Agata Trzebuchowska i Dawid Ogrodnik w filmie "Ida" Pawła PawlikowskiegoAgata Trzebuchowska i Dawid Ogrodnik w filmie "Ida" Pawła Pawlikowskiego, fot. Gdynia Film Festiva

"Ida" to kino fundamentalnych pytań i ostrożnego poszukiwania odpowiedzi. Film, który okazał się największym przebojem tegorocznego festiwalu w Gdyni, łączy schematy kina drogi z mistyczną opowieścią o tożsamości i tajemnicy.

Ida (Agata Trzebuchowska) od najmłodszych lat wychowywała się w klasztorze, a dziś sama chce zostać siostrą miłosierdzia. Zanim złoży śluby, musi poznać swoją jedyną żyjącą krewną. Taki warunek stawia jej przełożona. Spotkanie z ciotką Wandą (Agata Kulesza), sędziną komunistycznego sądu, która w czasach stalinowskich prowadziła głośne polityczne procesy, jest zderzeniem osobowości. Cyniczna kobieta w średnim wieku i młoda naiwna dziewczyna siadają do stołu, a w czasie rozmowy Ida dowiaduje się, że jest Żydówką, której rodzice zostali zabici w czasie wojny. Ona sama ocalała dzięki pomocy miejscowego księdza i tak trafiła pod opiekę zakonnic. Aby rozwiązać rodzinną tajemnicę, obie kobiety postanawiają odnaleźć miejsce, gdzie pochowano ich najbliższych.

Pawlikowski o polskiej historii

Podczas festiwalu w Gdyni wielu mówiło o filmie Pawlikowskiego jako odpowiedzi na "Pokłosie" Władysława Pasikowskiego. Ale samo porównywanie ze sobą obu tych obrazów wydaje się niestosownością. O ile bowiem Pasikowski grubymi nićmi szył na ekranie publicystyczny thriller, o tyle Pawlikowski zupełnie odwraca proporcje.

Jego film nie jest o Holocauście, polskich winach wobec Żydów, czy stalinowskim terrorze, który naznaczył powojenną polską historię. Wszystkie te wątki, choć szalenie istotne, są jedynie tłem dla opowieści o spotkaniu dwóch skrajnie różnych osobowości, o wyborze własnej życiowej drogi i o tożsamości, która wciąż musi się weryfikować.

Pawlikowski nikogo nie rozlicza, ani nie rozdrapuje ran. Opowiada o młodej kobiecie, która musi zadać sobie pytanie, kim jest. Spotkanie z przystojnym saksofonistą (Dawid Ogrodnik mający w sobie coś z Jamesa Deana i Zbyszka Cybulskiego), uruchamia w niej lawinę wątpliwości: czy przed złożeniem ślubów powinna posmakować życia poza murami klasztoru, czy życie zakonne nie jest ucieczką przed szarą codziennością? Pawlikowski stawia te pytania bez zadęcia, jakby mimochodem. Nie ma w "Idzie" szafowania prawdami objawionymi ani scen zakrojonych na wywołanie mistycznych stanów. Powolny rytm  i długie, statyczne ujęcia stają się bowiem częścią wartkiego filmu drogi, w którym nie ma miejsca na nudę czy fabularne mielizny.

Świat w czerni i bieli

Gdy na spotkaniu z producentem Pawlikowski przyznał, że chciałby nakręcić tę historię w czerni i bieli, a dodatkowo postawić na od dekad nieużywany format 4:3, usłyszał od swojego rozmówcy: "Paweł, nie jesteś już studentem, nie wygłupiaj się!".

Ale wybór filmowej formy nie był wygłupem ani dziełem przypadku. Kamera Łukasza Żala, nagrodzonego w Gdyni za najlepsze zdjęcia, zawęża ekranową przestrzeń. Nie ma tu szerokich panoram, są zagęszczone kadry, w których każdy element ma znaczenie.

Po pierwszych pokazach "Idy" aktorzy pół-żartem przyznawali, że Pawlikowski reżyseruje nawet kurę pojawiającą się w trzecim planie. Tak daleko posunięty perfekcjonizm nie usztywnia jednak filmu, nie czyni go koturnowym. Przeciwnie - dopiero dzięki dopieszczeniu wszystkich najdrobniejszych detali na ekranie ożywa świat w pełni autentyczny. Jest w nim oddech i naturalność wynikająca nie z dezynwoltury, lecz absolutnego profesjonalizmu.

Agata Trzebuchowska w filmie "Ida" Pawła Pawlikowskiego, Agata Trzebuchowska w filmie "Ida" Pawła Pawlikowskiego, fot. Gdynia Film Festival

 

Próbkę talentu daje w "Idzie" Łukasz Żal, jeden z najzdolniejszych młodych operatorów naszego kina. Pierwotnie miał jedynie asystować Ryszardowi Lenczewskiemu, stałemu współpracownikowi Pawlikowskiego, ale w związku z jego chorobą, przejął cały projekt.

Na ekranie oddał hołd wielkim mistrzom kina. W "Idzie" swe ślady zostawił Jerzy Wójcik, wybitny operator "Popiołu i diamentu" i "Matki Joanny od Aniołów", ale ilość nawiązań, cytatów i wizualnych ukłonów stanowi sprawdzian dla erudycji widza. W "Idzie" odnaleźć można obrazy z "Do widzenia, do jutra" Morgensterna i filmów francuskiej Nowej Fali, filmów Bergmana, Bressona i Dreyera. Żal ożywia na ekranie atmosferę lat 60-tych, w czym pomagają mu popularne piosenki pięknie śpiewane przez Joannę Kulig (przy akompaniamencie saksofonu Dawida Ogrodnika).

Nagrodzona rola Agaty Kuleszy

Pawlikowski przez wiele miesięcy nie mógł znaleźć odtwórczyni tytułowej roli. Kiedy po jednym z castingów zrezygnowany wrócił do Paryża, zadzwoniła do niego Małgośka Szumowska z informacją, że w kawiarni naprzeciwko siedzi dziewczyna o ciekawej urodzie. Zdjęcie wykonane telefonem doprowadziło do tego, że reżyser spotkał się z Agatą Trzebuchowską, a wkrótce razem stanęli na planie filmu.

Ida w interpretacji Trzebuchowskiej ma w sobie ciekawość świata i wewnętrzny spokój pozwalający jej akceptować własne wybory i zrządzenia losu. W filmie Pawlikowskiego mówi niewiele. Nie tylko dlatego, że Pawlikowski buduje swą opowieść na obrazach i oszczędnie dozuje kwestie dialogowe, ale też dlatego, że film kradnie dla siebie inna aktorka – Agata Kulesza.

To ona wciela się w "Krwawą Wandę", stalinowską prokuratorkę dziś wyrzuconą na partyjny margines. Inspiracją do stworzenia tej postaci było spotkanie reżysera z Teresą Wolińską, stalinowską prokurator przez lata mieszkającą w Anglii. Kiedy się poznali, Wolińska wydała się reżyserowi czarującą, elegancką panią. Gdy jednak poznał jej historię, nie potrafił zrozumieć, jak to możliwe, by jeden człowiek miał dwie tak różne twarze.

Agata Kulesza i Agata Trzebuchowska w "Idzie" Pawła Pawlikowskiego, Agata Kulesza i Agata Trzebuchowska w "Idzie" Pawła Pawlikowskiego, fot. Gdynia Film Festival

 

Dualizm charakteryzuje też rolę Kuleszy: jej bohaterka jest cyniczna i zimna, a zarazem ludzka. Stopniowo zdejmuje maski, by ujawnić swe inne, wrażliwsze oblicze. Aktorski kunszt Kuleszy, która w pojedynczym spojrzeniu zaklina cały ból i tragizm swojej postaci, sprawia, że w cień schodzi dramat Idy. Nic więc dziwnego, że jurorzy tegorocznego Gdynia Film Festival właśnie Kuleszy przyznali nagrodę dla najlepszej aktorki.

Film Pawlikowskiego był największym zwycięzcą tegorocznego festiwalu w Gdyni, zgarniając Złote Lwy, a także nagrody za zdjęcia, pierwszoplanową rolę żeńską i scenografię. Reżyser "Lata miłości" stworzył bowiem film, jakiego od bardzo dawna nie było w polskim kinie - zbudowany na tajemnicy, szalenie intensywny i imponujący formalną perfekcją.

"Ida" trafi na ekrany polskich kin w ostatnim kwartale 2013 roku.

  • "Ida", Dania, Polska, Wielka Brytania, 2013, Scenariusz i reżyseria: Paweł Pawlikowski, zdjęcia: Łukasz Żal, Ryszard Lenczewski, scenografia: Katarzyna Sobańska, Marcel Sławiński, muzyka: Kristian Eidnes Andersen, montaż: Jarosław Kamiński. Występują: Agata Kulesza, Agata Trzebuchowska, Dawid Ogrodnik, Jerzy Trela, Joanna Kulig, Adam Szyszkowski.

Bartosz Staszczyszyn, 18.09.2013 r.