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz dokumentalnego kursu w Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy (2002) pod kierunkiem Marcela Łozińskiego, Jacka Bławuta, Jacka Petryckiego oraz Katarzyny Maciejko-Kowalczyk. To oni ukształtowali go jako dokumentalistę, i to niezwykle wszechstronnego, Wolski bowiem jest nie tylko scenarzystą i reżyserem swoich filmów, często także ich operatorem i montażystą, niekiedy również dźwiękowcem. Lubi pracować samotnie, bądź z niewielką, ograniczoną do niezbędnego minimum, ekipą.
Pierwsza etiuda Wolskiego powstała w Szkole Wajdy. Weszła - obok filmów Macieja Cuske, Rafała Glińskiego, Edyty Wróblewskiej, Bartosza Konopki i Marcina Bortkiewicza - jako "Ćwiczenie czwarte" do szkolnej antologii, zatytułowanej Cisza. Sześć ćwiczeń dokumentalnych (2003). Akcja tej dokumentalnej, trzyminutowej miniaturki toczy się podczas festiwalowej konferencji prasowej Romana Polańskiego. Tłumy fotoreporterów, ogromny ścisk, gwar, błysk fleszy, prowadzący konferencję w długim monologu przedstawia reżysera. Polański siedzi, uśmiecha się, rozgląda, trochę niecierpliwi, zamyśla... W tym ogromnym harmidrze odnajduje dla siebie jakąś enklawę ciszy.
W tym samym roku Wolski nakręcił jeszcze jedną etiudę, już poza szkołą. Warsztaty szkolne (2003) to kilkuminutowy zapis zajęć praktycznych w Zespole Szkół Zawodowych Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa w Krakowie, podczas których uczniowie wykonują metalowe... krucyfiksy. Pracujących uczniów i prowadzących zajęcia nauczycieli reżyser obserwuje dyskretnie, tak zwanym Karabaszowskim cierpliwym okiem, nie ingeruje w filmowaną rzeczywistość, nie stara się jej przyspieszyć czy uatrakcyjnić, po prostu z zainteresowaniem i sympatią przygląda się jej. Czyni to bez zbędnych ozdobników. Na ścieżce dźwiękowej nie umieszcza komentarza, pozostawia wyłącznie dźwięk z planu, wyostrzając odgłosy naturalne (szmery) i przesuwając nieco w tło strzępki rozmów, uwag nauczycieli. Film kończy scena wspólnej modlitwy, w planie dźwiękowym w jej słowa wkradają się śmiechy...
W następnym roku Wolski znalazł się w Berlinie, kwalifikując się do finału konkursu "Berlin Today Award 2005". Na potrzeby konkursu zrealizował dwudziestominutowy dokument If I Were a Fish (2004), poświęcony polskiemu robotnikowi mieszkającemu w Berlinie od szesnastu lat. To jednocześnie wizerunek miasta widzianego oczami emigranta. Mirosław, bohater filmu, przyjechał do Berlina w poszukiwaniu lepszego życia, uciekając przed dolegliwościami dnia codziennego panującymi w socjalistycznej Polsce. Nie znalazł tam jednak wymarzonego raju, czuje się rozczarowany. Postanowił więc potraktować Berlin jako przystanek w dalszej podróży w poszukiwaniu swojego miejsca.
Praktycznym przedłużeniem kursu dokumentalnego w Szkole Wajdy okazało się dla Wolskiego terminowanie u Jacka Bławuta na planie filmu Born Dead (2004). Jego funkcja w realizacji tej przejmującej opowieści o więźniu recydywiście, który w ramach programu "Duet" pracuje w domu pomocy społecznej przy dzieciach głęboko upośledzonych, została w napisach końcowych filmu określona jako współpraca reżyserska (Wolski był także współautorem zdjęć do filmu Bławuta).
Oglądając dokumenty Wolskiego, z łatwością można zauważyć w nich duży wpływ kina Bławuta, zarówno w podejściu do uprawianego zawodu, jak i w formie oraz treści realizowanych filmów, stosunku do ich bohaterów. To artyści o podobnej wrażliwości, nadający na tych samych artystycznych falach. Wolski jest uczniem Bławuta, kto wie, czy nie najlepszym, w każdym razie najwierniejszym. Nie oznacza to jednak, że tylko udanie powiela formułę kina swego mistrza. Wiele z niej czerpie, ale idzie własną, indywidualną drogą. Choć zrealizował do tej pory zaledwie sześć w pełni autorskich filmów, zdołał wypracować własny styl, stał się artystą natychmiast rozpoznawalnym.
Zanim Wolski zaczął kręcić autorskie dokumenty, zrealizował jeszcze Wszystkich ludzi reżysera (2005), reportaż z planu Kochanków z Marony (2005) Izabelli Cywińskiej, który został dołączony do DVD z ekranizacją Iwaszkiewiczowskiego opowiadania.
Właściwym debiutem okazała się Klinika (2006), w całości nakręcona w II Katedrze Chorób Wewnętrznych Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. W tym półgodzinnym dokumencie (warto wspomnieć, że opiekę artystyczną sprawował nad nim Jacek Bławut) Wolski cierpliwie obserwuje codzienne życie szpitalne, od porannego obchodu do wieczornego spoczynku. Kamerę kieruje na pacjentów i na lekarzy, ale robi to dyskretnie, filmowane osoby nie odczuwają jej obecności. Notuje rutynowe badania, codzienne rozmowy, użalania się nad losem, wspominanie miłych chwil, marzenia... Filmuje chwile przyjemne, ale i momenty pełne szpitalnego suspensu. Jedni rozmawiają, inni szydełkują, rozwiązują krzyżówki, czytają, drzemią, by jakoś obłaskawić tę szpitalną monotonię. Wolski jest ciepłym obserwatorem, lubi swych bohaterów. Być może dlatego tak szybko otwierają się przed obiektywem jego kamery. W tym dyskretnym podglądaniu i podsłuchiwaniu przypomina autor Kliniki Marcela Łozińskiego, swego nauczyciela ze Szkoły Wajdy, autora pamiętnego Wszystko może się przytrafić (1995), w którym syn reżysera, sześcioletni Tomaszek, konfrontował doświadczenia starszych ludzi ze swą dziecięcą naiwnością i ciekawością świata. Tu czyni to, obserwując ich wnikliwie, 29-letni Tomasz Wolski. "Nie ma róży bez kolców, zawsze człowiekowi musi coś dolegać" - mówi jeden z pacjentów kliniki. I dodaje: "Jestem dwudziesty trzeci raz w szpitalu". "Ja na razie dziesiąty" - ktoś mu przerywa. "Ale szpital ratuje, nie uśmierca, tylko ratuje" - dodaje pacjent z najdłuższym stażem.
Klinika została przyjęta entuzjastycznie, przynosząc Wolskiemu 15 nagród i wyróżnień na krajowych i zagranicznych festiwalach filmowych, m.in. zwycięstwo w konkursie filmów dokumentalnych na wrocławskim 6. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Era Nowe Horyzonty (2006), Nagrodę Jeana Vigo dla najlepszego reżysera w Pampelunie (2007) oraz Grand Prix na Europejskim Festiwalu Filmowym "Dokument-ART" (2007). Tomasz Kwaśniewski pisał na łamach "Gazety Wyborczej":
"Bohaterowie 'Kliniki' kwitną. W oku kamery, czując zainteresowanie, otwierają się, opowiadają o sobie, czują się ważni. Poza tym mam wrażenie, że w tym szpitalu jest im dobrze. Z radością spijają komplementy, jacy to są wspaniali, bo potrafią sami zawiązać sobie buty. Cieszą się tym jak dzieci" (Tomasz Kwaśniewski, Starość można zaakceptować, "Gazeta Wyborcza", 26.10.2007).
Wtórował mu Tadeusz Sobolewski:
"Film powstał 30 lat po klasycznym 'Szpitalu' Krzysztofa Kieślowskiego. Co za kontrast! Szpital z filmu Kieślowskiego w porównaniu z dzisiejszą kliniką wydaje się prymitywnym wojennym lazaretem. Inne jest też podejście do tematu. Wolskiego nie interesuje finansowanie służby zdrowia, strajki lekarzy i pielęgniarek - zostawia to mediom" (Tadeusz Sobolewski, Kino Paladino, "Gazeta Wyborcza", 6.05.2006)
Kolejny dokument Wolskiego - Złota rybka (2008) - okazał się dwa razy dłuższy (istnieją dwie wersje filmu: 52- i 69-minutowa). Ten film w całości został nakręcony w jednym z krakowskich domów pomocy społecznej. Tym razem Wolski obserwuje jego personel i niepełnosprawnych umysłowo pacjentów. Przypominają się Nienormalni (1990), słynny film Jacka Bławuta zrealizowany w ośrodku dla osób z upośledzeniem umysłowym w Kozicach Dolnych (Bławut był opiekunem artystycznym dokumentu Wolskiego). Zarówno Nienormalni, jak i Złota rybka naruszają zasadę, według której przyjęło się w naszej kulturze, że śmiech z osób niepełnosprawnych umysłowo jest czymś niewłaściwym. Ale też śmiech w tych filmach jest całkiem innej natury. Oglądając, widz nie śmieje się bowiem z bohaterów, a śmieje się z nimi. Oni potrafią być zabawni w całkiem świadomy sposób. I mają swój rozum.
Kanwę opowieści Wolskiego jest spektakl o złotej rybce przygotowywany przez niepełnosprawnych. Początek to pierwsze próby, finał - premiera w nowohuckim Teatrze Ludowym. W tym dokumencie udało się coś, co od kilku lat nie wychodzi w polskich filmach fabularnych. Ta ciepła, pozytywnie nastrajająca historia nie razi sztucznością i nie zalatuje banałem. Nic dziwnego, że pośród dziesięciu trofeów festiwalowych znalazły się - nagroda publiczności Krakowskiego Festiwalu Filmowego (2008) i Wrocławska Nagroda Filmowa przyznawana przez uczestników wrocławskiego festiwalu Era Nowe Horyzonty (2008). Po premierze pisano m.in.:
"Normalność czuć w filmie na każdym kroku. Nie ma tu ani nadmiernego pochylania się nad ograniczeniami bohaterów, wyolbrzymiania odmienności, nie znajdziemy tu analizy ich miejsca w społeczeństwie. Świat mieszkańców placówki jest zwyczajny, choć pozbawiony wstydu, pretensjonalności i hipokryzji towarzyszącej ludziom zdrowym" (Katarzyna Kamińska, Dokumenty najlepsze, "Gazeta Wyborcza", 27.07.2008).
Kolejny swój dokument - Aktorzy (2009) - Wolski zrealizował... na planie filmu Jacka Bławuta Jeszcze nie wieczór (2008), rozgrywającego się w Domu Aktora Weterana w Skolimowie. Jego pensjonariusze, znudzeni monotonią codziennej egzystencji, postanawiają zagrać jeszcze raz, być może ostatni. Na warsztat biorą Fausta Goethego - taki jest punkt wyjścia fabularnego debiutu znanego dokumentalisty. Powstała pełna humoru, rozciągnięta pomiędzy dokumentem a fabułą opowieść o radości życia pomimo nieuchronności przemijania. W roli głównej wystąpił Jan Nowicki, a towarzyszyli mu m.in.: Nina Andrycz, Irena Kwiatkowska, Danuta Szaflarska, Beata Tyszkiewicz, Teresa Szmigielówna, Lech Gwit, Roman Kłosowski, Stefan Burczyk, Wieńczysław Gliński, Wojciech Skaruch, Witold Gruca. Wolski podpatruje ich na planie, podczas prób, głównie w oczekiwaniu na zdjęcia, skracanym rozmowami, wspomnieniami, żartami. Ale to nie jest zwykły "making of", taki jak choćby Wszyscy ludzie reżysera, film nakręcony cztery lata wcześniej na planie Kochanków z Marony. Tu Wolski idzie dalej, tworząc uroczy, pełen ciepła i humoru wizerunek aktorskich weteranów, czekających na zagranie być może swej ostatniej już roli.
To po projekcji tego filmu Lech Moliński trafnie napisał na internetowej stronie gpunkt.pl:
"Uważny obserwator Wolski udowadnia, że może stać się następcą Bławuta i Kazimierza Karabasza" (Lech Moliński, Kiepskie żniwa dokumentu, G-Punkt).
W Szczęściarzach (2009) Wolski umieścił swą kamerę w pomieszczeniach nowohuckiego urzędu stanu cywilnego, dyskretnie obserwując jego petentów. Ktoś przychodzi zarejestrować właśnie narodzone dziecko, ktoś ma zamiar wstąpić w związek małżeński, a ktoś inny chce zgłosić śmierć swego współmałżonka i wykreślić go z urzędowej ewidencji.
Przypomina się słynna impresja dokumentalna Andrzeja Warchała Czwartek - nieczynne (1985), nakręcona przed ćwierćwieczem w krakowskim Studiu Filmów Animowanych. Warchał rejestrował pracę biura ewidencji ludności podczas jednego dnia, w tytułowy czwartek, kiedy nie przyjmuje się interesantów. W tym dniu trwa bowiem likwidacja starych dowodów oraz wypisywanie nowych. W jego filmie nie ma ludzi, są tylko dokumenty i pracujący z nimi, niczym automaty, urzędnicy. Inaczej u Wolskiego. Tu kadry kipią życiem, a precyzyjniej - jego radością. Reżyser przygląda się petentom nowohuckiego urzędu wnikliwie, notując ich wzruszenia, wahania, chwile zamyślenia, refleksji nad upływającym życiem. Czyni to z dyskretnym humorem - przyjaznym, nigdy złośliwym. To samo kryterium stosuje, obserwując pracę urzędników czy urzędowe uroczystości - zawieranie związków małżeńskich, wręczanie medali za długotrwałe pożycie. "Jaka jest recepta na szczęście?" - pyta pracownica prowadząca jedną z takich uroczystości zgromadzone pary z najdłuższym małżeńskim stażem. Odpowiedź nie pada.
Po premierze dokumentu Wolskiego na Krakowskim Festiwalu Filmowym trafnie skomentowała go Justyna Nowicka na łamach "Rzeczpospolitej":
"Reżyser brawurowo łączy wnikliwą obserwację obyczajową, poczucie humoru, czułość i uwagę, którymi obdarza nawet niespecjalnie sympatycznych bohaterów. A rozmowy znowu dotyczą spraw najistotniejszych: narodzin, życia i śmierci" (Justyna Nowicka, Filmy pytają o sens życia, "Rzeczpospolita", 3.06.2009).
W kolejnym filmie - Pomału (2010) - Wolski rusza ze swoją kamerą z wielkiego miasta. Dokument jest zapisem jednego dnia - od świtu do zmroku - z życia małego gospodarstwa w Beskidzie Niskim, w którym mieszkają, bez kobiet, trzy pokolenia mężczyzn. Ich nieśpieszne, wypełnione pracą życie kontrastuje Wolski z ogromnym ruchem ulicznym, który przez cały dzień przetacza się kilka metrów od ich gospodarstwa. I nie jest on w stanie zakłócić rytmu życia Michała, Jana i Mateusza Mąków z Nawojowej. Kiedy zmierzcha, idą spać, kiedy świta, z drewutni dobiega odgłos rąbanego drewna. Tak się zaczyna i tak się kończy ten zrealizowany według Karabaszowskiej receptury film.
Tuż po Pomału nakręcił Wolski H2O (2010), przewrotną, ośmiominutową miniaturkę dokumentalną, poświęconą wodzie. Obserwuje w niej trzy źródła wody, które tryskają na rynku pewnego miasteczka w południowej Polsce, a przede wszystkim ludzi, którzy przy każdym ze źródełek zachowują się inaczej (piją, myją się, pocierają wodą bolące miejsca), choć doprowadzona woda jest ta sama. W pewnym momencie woda przestaje płynąć. Remont - trzeba wymienić sfatygowaną instalację.
Jest w dorobku Wolskiego jeszcze jedna miniaturka (czerominutowa) - film zleceniowy, promujący "Kino pod Baranami" (2010), przygotowany z okazji przyznania krakowskiej instytucji nagrody za najlepszy program w Europie przez ekskluzywną sieć Europa Cinemas.
Z e światem medycznym zetknął się po raz kolejny podczas prac nad dokumentem poświęconym kardiologom Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II.
"Tym razem nie interesują mnie pacjenci, a wyłącznie lekarze, ich codzienna praca, poświęcenie, chwile relaksu" - mówi Wolski. Planuje także, jak wyznaje, "współczesny obraz Pałacu Kultury i Nauki, niezwykłego organizmu, małego miasta, w którym nie tak odległa przeszłość spotyka się ze współczesnością".