Perkusista, producent, który w swojej twórczości szuka abstrakcji i balansuje pomiędzy tym, co dosłowne i tym, co abstrakcyjne. Gra w zespołach Hinode Tapes, HAŁVVA, Llovage i Lasy, występuje solo jako wh0wh0.
W celu najlepszego przybliżenia charakteru muzyki Jacka Prościńskiego warto posługiwać się innymi kategoriami, niż te gatunkowe. Zamiast zastanawiać się czy to jeszcze jazz, yass, a może już elektronika, lepiej zwrócić uwagę, że to twórczość, która zniekształca, celebruje niedoskonałości, balansuje na granicy tego, co dosłowne i abstrakcyjne. Oczywiście, taką muzykę trudniej przyszpilić, wsadzić do odpowiedniej szufladki, natomiast wydaje się ona naturalnym przedłużeniem niestandardowej biografii jej autora.
W domu Prościńskiego sztuka była wszechobecna. Muzyka nie znajdowała się jednak na pierwszym miejscu – ustępowała sztukom wizualnym. Ojciec Prościńskiego co prawda chętnie grał na gitarze, lecz z zawodu był artystą plastykiem. Jego śladami poszła siostra perkusisty, która ukończyła Akademię Sztuk Pięknych. Choć Prościński dorastał w otoczeniu dźwięków, stosunkowo późno zaczął podejmować próby grania na instrumencie.
Text
Już zawożąc mnie do przedszkola, rodzice puszczali z kaset bebop, oldschoolowy rap, el-muzykę tudzież klasyków rocka. Przez pewien czas chcieli mnie zapisać do szkoły muzycznej, kiedy zauważyli, że podczas spaceru kiwam się rytmicznie w wózku do dźwięku młota pneumatycznego. Ostatecznie jednak zaniechali tego pomysłu i z perspektywy czasu jestem im za to wdzięczny
Autor cytatu
– wspomina perkusista.
Prościński swoją – jak to określa – przygodę z graniem rozpoczął w wieku czternastu lat. Uczył się wówczas od lokalnych perkusistów, a wyniesioną z tych spotkań wiedzę przekuwał w praktykę, grając w zespołach zakładanych z kolegami. Przyznaje, że początkowo nie liczyła się technika – "grało się jakkolwiek". Z pewnością natomiast grało się głośno, bo te pierwsze próby odbywały się w obszarze metalu. Część z nich doczekała się nawet rejestracji na kasetach magnetofonowych.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Jacek Prościński, fot. Eryk Otlewski
Obrazek
jacek_proscinski_fot._eryk_otlewski.jpg
Na metalu się jednak nie skończyło. Prościński dostał się na Akademię Muzyczną w Gdańsku, gdzie uczył się na kierunku Jazz i Muzyka Estradowa. Mając jednak świadomość swoich artystycznych preferencji, podchodził do zajęć w sposób bardzo utylitarny:
Text
Program studiów drążył temat klasycznej odmiany jazzu. Traktowałem to jako naukę fundamentu, który chcę poznać, ale niekoniecznie kontynuować w swojej twórczości. Niemniej jestem bardzo wdzięczny Tomkowi Sowińskiemu, mojemu akademickiemu mentorowi, za godziny spędzone na wypracowaniu "narzędzi", które do dziś bardzo mi się przydają, niezależnie od kontekstu.
Budowanie autonomii
Po latach spędzonych na scenie, Jacek Prościński nie ma jednak wątpliwości, że artystyczną autonomię buduje się poza murami Akademii Muzycznej. Uczelnia wymagała od niego wsiąknięcia w twórczość konkretnych twórców, gigantów jazzu, między innymi Hanka Mobleya czy Dave’a Hollanda. "Celem była realizacja danego materiału, zbliżenie się do oryginalnego charakteru utworu. Jednym słowem: imitacja" – tłumaczy perkusista.
Prościński nie był jedynym studentem, którego takie podejście do muzyki nie satysfakcjonowało. Na akademii poznał rówieśników, z którymi już zaraz miał pisać nowy rozdział w bogatej historii trójmiejskiej sceny. Wśród nich szczególne miejsce zajmują saksofonista Piotr Chęcki oraz pianista Kamil Piotrowicz. Z tym pierwszym Prościński współtworzył zespół delay_ok, którego krótką działalność podsumowuje wydany w 2021 roku album "Modern Uganda". Ta eklektyczna płyta przeskakuje pomiędzy klasycznym jazzem, połamaną elektroniką a hip-hopem. Dość powiedzieć, że gościnnie pojawia się tu zarówno orkiestra dęta działająca przy MDK w Sopocie, jak i pochodzący z Zanzibaru raper – Alex Mussa. Chęcki i Prościński kontynuują współpracę w trio Hinode Tapes, w którym towarzyszy im Piotr "Hatti Vatti" Kaliński. W tym zespole skupiają się na tworzeniu ascetycznych pejzaży dźwiękowych, myśląc o swojej muzyce w kategoriach przestrzeni. Na debiutanckim "Hinode Tapes" echa free-jazzu nawiedzają medytacyjne ambientowe formy.
Z Piotrowiczem perkusista tworzy natomiast duet HAŁVVA. Pianista częściej operuje w nim na syntezatorze Casio, a całość dryfuje w stronę glitchowej elektroniki. Tym ciekawszy wydaje się zamysł, aby właśnie ten zespół interpretował kompozycje Andrzeja Trzaskowskiego. Podczas koncertu w studio Polskiego Radia duet w towarzystwie francuskiego trębacza Timothée Quosta zaprezentował m.in. mniej znane orkiestrowe kompozycje pianisty z początku lat 70.
Przełamywanie dosłowności
Jeśli szukać wspólnego mianownika dla powyższych kooperacji, byłoby nim z pewnością łączenie jazzowego warsztatu z silnym wpływem twórczości producentów muzyki elektronicznej, zwłaszcza z kręgów glitchu, IDM’u i ambientu.
Text
Muzyka Jana Jelinka czy Oval miała i nadal ma na mnie wpływ za sprawą swojej niedosłowności. Staram się ją uchwycić podczas grania, szczególnie bardziej otwartych form, gdzie czas pomiędzy taktami jest nieformalny, a perkusja może porzucić kompetencje stricte rytmicznego instrumentu na rzecz chociażby struktury noise’owej. Jednak nawet w tych bardziej zamkniętych formach uwielbiam przełamywać dosłowność zniekształconymi, nierównymi (choć powtarzalnymi) beatami lub preparacjami akustycznych komponentów.
Perkusista tłumaczy, że w takim podejściu do tworzenia szczególnie pociąga go aspekt zaskoczenia. Inna sprawa, że – jak sam zauważa – taka nieprzewidywalność wiąże się z dodatkowym ryzykiem w przypadku grania zespołowego, gdzie takie "przełamywanie dosłowności" musi wpisywać się w większą całość, a nie być jedynie "osobistą fanaberią".
Z takimi wyzwaniami Prościński nie musiał się mierzyć na debiutanckim albumie wh0wh0, który nagrał w pojedynkę. Na łamach "Czasu Kultury" tak pisał o nim Bartosz Nowicki: "Z perspektywy formalnej płyta «wh0wh0» to materiał stricte perkusyjny. […] Jeśli jednak chodzi o klimat i estetykę, w jakim utrzymany jest materiał, to mamy do czynienia z płytą stricte klubową, melodyjną, dodatkowo podkręconą eksperymentalnym twistem. Prościński sięga bowiem nie tylko po świeże parkietowe groove’y, ale i żongluje cytatami z awangardowych nurtów ubiegłego wieku".
Choć ta solowa płyta brzmi momentami jak dzieło pełnoprawnego zespołu, Prościńskiemu nie zależało na "viralowej spektakularności" tego przedsięwzięcia. Liczyło się podążenie za melodią i tworzenie muzyki z pogranicza różnych gatunków za sprawą narzędzi elektroniczno-akustycznych (elektroniczna perkusja, sensory perkusyjne):
Text
Największym wyzwaniem, ale również atutem, w kontekście solowych wykonań było porzucenie tego, co umiem. Granie na zeletryfikowanym perkusyjnym secie wymagało ode mnie odejścia od wyuczonych wprawek.
Kontynuacja i zaskoczenia
Okładka płyty "Llovage", wykonawcy: Olo Walicki, Jacek Prościński, fot. Gusstaff Records
Gruntownie wykształcony, ale szukający w muzyce zaskoczeń, nowości, a także dobrej zabawy (nierzadko podlanej absurdalnym humorem) Prościński ma poczucie przynależności do trójmiejskiej sceny i kontynuacji yassowego dziedzictwa. Słychać to nie tylko w żywej, eklektycznej twórczości perkusisty – znajduje to także odzwierciedlenie w jego artystycznych spotkaniach. Prościński występował z Mikołajem Trzaską, a z Olem Walickim tworzy duet Llovage. W entuzjastycznej recenzji na łamach bloga "Polifonia" Bartek Chaciński pisał: "Można […] w największym skrócie opisać Llovage jako spotkanie dwóch ogniw sekcji rytmicznej na gruncie elektroniki, którą obsługują tu obaj panowie i która to wszystko spaja". Chaciński zwracał uwagę na Prościńskiego i umiejętność odpalania przy pomocy instrumentu różnych sampli i elektronicznych brzmień, by "jednoosobowo wykreować karkołomne przebiegi o intensywności nagrań Autechre czy Aphex Twina".
Jacek Prościński występuje także w Yasstecie Tymona Tymańskiego, z którym grał także w kwintecie MU. W 2019 roku ukazała się płyta zespołu zatytułowana "Free Energy!". Te spotkania z weteranami yassowej sceny zaowocowały zaproszeniem perkusisty do reaktywowanego w grudniu 2022 roku składu Miłości. Podczas charytatywnego koncertu kultowej grupy Prościński wystąpił na scenie u boku Tymańskiego, Trzaski, Możdżera i Sikały.
Text
Do dziś myślę o tym jak o jakieś wycince ze snu. Wychowałem się na Miłości, upłynęło kilka lat i otrzymałem telefon od Tymona z pytaniem, czy nie chciałbym zasilić tego legendarnego kwintetu. Zatkało mnie, bo przecież wszyscy, którzy kochają ten zespół, wiedzą, jak nierozłącznym filarem tej grupy był Jacek Olter. Czułem olbrzymią odpowiedzialność, ale też motywację, żeby choć w małym stopniu zrekompensować jego brak i przy okazji przemycić odrobinę siebie. Wspaniałe było to, jak cały zespół mnie przyjął i mi zaufał. Moment, kiedy każdy z nas zajmował pozycję za swoim instrumentem, będę pamiętać do końca życia. Miałem wrażenie, że jestem w jakieś symulacji VR i to się nie dzieje naprawdę.