W swoim oficjalnym dzienniku opisał wrażenia z Berlina Zachodniego, który poznał podczas rocznego stypendium. Wspominał o unoszącej się w powietrzu idylli, o niezamierzonej poprawności ujawniającej się "w kołnierzykach, krawatach, palcach, paznokciach, butach", a także o głębokiej moralności "w oczach, ale i w całym ciele, w sylwetce od kapelusza do butów". Jeszcze w Małoszycach atrybuty pańskości – kalosze, kurtka, szalik – "strącały go na dno upokorzenia". Ukradkiem i z podziwem spoglądał "na bose nogi i zgrzebne koszuliny" swoich podwładnych. W dorosłym życiu będzie dobierał kolor skarpetek w zależności od pogody – o ile zostanie mu więcej niż jedna para, bo w okresie argentyńskim nawet na ten element garderoby nie zawsze mógł sobie pozwolić ze względów finansowych.
Nieodłącznym atrybutem Gombrowicza był kapelusz noszony bez względu na porę roku. W mieszkaniu wieszał go na gipsowym popiersiu kobiety, w kawiarni odkładał na sąsiednie krzesło. Kochanek pisarza, Alejandro Rússovich, wyjaśni później, że kapelusz był dla Gombrowicza "znakiem społecznej rangi". Cenił elegancję, powtarzał, że gentleman "zawsze nosi rzeczy za duże", ale też artysta "nie powinien okazywać swoim ubiorem, że jest artystą". Najczęściej kupował odzież w Old England, a garderobę posiadał większą od żony. Nawet na łożu śmierci miał na sobie zieloną apaszkę.
Maszyna Remington
Nawiązawszy współpracę z Radiem Wolna Europa, Gombrowicz otrzymał półroczne stypendium opiewające na kwotę 100 dolarów miesięcznie. Za pieniądze kupił sobie m.in. maszynę Remington, na której pisał zawodowe i prywatne listy. Literackie dzieła najpierw otrzymywały postać rękopisu, dopiero później ewoluowały do formy maszynopisu. Nie uznawał długopisów, zawsze tylko wieczne pióro. Choć nie znosił rozmów o niczym, na temat tego narzędzia pracy uciął sobie pogawędkę z dość skrytym Sławomirem Mrożkiem. Po rozgłosie, jaki przyniósł mu "Trans-Atlantyk" – a przysporzył zarówno miłośników, jak i wrogów – wystukał na maszynie entuzjastyczne: "Gombrowicz! Ja, Gombrowicz! Ja, Gombrowicz!".
Lustro