Pustka, używki, wisielczy humor – założona w 2009 roku krakowska Odraza tworzy black metal, którego scenerią jest miasto późną nocą.
Członkami zespołu są Mateusz „Stawrogin” Maryjka oraz Konrad „Priest” Wiśniewski. Choć w czasie założenia grupy obaj działali już wcześniej w środowisku muzyki ekstremalnej, wcale nie poznali się na scenie. Inna sprawa, że miejsce, w którym spotkali się po raz pierwszy w 2007 roku, wydaje się odpowiednie dla profilu, jaki obrała założona przez nich Odraza. Jak wspomina Maryjka: „Regularnie bywaliśmy w tym samym barze i przy okazji pewnej długiej imprezy Konrad zawitał do mnie. Odkryliśmy wtedy, że zbiory naszych muzycznych zainteresowań w znacznej mierze się pokrywają, choć z perspektywy czasu za najważniejsze uznaję te przestrzenie, w których się różniliśmy”.
Wiśniewski grał wówczas w black-metalowym zespole Enclave, natomiast Maryjka był wokalistą rybnickiej death-metalowej grupy Crawling Death. Rok po ich pierwszym spotkaniu Priest objął obowiązki perkusisty we wpływowej katowickiej formacji MasseMord, do której Stawrogin dołączył cztery lata później. Na razie wróćmy jednak do tamtej długiej nocy w 2007 roku. Maryjka pytany o nastawienie, z jakim zakładali Odrazę, tłumaczy: „Chciałem śpiewać do muzyki, która w pełni oddawałaby moje inspiracje. Czułem też dużą potrzebę niezależności w songwritingu, której niekoniecznie towarzyszyły wówczas umiejętności. W każdym razie obydwaj mieliśmy potrzebę ekspresji, a dwuosobowy skład pozwalał na nią o wiele bardziej niż zespoły kilkuosobowe”.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Od pierwszego spotkania do powstania zespołu minęły dwa lata. Od zawiązania grupy do wydania pierwszej płyty – pięć. Nie można więc powiedzieć, że Odraza wparowała na polską scenę muzyki ekstremalnej sprintem. Być może wynikało to z natłoku innych zobowiązań Priesta i Stawrogina – zarówno tych muzycznych, jak i pozamuzycznych, zawodowych. Na pewno jednak nie spowalniało ich wymyślanie świata, w jakim funkcjonować będzie Odraza, ani języka, którym będą o nim opowiadać. To było bowiem jasne od samego początku. Pytany o to, czy duet zawsze zamierzał orbitować wokół używek, autodestrukcji i późnej nocy, wokalista przytakuje: „Pomijając stosunkowo oczywiste wątki w metalu, w tamtym okresie muzyką nocy były dla mnie bardzo miejskie albumy Toma Waitsa. W zasadzie od pierwszych wspólnie stworzonych dźwięków czułem potrzebę wyrażania napięcia, jakie rodziło się we mnie gdzieś na styku funkcjonowania w mieście i ucieczek do natury”.
Piwniczna spirala wrażeń*
Zanim przyjechał do Krakowa, Stawrogin wychował się między innymi w domu położonym w gorczańskich lasach. Jak tłumaczy, black metal pokochał jako emanację przyrody, której doświadczał w okolicznych górach, i choćby z tego powodu las pozostanie dla niego niezwykle istotnym miejscem. Niemniej, jak przyznaje, podczas krystalizowania się Odrazy zdał sobie sprawę, że jest mieszczaninem. Debiutancki album duetu rozgrywa się więc w metropolii nocą. Tyle że jeśli Warszawa czy Katowice lubią być w takich przypadkach scenerią dla samochodowych przejażdżek (Noc rap samochód Eldo czy Normalnie o tej porze Kalibra 44), to Kraków Odrazy płynie w morzu wódki.
Przy czym Esperalem tkane (Arachnofobia, 2014) nie ma nic wspólnego z black-metalową Piwnicą pod Baranami. Stawrogin nie odhacza kolejnych krakowskich ulic, kościołów i kultowych barów. Wystarczy jednak jeden tytuł, wiedza na temat pochodzenia zespołu, a resztę załatwia alkoholowa mitologia miasta, na którą pracowało wielu poetów przed Stawroginem. Jak przyznaje muzyk, życie nocne stolicy Małopolski było jednak tylko jednym z elementów, z których zrodziło się Esperalem tkane:
Text
Obydwaj w ten czy inny sposób mieliśmy do czynienia z używkami od dziecka. Na pewno Kraków ze swoim pijackim etosem był ważną składową, choć relację z alkoholem przywiozłem tu ze Śląska. Mówimy o okresie studiów i stawiania pierwszych kroków w dorosłym życiu – towarzyszy temu beztroska, zabawa, ale i frustracja, mnóstwo niepewności oraz klęsk. Wszystko to wpadło wówczas do jednego gara.
Muzykom udało się w nim sprawnie zamieszać, bo recenzje debiutu były bardzo pozytywne. Na łamach „Magazynu Gitarzysta” Grzegorz Pindor stwierdzał: „W przypadku tego projektu liczy się przede wszystkim obskurny, wstrętny klimat potęgowany przez przesiąknięte rozpaczą i nihilizmem teksty. Szara rzeczywistość opowiadana przez głos dobiegający z głośników jest paskudna, przesiąknięta wonią taniego spirytusu i otępienia mózgowego”. Podobne obserwacje czynił na swoim blogu Jarek Szubrycht, nazywając przy tym Esperalem tkane najlepszym polskim metalowym debiutem 2014 roku. Jak pisał: „Black metal odarty z mistycyzmu, za to przesiąknięty dymem tanich papierosów, namaczany w alkoholu z przemytu i wystudzony zimową, polską nocą. Wszystko w zgodzie z prawidłami wymyślonego przez Norwegów gatunku, a jednak oryginalnie i po naszemu. Najlepszy polski metalowy debiut tego roku”.
Z pętli w pętlę
Jeśli debiutancki album Odrazy powstawał powoli, to duet szybko poszedł za ciosem i już w 2015 roku opublikował krótką płytę. Przy czym geneza epki Kir sprawia, że jej charakter znacząco odbiega od Esperalem tkane. Punktem wyjścia dla wydawnictwa był występ duetu w Fabryce Emalia Oskara Schindlera – oddziale Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. W ramach wydarzenia Pamiętaj z nami Odraza zagrała do krótkich filmów zarejestrowanych podczas II wojny światowej przez żołnierza AK Tadeusza Franiszyna. Kręcąc z ukrycia, udokumentował on na taśmie m.in. obszar likwidowanego obozu koncentracyjnego w Płaszowie. Kontekst wykonania ewidentnie wpłynął na twórców, których muzyka jest nie tylko instrumentalna, ale także chętniej operuje wolniejszymi tempami, repetycją, a w swojej ilustracyjności bliższa jest post-rocka niż black metalu.
Po dwóch aktywnych latach Odraza zniknęła z radaru słuchaczy. Ta cisza była odczuwalna tym bardziej, że duet nie tylko nie nagrywał, ale także nie dawał koncertów. Można było pomyśleć, że Esperalem tkane to zarówno pierwszy, jak i ostatni album zespołu, zwłaszcza że jego członkowie angażowali się w kolejne muzyczne przedsięwzięcia. Obok wspomnianego już MasseMord Stawrogina i Priesta można było usłyszeć m.in. w Medico Peste, Totenmesse, Biesach czy Wędrowcach~Tułaczach~Zbiegach. Informacja o drugim albumie Odrazy była więc tym większym zaskoczeniem, że jego powstawanie odbywało się w zupełnej tajemnicy, a informacja o premierze Rzeczom ukazała się dosłownie parę dni przed publikacją płyty.
Jak się okazuje, cisza wokół Odrazy nie wynikała z przerwy, jaką zarządzili sobie jej członkowie.
Text
Od wydania Esperalem Tkane pracowaliśmy nad kontynuacją. Trwało to tak długo, bo chcieliśmy napisać lepszy album. Były w tym czasie okresy prac intensywnych, ale i przerwy, gdy spoglądaliśmy na dotychczasowe pomysły z dystansu. W efekcie możemy mówić o dziesiątkach riffów, beatów i tekstów, które ostatecznie znalazły się na śmietniku historii.
Można powiedzieć, że Rzeczom to dzieło na wskroś intertekstualne. Tą ponurą trasą „z pętli w pętlę” prowadzą nas nie tylko fatalistyczne wersy Maryjki, ale także cytaty z Gałczyńskiego, Janerki, Sztaudyngera czy wyimki z repertuaru Wędrowców~Tułaczy~Zbiegów.
Mam jednak wrażenie, że bardziej niż o dysonans poznawczy chodzi tu o przeskakiwanie między porządkami i emocjami. Wykrzyczany, wpleciony w ciężki, niemal pornograficzny utwór …twoją rzecz też cytat ze Sztaudyngera: „Chciałaś być moją duszą i ciałem, ciało starczyło, duszy nie chciałem” nie ma w sobie nic z lekkości fraszki, po prostu uderza mizoginią. Maryjka przyznaje, że lubi żonglować nastrojami. Stąd pojawiający się na Rzeczom „taniec na zgliszczach” czy „śmiech przez łzy”.
Zabawa w wyłapywanie cytatów jest tym trudniejsza, że Stawrogin jest świetnym tekściarzem.
Kiedy w Świcie opowiadaczy wykrzykuje: „Ach, to nic, że tak bolały rany / Przegramy ze światem i żadna w tym siła/ Jak śmierć niestraszna bez życia / Jak noc, co dnia nie stworzyła” – trudno mieć poczucie niedopasowania, stylistycznego zgrzytu między wersem Gałczyńskiego, a kolejnymi już jego autorstwa. Ta fascynacja polską poezją i szerzej – językiem polskim wydaje się zresztą charakterystyczna dla sporej części black-metalowej sceny. Stawrogin wyjaśnia, że pierwszy impuls do pisania w rodzimym języku wysłał mu Kat za sprawą tekstów Romana Kostrzewskiego. Natomiast black metal też nie był tu bez znaczenia: „Tak, w niektórych zakątkach tej sceny słowo, muzyka i symbol są nierozerwalnie związane z lokalnością – mówimy więc o pielęgnowaniu przywiązania do małych ojczyzn. Wszystko sprowadza się do pisania w języku, w którym się myśli”.
I czekać będziesz tyle lat
Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę przy muzycznej stronie albumów Odrazy. Niezależnie od tego, czy kieruje się w stronę black metalu napędzana kolejnymi blastami, czy porusza się brudnym, post-punkowym walczykiem, jej utwory nie zdradzają ograniczonego składu zespołu. Jak tłumaczy Stawrogin:
Text
Staramy się komponować w sposób, który w ostatecznym rezultacie daje słuchaczowi możliwość obcowania z pełnym składem. Ograniczenia duetu korygujemy przy pomocy nagrywania dem w programach do realizacji dźwięku. W efekcie grając próbę na gitarę i bębny, wiemy, co w tym czasie grał będzie bas, a co – druga gitara. Nakład pracy jest zdecydowanie większy per capita, choć mamy tym samym większą kontrolę nad procesem.
Przy czym oba albumy zostały nagrane w taki sposób, że muzycy Odrazy – gdyby tylko przyszła im na to chęć – mogliby je zaprezentować na żywo w pięcioosobowym składzie. Nie udałoby się to tylko w przypadku płyty Acedia (Godz ov War Productions, 2021), którą zespół przygotował jako ścieżkę dźwiękową do poświęconej czasom pandemii wystawy Współistnienie, zorganizowanej przez Muzeum Krakowa. W katalogu Odrazy można więc doszukać się pewnego wzoru: album, rok później krótsza płyta nagrana we współpracy z instytucją, pięć lat przerwy. A jeśli tak, to następczyni Rzeczom powinniśmy wyglądać już w 2026 roku. Powyższe wyliczenia nie robią, niestety, większego wrażenia na Stawroginie: „Nie pracujemy obecnie nad kolejnym albumem. Jeśli zajdzie jednak wewnętrzna potrzeba, nie będziemy zastanawiać się dwukrotnie”.
* Tytuły śródtytułów pochodzą z tekstów Odrazy.