Debiut Piotr Marca odbił się szerokim echem – autor z miejsca przystąpił do walki o miano prominenta współczesnego komiksu. Albumy Zealota żenią makabrę spod znaku Francisa Bacona z fascynacją popkulturą w jej najróżniejszych odsłonach: od seriali sci-fi z poprzedniego wieku, po hip-hop i punk.
Piotr Marzec wyniósł szacunek do literatury z domu. Dorastał w otoczeniu setek woluminów, lecz zapewne nie przypuszczał, że przyjdzie czas, gdy rodzinną biblioteczkę będzie mógł poszerzyć o własne albumy. Urodził się w 1993 roku w Myślenicach. Pierwszym komiksem, który (wielokrotnie) przeczytał od deski do deski, były Życie i czasy Sknerusa McKwacza Dona Rosy, nazywane przezeń „elementarzem języka komiksu”. Jak lwia część chłopców pod wpływem popkultury pierwszej dekady XXI wieku przeżywał fascynację superbohaterami. Zaczytywał się w serii Ultimate X-Men, wprowadzaną na polski rynek przez efemeryczne wydawnictwo Dobry Komiks. Mniej więcej w tym samym czasie zaczął uczyć się rysunku. I choć porównywanie swoich pierwszych próbek z pracami Adama Kuberta wywoływało w nim silną frustrację, na szczęście go to nie zniechęciło. Wytrwałość młodego rysownika została wynagrodzona już w gimnazjum, kiedy to wyszedł zwycięsko z parafialnego konkursu „Mój Anioł Stróż” – jest to anegdota wyjątkowo zabawna, jeśli weźmie się pod uwagę diabelską wręcz tematykę jego ostatnich zawodowych projektów.
W 2015 roku dziecięcą fascynację zamieniła w dorosłą dociekliwość lektura Syna swojego ojca Nicolasa Presla. Nietuzinkowy komiks o kryzysie tożsamości uświadomił Marcowi różnorodność rysunkowego medium, jak również skłonił do eksplorowania jego granic na własną rękę, czego skutkiem była publikacja w drugim numerze „Zin Free Zone”. W tym czasie, jak wielu współczesnych komiksiarzy i komiksiarek, studiował na Akademii Sztuk Pięknych. Wyróżniał go nieoczywisty kierunek – szkolił się w Pracowni Działań Przestrzennych Mirosława Bałki. Marzec chwytał się za bary z różnego rodzaju formami wyrazu: od filmu, po slam poetycki. Jego praca dyplomowa Andrzej Golgota Jana Zealota została wyróżniona w 5. Konkursie Najlepszych Dyplomów Sztuki Mediów za „prawdziwie transcyplinarne podejście do sztuki, przekonujące połączenie slamu, rapu, performansu, sztuk wizualnych i nielinearnej narracji”.
Wykopać sobie grób
Wzięcie pod uwagę proweniencji Marca ułatwia nawigowanie po jego obfitujących w intertekstualne odniesienia komiksach. Sam autor przyznaje, że jego droga do bycia komiksiarzem była wyboista. W 2019 roku wydał dwa artbooki, w których eksperymentował z językiem komiksu, lecz projektem, który odcisnął piętno na rodzimym undergroundzie, był zin „Sweet Ass Dudes Like Us”. Wydrukowany w punkcie ksero i ręcznie zszyty przez autora komiks nagrodzono dwoma Złotymi Kurczakami: za najlepszy scenariusz i album roku. Tytuł zainteresował Szymona Holcmana z Kultury Gniewu, stąd w 2021 roku Słodkie chłopaki otrzymały drugie życie w oficjalnym obiegu wydawniczym. Niedługo potem komiks stał się częścią wystawy Niepokój przychodzi o zmierzchu w Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie. To ważne w dwójnasób, ponieważ, jak sam autor stwierdził w podcaście Centralnie o komiksie: „w polu planowania kariery w sztuce wysokiej komiksy są nieobecne”. Marzec udowodnił, nie pierwszy, że te dwa światy mogą i powinny się przecinać.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Okładka i plansze „Słodkie chłopaki”, autor: Piotr Marzec, fot. Kultura Gniewu
Obrazek
slodkie_chlopaki_123.jpg
Historia od kserówki do eksponatu wystawowego ma w sobie mitotwórczy potencjał, lecz na wyobraźnię zdecydowanie mocniej działają kulisy powstania komiksu. Słodkie chłopaki, podobnie jak Osiedle Swoboda Śledzińskiego, jest przetworzeniem, mówiąc językiem Molesty, osiedlowych akcji przeżytych i zasłyszanych. Jak napisane zostało na rewersie okładki, fabuła debiutu Marca przypomina przebłyski nocnych powrotów do domu. Trudno o trafniejszy opis komiksu, będącego mozaiką „przypałów”, przytrafiających się grupie znajomych z małego miasteczka. Zealot snuje deliryczną opowieść – poszatkowaną, treściowo zupełnie niezborną, przedstawianą z różnych, choć jednakowo zaburzonych przez alkohol i dragi, punktów widzenia. Główni bohaterowie Feler, Kopti i Bobek spędzają wieczory na włóczeniu się po mieścinie, w której nie ma dokąd pójść – za miejsca spotkań służą parking na obrzeżach oraz tzw. patelnia. Miejsca co do zasady niereprezentatywne są dla Marca szczególnie interesujące.
Text
Skupiając się jednak na tzw. „miejscóweczkach”, kiedy pokazali mi je koledzy, byłem zaskoczony, że tworzą one całą alternatywną mapę miasta, w stosunku do tej, która oficjalnie funkcjonuje w świadomości. Na przykład pocztówki z Myślenic pokazują rynek z fontanną „Tereską”, która moim zdaniem nie pełni w mieście żadnej społecznej funkcji, a nie ma pocztówek z „patelnią”, której funkcję rozpoznaje kilka pokoleń mieszkańców. Rozumiem oczywiście dlaczego. Stworzenie alternatywnej mapy miasta ma być zaproszeniem, aby o swojej przestrzeni pomyśleć w inny sposób niż na co dzień
– stwierdził w rozmowie z myślenickim wortalem „MiastoInfo”.
Marzec proponuje nie tylko alternatywny sposób myślenia o przestrzeni, ale również jej mieszkańcach. Tytułowe słodkie chłopaki rzadko kiedy bywają potulne, za kołnierz nie wylewają, często mówią o jedno słowo za dużo i rwą się do bitki. Na swojej drodze trafiają na wszelkiej maści wykrętów i oryginałów (ich historie są inspirowane nie tylko wspomnieniami autora, lecz także absurdalnymi doniesieniami medialnymi, takimi jak przypadek dwudziestolatka z Jawornika, który ukradł jednorękiego bandytę i ciągnął go ciężarówką przez Zakopiankę). Zealot nie pobłaża swoim bohaterom, a zarazem ich nie demonizuje. Nie czyni ich także bohaterem zbiorowym, tylko różnicuje pochodzenie, cele oraz postawy. Chłopaków łączy przede wszystkim przyjaźń na dobre i na złe, która wynika po części z konieczności posiadania sieci wsparcia. Awanturnicy z prowincji dzielą się swoimi słabościami, nawet tak wstydliwymi i sprzecznymi z wyobrażeniem samca alfa, jak problemy z erekcją. Bo prawdą jest, że bohaterowie Marca tkwią w rozkroku między męskością nową i tradycyjną. Z jednej strony najchętniej perswadują pięścią, z drugiej – są wobec siebie czuli i wyrozumiali. Najlepiej odzwierciedla to scena, w której tytułowa trójca leży na dnie mogiły, zrzucając to, co leży im na sercu. Wieńczy ją kadr, gdzie jeden z chłopaków mówi „kocham cię, mordo”, na co drugi bez wahania opowiada „ja też cię kocham, mordo”.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Okładka i plansze „Słodkie chłopaki”, autor: Piotr Marzec, fot. Kultura Gniewu
Obrazek
slodkie-chlopaki_2.jpg
Jednocześnie Marzec sygnalizuje problemy swoich rodzinnych stron, lecz nie chce, żeby czytano ten komiks, jako stereotypową pocztówkę z Polski B, gdzie młodym w spadku przypada co najwyżej brak perspektyw. Wręcz przeciwnie – Marzec przekonuje o sprawczości: „chciałbym, żeby jakaś młoda osoba w Myślenicach, albo innym mieście mogła przeczytać mój komiks i sama sobie wyobrazić, co trzeba dorysować, czego brakuje, i podjąć kroki, żeby zorganizować to samodzielnie, nie czekając, aż zajmie się tym ktoś za nas”.
Sączy się do głowy, jak czarny dym
Po znakomitym debiucie oczekiwania wobec drugiego albumu były ogromne. Marzec bez wątpienia im sprostał. Wydana w 2024 roku Smoła z miejsca trafiła do zestawień najlepszych komiksów tamtego roku. Jest to ciekawe o tyle, że już na pierwszych stronach widać artystyczny piwot, którego dokonał komiksiarz z Małopolski. Podczas gdy w Słodkich chłopakach kadry wypełniały plamy tuszu, z których wyłaniały się delikatne białe kontury, w Smole monochromatyzm ustępuje miejsca eksperymentom z kolorem. To zresztą nie jedyna różnica. O ile w debiucie kanwą fabuły są perypetie grupy chłopaków, o tyle w kolejnym albumie na pierwszym planie znajdują się losy dwóch kobiet: poszukującej inspiracji rysowniczki komiksów Suzan oraz zagubionej życiowo i dręczonej przez zniekształcone wspomnienia Sheili. Marzec uznał to za naturalny ruch, o czym wspomniał na łamach Czasu Kultury:
Text
Po komiksie bardzo chłopackim, mocno osadzonym w polskim kontekście, chciałem sprawdzić, czy potrafię się oderwać i od kontekstu, i od chłopackości. Byłem ciekawy, czy potrafię napisać interesujące bohaterki, które nie będą pić na murku i uciekać przed policją. Albo czy budowana przez nie relacja będzie przekonująca dla czytelniczek, czy uda mi się uniknąć kalek z pisania postaci kobiecych, które w sumie mogłyby być chłopakami. Nie wiem, czy dostaje się jakieś punkty za podjęcie próby, ale serio się starałem i wierzę, że ta praca może się stać dla kogoś inspiracją. To byłby sukces, jest w tym jakiś sens do rysowania.
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
Dla Zealota ważny był zarówno element reprezentacji, jak i prezentacji. Sposób, w jaki rysuje kobiety i mężczyzn, można potraktować jako komentarz na temat standardów przedstawień poszczególnych płci w sztukach wizualnych, o czym mówił w wywiadzie dla Dwutygodnika:
Text
Ja często rysuję męską nagość jako kontrę do wydekoltowanych, uprzedmiatawianych bohaterek. Lubię wrzucić nagą męską dupkę albo siura. To jest dla facetów zawsze zaskoczenie. W „Smole” jest cała strona z gołą męską dupą. Do przelecenia wzrokiem, jak każdy inny kadr. Słyszałem też, że na biust działa grawitacja. Kobiety reagują pozytywnie, kiedy widzą na rysunkach, że piersi bohaterek nie sterczą prostopadle do kręgosłupa, tylko pozwala im się opadać.
Smoła to komiks grozy wysokiej próby, w którym Marzec sięga po różnorakie konwencje literatury i kina grozy. W równym stopniu inspiruje go nowa fala horrorów, na której czele stoją między innymi Ari Aster, Robert Eggers i Oz Perkins, co kultowe seriale, takie jak Miasteczko Twin Peaks i słynące z łączenia rozlicznych gatunków Z archiwum X. W końcu miejscowość rodzinna Sheili – Jacksonville – to małe miasteczko poza czasem, do którego 24 lutego mógłby wjechać agent Cooper. Dom w głębi lasu, w którym spotykają się kobiety, przypomina miejsce wyrwane wprost z Piątku, trzynastego czy Martwego zła. Natomiast dręczące bohaterki wizje rozpostarte są między body horrorem i lynchowską groteską. W Smole granica między tym, co prawdziwe, a tym, co urojone, jest niewyraźna – wspomnienia oplatają teraźniejszość, komiksowa fikcja staje się rzeczywistością (Marzec w przewrotny sposób wykorzystuje autotematyzm), a narkotyczny haj odsyła na bocznicę trzeźwy osąd.
Najprzeraźliwszy jest jednak nie tyle horror uosabiany przez demonicznego nożownika, ile niepokój wpisany w doświadczenie kobiecości. Opowieść Sheili zaczyna się przecież od napaści, której ofiarą pada, gdy wraca wieczorem z pracy. Marzec doskonale podsyca poczucie zagrożenia, które towarzyszy bohaterce na każdym kroku – najstraszniejsza nie jest wcale scena, gdzie dziewczynę ściga groteskowy morderca, lecz moment, kiedy wsiada do samochodu nieznajomego mężczyzny, zastanawiając się, czy dojedzie cało na miejsce, czy jej drzwi będą otwarte, gdy auto zatrzyma się na poboczu. To właśnie te natrętne myśli, które „sączą się do głowy, jak czarny dym”, których „nie można zmyć, bo lepią się jak smoła”, budzą prawdziwą grozę. Powrót do Jacksonville jest dla Sheili sposobem na odzyskanie poczucia bezpieczeństwa oraz zmierzenie się z traumami, które narastały w niej od dzieciństwa. Poznana po drodze Suzan okazuje się jej największą sprzymierzeńczynią – jeżeli Słodkie chłopaki są pochwałą braterstwa, Smołę należy czytać jako opowieść o sile siostrzeństwa.
Koszmary
W ostatnich latach można zauważyć odrodzenie sceny zinowej. Marzec postanowił wykorzystać dobrą koniunkturę i po dwóch obszernych albumach powrócił do krótszych form. W zeszycie „Zealot 2” – będącym krótkim majakiem z peerelowskiej pijatyki – po raz kolejny wziął na tapet oniryzm. Tak opisywał założenia zina w Czasie Kultury:
Text
Rysowanie jest ciekawe, trochę jak śnienie: nie ma żadnych racjonalnych ograniczeń. Nie muszę potrafić opisać słowami tego, co powstaje pod kredką. Ty się potem przyglądasz i zastanawiasz: co to, kurde, jest? I to samo czuje w tym momencie bohaterka komiksu. Jest to wielka przewaga rysunku nad językiem – to było nie do opowiedzenia, dlatego to narysowałem. Historia z „ZEALOTA 2” to był plastyczny sen, który po przebudzeniu się próbowałem opowiedzieć w wiadomości Mateuszowi Wiśniewskiemu (dlatego na okładce jest śpiący Zealot). Na bazie tej pisemnej relacji próbowałem potem odtworzyć atmosferę, poetykę snu – który nie był opowieścią liniową.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Plansza z komiksu „Błonia tajemnicy, scenariusz: Mateusz Wiśniewski, rysunki: Michał Araszewicz, Piotr Marzec, Antoni Serkowski, Judyta Sosna, Magda Zwierzchowska, fot. Kultura Gniewu
Obrazek
blonia_tajemnicy_okladka_.jpg
W duchu eksperymentów narracyjnych stworzony został również „Zealot 3”. Pierwszą część zina stanowi adaptacja ukraińskiej bajki ludowej „Rękawiczka”, której tekst występuje w czterech językach: polskim, litewskim, ukraińskim i białoruskim. Równie ciekawa jest druga część albumu, przypominająca o multidyscyplinarnym doświadczeniu Marca. Trzystronicowa erotyczna nowelka Miłość słowa zaprasza czytelnika do współtworzenia komiksu – puste dymki mogą zostać wypełnione dołączonymi do zina naklejkami, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby wpisać w nie własny tekst. Równie nieoczywisty był zin „Czad”, który wszedł w skład Błoni tajemnicy, antologii komiksowych przekładów opowiadań Stefana Grabińskiego opracowanych przez Mateusza Wiśniewskiego. Zealotowi udało się uwydatnić perwersyjność drzemiącą w tekście polskiego prekursora literatury grozy. Za pomocą ekspresywnej kreski, bliźniaczej pociągnięciom pędzla Francisa Bacona na Portrecie papieża Innocentego X według Velázqueza, ilustruje demoniczny horror o pożądaniu, przemocy i transgresji płci. O ile Smoła umazana była w tytułowej lepkiej cieczy, o tyle rysunki w „Czadzie” sprawiają wrażenie spowitych dymem.
Piotr Marzec poszukuje nieustannie nowych sposobów artystycznego wyrazu, co daje nadzieje na kolejne albumy poszerzające granice medium. Tak w rozmowie z Czasem Kultury przedstawił wizję końca swojej kariery:
Text
Chciałbym w jesieni życia popatrzeć na ostateczny efekt mojego rysowania: dzieło zebrane, tytusopedię pisaną przez Junga siedzącego na kozetce. Zobaczyć wtedy wszystkie powracające tematy, które układają się w jakiś „komiks ostateczny”, w ciało białego wieloryba.
Wybrana twórczość:
- 2025 – „Czad” w Błonia tajemnicy (scen. Mateusz Wiśniewski na podstawie opowiadania Stefana Grabińskiego)
- 2024 – Smoła
- 2021 – Słodkie chłopaki