Jednocześnie w tym przypadku to głusi widzowie rozumieli gesty, bawiąc się sytuacją, podczas gdy słyszący byli skonfundowani i zawstydzeni.
Nie tylko otwarcie prześmiewcze spojrzenie słyszących na ekspresję języka migowego bywa jednak problematyczne. Dekonstrukcję zawłaszczającego estetycznego zachwytu nad gestami osoby niesłyszącej przeprowadził Kotowski w performansie "delighting" (2024), prezentowanym w Pickle Bar w Berlinie oraz na wystawie "Łzy szczęścia" w Zachęcie. Nawiązał w nim do pracy wideo tureckiego artysty Erkana Özgena "Wonderland", przedstawiającego niesłyszącego chłopca, który za pomocą gestów domowego języka migowego opisuje doświadczenie wojny w Syrii i ucieczkę z rodzinnego kraju. Kotowski w tym przypadku robi krok wstecz i patrzy na artystę patrzącego na swojego bohatera, ukazując, jak kolonialna jest z pozoru niewinna koncentracja na estetyce i ekspresji gestów.
Istotnym wątkiem w pracach artysty jest też funkcjonowanie osób głuchych w gronie najbliższych. Jak podkreśla Kotowski, około 90% głuchych rodzi się w rodzinach słyszących, w których najczęściej żadne z rodziców nie włada językiem migowym. Tym samym ich komunikacja pozostaje często ograniczona do bardzo prostych, podstawowych komunikatów i oparta na wypracowanych w rodzinnym gronie własnych gestach, niemających nic wspólnego z żadnym oficjalnym językiem migowym. W filmie "Śmierć w codzienności" (2020) artysta zwracał uwagę na ten rodzaj domowej, ograniczonej komunikacji na bazie wywiadów z 22 osobami głuchymi ze słyszących rodzin, koncentrując się konkretnie na tym, jak w owych spontanicznych, wewnętrznych kodach komunikacyjnych ukazywana jest śmierć.
Wątek ten kontynuował artysta w spektaklu "Rytuał Miłosny" (2022) w Komunie Warszawa, zbudowanym wokół prywatnych historii o funkcjonowaniu osób głuchych, przygotowanym we współpracy z dramaturżką Alicją Kobielarz oraz performującymi razem z Kotowskim Martą Abramczyk i Adamem Stoyanovem. Momentami dochodzi w nim do odwrócenia sytuacji, w której to słyszący znajdują się w uprzywilejowanej pozycji. Jak pisała Anna Pajęcka w "Dwutygodniku":