Basista, kompozytor, twórca muzyki teatralnej. Lokalny patriota i jeden z filarów trójmiejskiej sceny yassowej. Artysta, w którego dorobku równoważne miejsca zajmują tradycja i muzyczny eksperyment.
W książce Sebastiana Reraka "Chłepcąc ciekły hel. Historia yassu" Olo Walicki wspomina, że, jako młody artysta, miał ciągłe poczucie stania okrakiem na barykadzie. Trójmiejska scena lat dziewięćdziesiątych, której był ważną postacią, wyróżniała się odwagą, nowatorstwem i bezkompromisowością. Nie bez powodu młodzi artyści unikali terminu "jazz", a ich stosunek do sztuki był emocjonalny i pełen idealizmu. Walicki stał się ważnym ogniwem tej sceny w wieku zaledwie piętnastu lat. Miał umiejętności, charyzmę i odwagę, by swoim graniem wychodzić poza stylistyczne konwencje. Z drugiej strony, był również synem profesora gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych, absolwentem szkoły muzycznej I i II stopnia, a także twórcą, który nigdy nie krył sympatii dla jazzowej tradycji. A przecież, w okresie szczytowej popularności yassu, występowanie w zespole Zbigniewa Namysłowskiego było decyzją wymagającą nie mniejszej odwagi, niż remiksowanie Modern Talking podczas szalonych koncertów Niebieskiego Lotnika.
Ten ostatni skład Walicki założył z klarnecistą i kompozytorem Jerzym Mazzollem. Artyści poznali się przez Mikołaja Trzaskę, którego rodzina przyjaźniła się z profesorstwem. Walicki szukał jeszcze wtedy "swojego" instrumentu. Po sześciu latach gry na skrzypcach przerzucił się na klarnet. Na tym instrumencie grał jednak również Mazzoll, więc w Niebieskim Lotniku Walicki pełnił obowiązki pianisty. Muzyka, którą proponował duet, wychodziła daleko poza ramy duetu improwizujących instrumentalistów. O występach Niebieskiego Lotnika z tego okresu Rerak pisał tak:
Text
To, co zaproponował duet Mazzolla i Walickiego, dalekie było jednak od tradycyjnego jazzu. Pod nazwą Niebieski Lotnik dwaj młodzi muzycy stworzyli coś szalonego – natchniony chrześcijańską boleścią mariaż muzyki improwizowanej z podłym disco. Prywatne męczeństwo Jerzego przy rytmach gorączki sobotniej nocy, dostarczanych przez Ola.
Charakter zespołu zmienił się po dołączeniu Jacka Oltera. Nie tylko ze względu na pojawienie się perkusisty, lecz także na kolejną woltę Walickiego. Artysta znów zmieniał instrument. Wytrwale doskonalił grę na klarnecie, kiedy dowiedział się, że problemy z przegrodą nosową będą przeszkodą w dalszym rozwoju kariery. Tak wspominał ten moment w książce Reraka:
Text
Z bólem przyjąłem do wiadomości, że nie pójdę w ślady ówczesnego idola, Erika Dolphy’ego. Trzeba było chwycić za inny instrument lub opuścić szkołę. Stanąłem przed dramatycznym wyborem, bo z klarnetem ćwiczyłem już od dwóch lat, szykując się do dyplomu.
Tym instrumentem okazał się kontrabas.
Puls yassu
Od momentu zmiany klarnetu na kontrabas, Walicki zaczął wyznaczać rytm yassowej sceny. Odstawił fortepian, na którym grał poniekąd z przymusu, i zaczął generować puls. Nie tylko Niebieskiemu Lotnikowi. Już w 1993 roku Walicki wszedł w skład jednej z flagowych grup yassowych – Łoskotu. Choć założył go saksofonista i klarnecista basowy Mikołaj Trzaska, to do kwartetu bardziej pasowało określenie zespół czterech liderów. Obok wspomnianej dwójki zaliczali się do nich również Piotr Pawlak (gitara elektryczna) i Tomasz Gwinciński (perkusja). Choć Trzaska mówił wprost, że był to właściwy skład Łoskotu, warto wspomnieć, że ukształtował się on już po nagraniu debiutanckiej płyty ("Koncert w Mózgu"). Na tym pierwszym krążku, obok kontrabasisty i saksofonisty , słyszymy Jacka Oltera (perkusja), Jacka Majewskiego (instrumenty perkusyjne) i Szymona Roglińskiego (didgeridoo). "Koncert w Mózgu" spotkał się jednak z mieszanymi reakcjami, a nawet – z dość chłodnym przyjęciem, gdy zestawić je z odbiorem jego następcy.
Nadpisz opis powiązanego wpisu
Trójmiasto było i jest jednym z najważniejszych ośrodków na polskiej mapie muzycznej. Szczególnie w latach 80. i 90. znad morza wylała się fala zupełnie nowej muzyki: post-punku, awangardy, yassu, pierwszych eksperymentów z muzyką elektroniczną. Zespoły i płyty, które ukształtowały trójmiejską scenę końca XX wieku przypomina Patryk Zakrzewski.
Nagrany w kwartecie album "Amariuch" z 1998 roku zebrał entuzjastyczne recenzje, nagrodę "typ Machiny", nominację do Fryderyka i drugie miejsca w ankiecie miesięcznika "Jazz Forum". Na łamach "Anteny Krzyku", Rafał Księżyk zaliczył go do trzech najważniejszych płyt yassu (obok "Tańca smoka" Miłości i "a" Arhythmic Perfection). "Amariuch" równoważył w sobie dwie siły: z jednej strony tradycję jazzowej improwizacji, reprezentowanej przede wszystkim przez Trzaskę, z drugiej – ciągoty w stronę gitarowej psychodelii, wspomaganej wyrazistą elektroniką (trip-hop, big beat, jungle). Ta druga ścieżka, forsowana przez Pawlaka, ostatecznie wzięła górę. "Sun", ostatnia płyta Łoskotu nagrana w tym składzie, powstała w studio metodą cut & paste na podstawie wcześniejszych sesji zespołu. Pozostali muzycy byli pod wrażeniem pracy gitarzysty, jednocześnie przyznając, że ostateczny kształt albumu był dla nich sporym zaskoczeniem.
Nadpisz opis powiązanego wpisu
Bydgoski klub Mózg. W latach 90. był domem nurtu muzycznego, który za cel postanowił sobie zetrzeć w pył zastany porządek, walcząc ze wszystkim i wszystkimi przy użyciu najbardziej szokujących narzędzi.
Choć płyty Łoskotu ukazywały się rzadko, Walicki nie mógł narzekać na brak wyzwań. W samych tylko latach 90. występował w jednej z ostatnich inkarnacji yassowej Miłości, grał tradycyjny jazz z Namysłowskim i Sikałą, a także docierał do milionów radiosłuchaczy jako basista grupy Szwagierkolaska. W następnych dekadach jego dorobek miał się stać jeszcze bardziej zróżnicowany.
Wielość i mniejszość
Od początku lat dwutysięcznych Walicki zaczął poświęcać dużo energii komponowaniu muzyki teatralnej. Jednym z jego pierwszych stałych partnerów stał się dramaturg i reżyser Ingmar Villqist. Współpraca artystów była szczególnie intensywna w latach 2003-2010, kiedy ten drugi związał się zawodowo z gdańskim Teatrem Wybrzeże, a później z Teatrem Miejskim im. Witolda Gombrowicza w Gdyni. Nie tylko teatr, lecz także właśnie Trójmiasto zaczęło odgrywać coraz ważniejszą rolę na drodze twórczej Walickiego.
W 2004 roku kompozytor nagrał album "Metalla Pretiosa", na którym obok Leszka Możdżera i perkusisty Maurice’a de Martina towarzyszył mu The Gdańsk Philharmonic Brass. Lokalny patriotyzm Walickiego objawił się jednak w pełnej krasie trzy lata później, kiedy ukazało się "Kaszëbë". Album, na który złożyły się improwizowane piosenki do tekstów napisanych w języku kaszubskim przez Damrokę Kwidzińską – etnofilolożkę, dziennikarkę i propagatorkę tej kultury. W nagraniach wzięli udział: znajomy Walickiego z Łoskotu, Piotr Pawlak, perkusista Kuba Staruszkiewicz oraz akordeonista Cezary Paciorek. Śpiewania w języku kaszubskim podjęły się zaś Maria Namysłowska i Karolina Amirian. Zespół Olo Walicki Kaszëbë powrócił po siedmiu latach z drugą płytą. Tym razem punktem wyjścia okazały się nie teksty, lecz nagrania terenowe zrealizowane w latach 50. na Kaszubach i udostępnione artyście przez Muzeum Zachodniokaszubskie w Bytowie. Na płycie "Kaszëbë II" słyszymy teksty autorstwa uznanych polskich pisarzy i twórców piosenek związanych z regionem (m.in. Doroty Masłowskiej, Tymona Tymańskiego czy Anny Lasockiej). Autorzy zamiast idealizować Kaszuby zdecydowali się jednak pokazać także ciemne strony życia na polskiej prowincji.
Nadpisz opis powiązanego wpisu
W latach 90. narodził się w polskiej muzyce nurt, który za cel postawił sobie starcie w pył zastanego porządku, przy użyciu najbardziej drastycznych środków. Tym nurtem był yass.
Format wyświetlania obrazka
mały obrazek (568px desktop)
Okładka albumu "Kaszëbë". Fot. materiały prasowe
Obrazek
cd_cover-small.jpg
Format wyświetlania obrazka
mały obrazek (568px desktop)
Okładka albumu "Kaszëbë II". Fot. materiały prasowe
Obrazek
okladka_front.jpg
W 2012 roku Walicki otrzymał Nagrodę Miasta Gdańska w Dziedzinie Kultury Splendor Gedanensis. Artysta został wyróżniony za muzykę skomponowaną do filmu "Ewa" oraz spektakli "Fruu" (Teatr Dada von Bzdülöw) i "Heretycy, heterycy, hedoniści, celebryci" (Teatr Cynada). W tym samym roku Walicki założył grupę The Saintbox. W skład zespołu weszli Gaba Kulka i Maciej Szupica. Bartek Chaciński pisał o ich debiucie na łamach "Polityki": "«The Saintbox» jest albumem osobnym, wyjątkowym, kompletnie nieprzydatnym na liście przebojów, takim jednak, w którym można się zatopić, zagubić i słuchać w kółko". Rok 2012 był wyjątkowo pracowity dla Walickiego, który w tym czasie skomponował także muzykę do słuchowiska "Wesele" w reżyserii Andrzeja Seweryna.
W ostatnich latach Walicki spotykał się na scenie nie tylko z zaprzyjaźnionymi weteranami sceny yassowej. W 2019 roku założył zespół z błyskotliwym perkusistą młodszego pokolenia – Jackiem Prościńskim. Jako Llovage nagrali album z muzyką łączącą w sobie improwizacyjny warsztat z inwazyjną elektroniczną post-produkcją. W rezultacie twórczości duetu Walicki-Prościński równie blisko do języka jazzu, co do twórczości producentów glitchowej elektroniki pokroju Ovala czy Jana Jelinka. Płyta "Llovage" ukazała się w 2019 roku nakładem wytwórni Gusstaff Records.