To wychowanie
Urodził się w 1944 roku ze związku Zofii i Stanisława, dorastał na Górnym Mokotowie. Ulica Naruszewicza, potem Asfaltowa, skupisko dawnych ziemiańskich rodzin. Renomowane męskie liceum im. Tadeusza Reytana, po szkole prywatne lekcje angielskiego. Ojciec Stanisław wywodził się ze Lwowa, gdzie zdobył wykształcenie inżynierskie, później został profesorem na Politechnice Warszawskiej. Matka Zofia (z domu Trybulska) pochodziła ze zubożałej rodziny szlacheckiej z Radomia, z zawodu była nauczycielką. Stanisław popierał przed wojną BBWR, Zofia sympatyzowała z PPS. Po wojnie oboje byli przeciwnikami ustroju komunistycznego.
Aleja Niepodległości na Górnym Mokotowie, widok w kierunku północnym, 1954-1955, fot. Zbyszko Siemaszko / NAC
Marcin od dziecka lubił czytać, a dzięki rodzicom i ich kontaktom miał dostęp nie tylko do biblioteki „wujka Józka” (kpt. Józefa Rybickiego), ale też do numerów emigracyjnej „Kultury” i pozycji z literatury zachodniej. W 1957 roku wyleciał z klasy za czytanie pod ławką Obcego Alberta Camus. Polski przekład ukazał się oficjalnie dopiero w 1958 roku, ale w jakiś sposób dostał go wcześniej, zapewne za pośrednictwem matki.
[…] ta moda na nowości w życiu umysłowym wynikała nie tylko z odreagowania stalinizmu, ale także z tradycji polskiej lewicowej inteligencji. Znałem to doskonale z domu, gdyż klasyczną przedstawicielką tej tradycji była moja matka wychowana na „Wiadomościach Literackich”, która zawsze próbowała wpłynąć na mojej zainteresowania w duchu sympatii do wszystkiego co nowe, awangardowe, nowoczesne i o czym się mówi. Od dziecka więc oglądałem razem z nią raczej Picassa niż Rembrandta, czytaliśmy raczej Camusa niż Balzaca. [cyt. za: Marcin Król, „Nieco z boku. Autobiografia niepolityczna”, Warszawa 2008, s. 87–88.]
Pablo Picasso, „Brodaty mężczyzna w koronie z winorośli”, 1962, linoryt, papier, fot. Museo Casa Natal Picasso, Málaga © Succession Picasso 2023
Matka miała konkretne zainteresowania i dominujący charakter, który przekładał się na wielką miłość wobec syna i wielkie wobec niego oczekiwania, jak wspominał kolega z czasów szkolnych, Ireneusz Białecki. Nie będzie może zaskoczeniem, że w późniejszej twórczości Króla pojawi się krytyka „Wiadomości Literackich” oraz ich powojennych kontynuatorów, owego „rzadkiego w Polsce ośrodka mentalności liberalnej”, któremu za Stefanem Kisielewskim przypisze postawę ideologicznego terroryzmu bezideowości. Nie znaczy to, że nie będzie miał z liberalizmem nic wspólnego – czy można rozstać się ze swoim wychowaniem? – ale dojdzie do niego na własny sposób. Będą mu towarzyszyli różni ludzie, m.in. Wojciech Karpiński, najlepszy przyjaciel poznany na korytarzu w 1957 roku, gdzie również wylądował za czytanie pod ławką.
Między Leszkiem Kołakowskim …
Nastoletni czytelnicy z powodzeniem ukończyli liceum i dostali się na studia. Król poszedł na filozofię, a za „praktyczną” sugestią rodziców, dodał sobie socjologię. Na Wydziale Filozoficznym zdążył na przedwojennych wykładowców, ale największe wrażenie zrobili na nim przedstawiciele tzw. warszawskiej szkoły historii idei – Leszek Kołakowski, Bronisław Baczko czy Jerzy Szacki – ich „oświecony krytycyzm” i dystans wobec reżimowego dyskursu. Podszyty szyderstwem sceptycyzm wliczy później w wyposażenie klasycznych polskich liberałów, na razie będzie jednak zachwycony: „owa poważna ironia tak dobrze zgadzała się z naszymi temperamentami, z polską, warszawską, młodzieżową potrzebą żartu, potrzebą autorytetów, które zawsze jednak można wziąć w cudzysłów, w nawias, wielbić i zarazem podważać”.