Kołodziejczyk przyznaje, że kreatywność wyniósł z domu rodzinnego. Jego rodzice ukończyli Akademię Sztuk Pięknych, a ojciec był oprócz tego wynalazcą. Na fortepianie zaczął grać jako czterolatek. Oficjalną przygodę z edukacją w tym zakresie rozpoczął od Państwowej Szkoły Muzycznej I stopnia im. Stanisława Wiechowicza w Krakowie. Po jej ukończeniu został przyjęty do Państwowej Szkoły Muzycznej II stopnia im. Władysława Żeleńskiego. Tam uczył się między innymi pod okiem słynnej pianistki i pedagog Ireny Rolanowskiej. Wśród swoich pierwszych inspiracji Kołodziejczyk wymienia muzykę do gier komputerowych, którą zainteresował się w młodym wieku:
To była ta scena 8-bitowa, kompozytorzy próbowali jak najlepiej imitować bogactwo formy za pomocą syntezatora. Tworzyli więc nową estetykę, która została ze mną na długo. Sam miałem już dostęp do komputera, więc starałem się eksperymentować, pisać na nim jakieś utwory. Byłem nawet na Dziecięcych Warsztatach Jazzowych w Margoninie, gdzie powołano klasę komputerową. Tam kolektywnie powstały moje pierwsze utwory. Dzięki temu zainteresowałem się w ogóle komponowaniem.
Kołodziejczyk podejrzewa, że ówczesne budowanie kompozycji za pomocą sekwensera do dziś odbija się w jego sposobie komponowania. W tym, że punktem wyjścia zawsze jest dla niego pomysł, a nie ograniczenia, jakie niesie konkretny zespół muzyczny. Te u Kołodziejczyka z reguły prezentowały się dość niestandardowo. Wszystko z powodu sympatii kompozytora do sięgania po nietypowe zestawiania instrumentów. Twórca wspomina, że swój pierwszy zespół założył, kiedy uczył się jeszcze w szkole im. Żeleńskiego. Był to septet, w którego skład wchodziły między innymi takie instrumenty jak wiolonczela, fagot, Fender Rhodes i głos. Ku jego satysfakcji, w szkole pozwolono mu zaprezentować te utwory jako część egzaminu końcowego.
Na głęboką wodę
W roku 2005 Kołodziejczyk rozpoczął studia na Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, w Instytucie Jazzu i Muzyki Rozrywkowej. Choć uczył się w klasie doktora Wojciecha Niedzieli, wydaje się, że najważniejszym pedagogiem, którego spotkał na Śląsku był wizytujący profesor Ed Partyka. Kołodziejczyk wspomina:
Na pierwszych zajęciach pokazałem mu moje siedmioosobowe zespoły, które zawsze nazywałem orkiestrami. Posłuchał ich, skomplementował, a potem od razu zaproponował, żebym w ramach egzaminu dyplomowego z fortepianu skomponował godzinną suitę na big-band. […] Jego zajęcia opierały się na praktyce. Najpierw graliśmy z zespołem, a później wspólnie ustalaliśmy, co działa, a co niekoniecznie. To jest odwrotność tego, jak zazwyczaj pracuje się na akademii, gdzie przede wszystkim patrzy się w nuty. Dzięki niemu moje pierwsze nagranie było zrealizowane przez big-band.
Wśród innych ważnych muzyków, których Kołodziejczyk poznał w Katowicach należy wymienić również jego kolegów z roku: perkusistę Michała Bryndala i kontrabasistę Macieja Szczycińskiego. Ci dwa instrumentaliści nie tylko biorą udział w niemal wszystkich projektach kompozytora, ale także współtworzą z nim jazzowe trio Stryjo. Kołodziejczyk tłumaczy:
W tym zespole robimy coś dokładnie odwrotnego niż to, czym zajmuję się na co dzień jako kompozytor. Wymyślamy utwory na żywo w trakcie grania. Staramy się, aby ten materiał był jak najbardziej melodyczny, piosenkowy – to jest taki, w którym jak na dłoni widać czy się dogadujemy, czy nie. Powiedzieliśmy sobie, że jeżeli zagramy koncert, który nam nie wyjdzie, to się rozwiązujemy. Jesteśmy zespołem od ponad 12 lat i nie zanosi się, aby to się miało zmienić.
Innym znajomym z roku, który odegrał kluczową rolę w rozwoju kariery muzyka był Piotr Damasiewicz. Ceniony trębacz i kompozytor mieszkał z Kołodziejczykiem w akademiku i – co ważniejsze – brał udział w pracach na suitą młodego twórcy. Będąc pod wrażeniem suity nagranej pod tytułem "Extreme Conditions", zaprezentował ją dyrektorowi artystycznemu festiwalu Jazztopad – Piotrowi Turkiewiczowi. Ten postanowił zaryzykować i zamówił u młodego kompozytora utwór na big-band. Owocem tej pracy okazało się "Chord Nation"– pięcioczęściowa suita na styku jazzu i nowej muzyki klasycznej. Dzieło, które nie tylko ukazało się na płycie, stając się fonograficznym debiutem artysty, ale także jedną z najgłośniejszych premier roku. Pianista i kompozytor Piotr Kałużny ekscytował się nią na łamach "Jazz Forum", pisząc:
Jestem pełen podziwu dla, wyrażonej za jej pośrednictwem, estetycznej odwagi i twórczej determinacji Nikoli Kołodziejczyka. Nie tylko bowiem stworzył bogatą w treści materię muzyczną, ale jeszcze zawarł w niej, niespotykaną w takim kształcie, swoistą ekspresję i dramaturgię.
Powszechne uznanie zaowocowało trzema nominacjami do Fryderyków. Ostatecznie Kołodziejczyk wydany przez wytwórnię For Tune album zgarnął laur w kategorii "Fonograficzny debiut roku – muzyka jazzowa".
Progresywny barok i symfoniczny Chopin