Ma naturę prawdziwego diggera – melomana, który nie tylko wykopuje muzyczne perełki i dźwiękowe fenomeny, ale także pieczołowicie kataloguje je pod kątem stylistycznych powiązań, dat i pozamuzycznych skojarzeń. W rezultacie kontakt z muzyką Bartosza Kruczyńskiego przypomina podpięcie pod wielką bazę danych.
Artysta w pewnym sensie porządkuje tę bazę, nagrywając pod różnymi pseudonimami: The Phantom, Pejzaż, Earth Trax czy jako połowa duetu Ptaki. W zależności od aliasu w nagraniach Kruczyńskiego dominuje inna stylistyka: house, ambient, zbudowane z sampli balearic i nostalgiczne disco. Choć czytam ten podział w kategoriach użytkowych, to przecież jest on też głęboko zakorzeniony w tradycji muzyki klubowej. Sam Kruczyński wyjaśnia:
Text
To odniesienie do lat 90. i pewnej niewinności, wolności. Dziś nie do końca wierzę we współistnienie anonimowości i publikowania muzyki w internecie, więc część płyt wydaję pod imieniem i nazwiskiem. Najbliżej mi w tym do metod Aphex Twina (ponad 15 różnych pseudonimów), Kool Keitha (podobna liczba) czy Larry’ego Hearda, który mimo sporej rozpoznawalności od zawsze korzystał z pseudonimów (m.in. Mr. Fingers i Gherkin Jerks). Aliasy ułatwiają katalogowanie moich nagrań, choć też kilkukrotnie je porzucałem.
Pl Funky
Zanim Kruczyński dał się poznać na scenie muzyki klubowej pod pseudonimem The Phantom, chłonął wszelkie dźwięki w swoim rodzinnym mieście na Lubelszczyźnie. Kompozytor i producent wspomina dziś płyty, taśmy i kasety swojego ojca, który słuchał dużo muzyki. Kluczową rolę w edukacji artysty odegrała kablówka z programami takimi jak MTV Chill Out Zone, VIVA Zwei Supreme czy VIVA Zwei 2step, gdzie prezentowano sety DJ-skie i VJ-skie. Po latach przyznaje, że pomimo fascynacji muzyką o zakładaniu zespołu z rówieśnikami ze szkoły nie myślał w ogóle – był na to zbyt nieśmiały. Poza tym i tak jego ówcześni faworyci zwykle występowali solo.
Text
Lokalne ogłoszenia dotyczyły głównie lekcji gry na basie i gitarze, co zupełnie mnie zniechęciło. Bardzo szybko zacząłem jednak korzystać z programów komputerowych do muzyki: Fast Tracker, Mixman, Ejay, ReBirth RB- 338, później Reason, Fruity Loops, Acid, Cool Edit…
Eklektyczny gust musiał wpłynąć na decyzję Kruczyńskiego, by jako twórca nie ograniczać się do jednego stylu czy jednej roli. Gdy tylko poznał The Prodigy czy The Chemical Brothers, zorientował się, że ich członkowie nagrywają również miksy. Jednym z takich ważnych tytułów było "The Dirtchamber Sessions Volume One", które Liam Howlett przygotował do prowadzonej przez Mary Anne Hobbs audycji "Breezeblock". Stylistyczna różnorodność tamtych miksów, w których cytaty z Beastie Boys mieszały się z próbkami kompozycji Primal Scream czy Barry’ego White’a, a Meat Beat Manifesto sąsiadowali z The KLF i Grandmaster Flashem, wywarła bezpośredni wpływ na Kruczyńskiego, który w pierwszych latach swojej kariery nawiązywał do ich charakteru, grając mash-upy.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Bartosz Kruczyński, fot. Anna Bystrowska
Obrazek
earth_trax_by_anna_bystrowska.jpg
W tym czasie muzyk wciąż mieszkał na Lubelszczyźnie, ale wprowadził się również do sieci. W internecie spędzał czas na blogach i forach (m.in. Night Slugs, Get Your Bootleg On, Bastard Pop), a także słuchając audycji nadawanych przez londyńskie stacje XFM ("Superchunk"), Rinse FM (programy prowadzone przez Bok Boka, Onemana i Bena UFO). Jako odbiorcę szczególnie interesowały go różne mutacje popularnej wówczas brytyjskiej sceny basowej. Spośród polskich producentów eksplorujących te rejony największe wrażenie robili na nim Zeppy Zep i duet Supra1, których miksy były już wówczas opisywane na anglojęzycznych blogach. W tamtym okresie ważną rolę odgrywał dla Kruczyńskiego także festiwal Unsound, który nie tylko ściągał do Krakowa artystów dekonstruujących muzykę basową, ale także wysłał polskiego producenta na nowojorską odsłonę festiwalu. W 2011 roku jako The Phantom zagrał tam set z Zeppy Zepem.
Amerykańscy miłośnicy muzyki klubowej mogli już wówczas kojarzyć Kruczyńskiego jako przedstawiciela niewielkiego, ale prężnie działającego środowiska. Sceny "PL Funky" – jak humorystycznie określiła je fińska wytwórnia Top Billin Music, która w 2010 roku wydała krótką kompilację pod takim właśnie tytułem. Otwierał ją The Phantom i jego przebojowa "Cambodia", w której producent nawiązywał do brzmień Crazy Cousinz i Roski. Utwór ten szybko stał się środowiskowym przebojem, trafiając do setów takich brytyjskich artystów, jak Bok Bok czy Ikonika. Kilka miesięcy później Kruczyński poszedł za ciosem, a jego debiutancka solowa epka "The Phantom" ukazała się nakładem londyńskiej Senseless Records. Wydawnictwo zebrało pochwały w opiniotwórczych anglojęzycznych mediach, takich jak "The Fader" czy "XLR8R".
Lecą Ptaki
Na pełnoprawny debiut The Phantom trzeba było poczekać aż do 2014 roku, kiedy nakładem belgijskiego Silverback Recordings ukazało się "LP1". Ta dźwiękowa pocztówka z Warszawy, powstała jako owoc spacerów po stolicy, umocniła pozycję Kruczyńskiego jako jednego z najciekawszych polskich producentów drugiej dekady XXI wieku. W nowych utworach artysty recenzenci dopatrywali się ech zarówno niemieckich mistrzów kosmicznej elektroniki, eklektycznej twórczości Arthura Russella, jak i europejskiego house’u.
Na swoim następnym wydawnictwie The Phantom zaprezentował utwory surowsze, jakby rozebrane do pojedynczych bitów i fragmentów prostych melodii. Inspiracją dla płyty "LP2", na której Kruczyński wykonał krok w stronę abstrakcji, miała być brytyjska scena grime’owa. To płyta wymagająca więcej uwagi niż jej house’owa poprzedniczka, a o tę było trudno, bo w tym samym roku ukazał się "Przelot" – debiut duetu Ptaki. Głośny album zrealizowany przez Kruczyńskiego i Jaromira Kamińskiego pokazywał, jak wnikliwi słuchacze i sprawni producenci mogą tchnąć nowe życie w zakurzone polskie winyle.
Text
Około 2012 roku odezwałem się do kilku osób, które znałem z forów internetowych o muzyce i samplach. Pomysł wspólnego nagrania takiej płyty spodobał się Jaromirowi, który również mieszkał wtedy w Warszawie i nagrywał muzykę z sampli – to on wymyślił nazwę Ptaki. Jaromir i Zambon (współzałożyciel The Very Polish Cut-Outs) interesowali się wtedy sceną editów, słuchali takich twórców, jak m.in. DJ Cole Medina, Todd Terje, Quiet Village…
"Przelot" okazał się nie tylko popisem zręczności w przetwarzaniu cytatów z historii rodzimej piosenki, ale także przykładem pomysłowości w budowaniu z nich autorskich wypowiedzi. W wersji Ptaków "Mam tyle siły" Jolanty Arnal staje się nagle dubowym numerem godnym Kevina Martina, natomiast fraza z piosenki grupy Wawele zostaje w utworze "Za Daleki Sen" zapętlona w taki sposób, że przypomina wczesne dokonania guru instrumentalnego hip-hopu, Madliba. Jest też oczywiście "Krystyna" – utwór, od którego wszystko się zaczęło. Wydana trzy lata wcześniej odpowiedź na pytanie, jak mogłaby brzmieć kooperacja Krystyny Prońko z duetem Daft Punk, sprawiła, że "Przelot" stał się z miejsca jedną z najbardziej wyczekiwanych polskich płyt – nie tylko w kręgu muzyki klubowej.
I rzeczywiście, debiut Ptaków zebrał bardzo dobre recenzje w ogólnopolskiej prasie. "To lekka, leniwa, bardzo przyjemna muzyka o kolażowym charakterze, tworzona na światowym poziomie, a jednocześnie tęsknie, choć i nie bez dystansu spoglądająca w stronę Polski" – pisał o debiucie "Ptaków" na łamach "Polityki" Bartek Chaciński. Mimo pozytywnego odbioru duet postanowił jednak wkrótce zakończyć działalność.
Text
Od samego początku chcieliśmy nagrać wspólnie album, a gdy to się wydarzyło, nie czuliśmy potrzeby kontynuacji. Nasza znajomość zaczęła się też głównie od internetu i wspólnego hobby, ale poza tym nie spędzaliśmy wspólnie czasu. Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że obaj mamy inne charaktery i pomysły na siebie. Pod koniec istnienia Ptaków mieszkaliśmy też w różnych miastach. Część utworów na pierwszym albumie Pejzażu (ale też pierwszym albumie Jaromira) to były szkice, o których myśleliśmy w kontekście "Przelotu" Ptaków.
Nostalgia i minimalizm
Wspomniany Pejzaż, solowy projekt Kruczyńskiego, podąża ścieżką wytyczoną przez Ptaki. Pod tym aliasem artysta komponuje utwory, sięgając po sample, choć na każdej kolejnej płycie koncentruje się na innych gatunkach, założeniach. Najbardziej przekrojowy wydaje się "Ostatni Dzień Lata" (2018), który uruchamia podobne pokłady nostalgii, co film Tadeusza Konwickiego, z którym dzieli tytuł. Debiut "Pejzażu" zebrał jeszcze bardziej entuzjastyczne recenzje niż "Przelot", czego ukoronowaniem było pierwsze miejsce w dziennikarskim plebiscycie na płytę roku 2018 zorganizowanym przez portal Beehy.pe. W krótkiej notce Michał Klimko pisał, że spotkanie z albumem Kruczyńskiego jest jak natrafienie na pocztówkę z wyznaniem miłości w zakupionej w antykwariacie książce.
Jeszcze zanim ukazał się debiut Pejzażu, artysta wydał pierwszy album sygnowany swoim imieniem i nazwiskiem. "Baltic Beat", wydane w 2016 roku nakładem niemieckiej oficyny Growing Bin Records, ukazuje inne oblicze twórcy. Kompozytor sięga tu po nagrania terenowe, sample z internetowych bibliotek, ale także po gitarę, klawisze i automat perkusyjny. Efektem jego pracy są kompozycje rozciągnięte pomiędzy new age’em, balearic, ambientem i amerykańskim minimalizmem spod znaku Steve’a Reicha czy Terry’ego Rileya. Wiele z tych skojarzeń pozostaje aktualnych w kontekście "Baltic Beat II", przy czym aranżacje stają się bogatsze za sprawą zaproszonych przez kompozytora gości: Jagody Gawliczek, Marka Pędziwiatra i Marka Stuczyńskiego.
Nagrania z okolic ambientu, minimalizmu i delikatnej elektroniki wypełniają dwie kolejne płyty kompozytora wydane pod swoim nazwiskiem. "Selected Media 2016–2018" wypełniają ilustracyjne miniatury skomponowane na zamówienie TVP Kultura z myślą o programach ukazujących prace tuzów współczesnych sztuk wizualnych. Wydane w 2024 roku "Dreams & Whispers" to z kolei najbardziej ambientowa z propozycji artysty.
Smutne przeboje
Ważne miejsce w dyskografii Kruczyńskiego zajmują nagrania, które od 2016 roku publikuje pod pseudonimem Earth Trax. W przeciwieństwie do minimalistycznych, ambientowych płyt wydawanych pod nazwiskiem tutaj producent zabiera nas na parkiet. Kruczyński tworzy autorskie techno, elektro czy house, które jednak rzadko mają ekstatyczny charakter. Pisząc o wydanym w 2020 roku "LP1", Andrew Ryce zwracał uwagę na łamach "Resident Advisor", że jest to muzyka do "słodko-gorzkich chwil na parkiecie", a samego twórcę nazywał "mistrzem smutnego przeboju". Wydane w tym samym roku "LP2" było dziełem w pewnym sensie paradoksalnym: bardziej marzycielskim i bardziej tanecznym zarazem, zestawiającym ciepłe plamy klawiszy z niemal industrialnymi uderzeniami automatu perkusyjnego. Jego charakter dobrze oddawał podtytuł: "Ambient Dance". Być może paradoks wydawał się wówczas Kruczyńskiemu naturalnym stanem świata – mówimy w końcu o muzyce klubowej nagrywanej w czasie pandemicznych lockdownów.
Niełatwy do uchwycenia jest również charakter "Closer Now" – wydanej w 2023 roku czwartej płyty Earth Trax. Jej odbiór staje się łatwiejszy, gdy wiemy, że inspiracją dla artysty były tym razem strony B klubowych singli. Pytany o swoje ulubione b-side'y, producent zaczyna od numeru "The Trick", który towarzyszył singlowemu "Breathe" The Prodigy, po czym wymienia kolejne: "Acoustic Ambience" Beat Foundation (1995), "Zvona (Voda Mix)" (1995), "Eugina (Sargasso Sea)" (1996), ambientowy "Digitalo-Mix" DJ-a Sotofetta (2017).
Baza danych, na której operuje Kruczyński, zdaje się nie mieć końca. Nie wiadomo, czy jej kolejny folder zrodzi instrumentalna kompozycja, wyłowiony sampel, pozamuzyczny koncept. Natomiast z pewnością będzie ona niedługo wymagała ponownej aktualizacji.