Już na etapie produkcji film Doroty Kobieli i Hugh Welchmana budził uznanie. W trwającej 95 minut opowieści wykorzystano bowiem 65 tysięcy obrazów, przypominając dziesiątki znanych i mniej znanych obrazów Van Gogha. Spośród pięciu tysięcy zgłoszeń wybrano grupę 125 artystów, którzy kadr po kadrze malowali filmową historię holenderskiego artysty, zużywając w tym celu ponad trzy tysiące litrów farby.
Wszystkie te liczby robią wrażenie. A jednak lektura "Twojego Vincenta" pozostawia poczucie niedosytu i rozczarowania. Wszystko za sprawą scenariuszowych bolączek, na które cierpi polsko-brytyjski obraz. Opowieść o życiu i śmierci Van Gogha w "Vincencie" została ubrana w formę antykryminału, którego kolejne sekwencje potwierdzają niemożność dotarcia do prawdy o wielkim malarzu.
Jego bohaterem jest młody Armand Roulin (Douglas Booth), syn naczelnika poczty (Chris O'Dowd), który pewnego dnia otrzymuje od ojca niezwykłe zadanie. Ma zwrócić rodzinie nieżyjącego artysty list, który pozostawił po sobie autor "Gwiaździstej nocy". Armand rusza więc w podróż, która ma odmienić jego życie. Po drodze spotyka kolejnych świadków życia i śmierci Van Gogha (Robert Gularczyk), ale ich opowieści wzajemnie się wykluczają, a kolejne historie i anegdoty okazują się zmyśleniami.
Dorota Kobiela, Hugh Welchman i Jacek Dehnel, który jest współautorem scenariusza, równają do filmowych klasyków. W "Twoim Vincencie" słychać echa "Obywatela Kane'a" Wellesa i "Rashomona" Kurosawy, najwybitniejszych w historii kina opowieści o niemożliwości docieczenia prawdy i ludzkich tajemnicach. Niestety w zderzeniu z arcydziełami kina scenariusz "Twojego Vincenta" okazuje się słabym szkicem. Nie ma w nim dramaturgii, wyrazistej kompozycji i intrygi, która czyniłaby filmową historię bardziej frapującą, a bohatera – żywą postacią, a nie kolekcjonerem wiadomości.
"Twój Vincent" okazuje się przerośniętym filmem edukacyjnym, który lepiej niż w kinie sprawdziłby się w galerii. Owszem, dowiadujemy się z niego, kim był Van Gogh, gdzie mieszkał, jaka była jego relacja z bratem, jakich farb używał i gdzie je kupował, ale wszystkie te informacje podane zostają wprost, w przegadanych, nieco drewnianych dialogach. Historia śledztwa młodego Armanda pozostawia widza obojętnym, bo scenarzyści bardziej skupiają się na zekranizowaniu encyklopedycznego opisu o Van Goghu niż na udramatyzowaniu opowieści o Armandzie i spotkanych przez niego ludziach. W efekcie "Twój Vincent" okazuje się wyjątkowo pięknym brykiem z historii sztuki.