Akcję umiejscowił w podtarnowskim Gręboszowie. Cały dramat rozgrywa się na wiejskiej plebanii i w jej najbliższej okolicy. Upalne lato spowodowało dotkliwą suszę. Społeczności zagraża klęska głodu. W klęsce posuchy mieszkańcy zaczynają doszukiwać się działania sił transcendentnych. Miejscowy ksiądz przestrzega włościan, że susza może być boską karą za ich grzechy. Ci odpowiadają, że karą, owszem, może być, ale za jego uczynki. Tajemnicą poliszynela jest, że Ksiądz żyje w związku z Młodą, z którą ma dwójkę dzieci. W oczach wspólnoty traci moralny autorytet do bycia duchowym przewodnikiem. Sołtys mówi mu wprost:
Młoda, harda i charakterna, z początku nic nie robi sobie z ludzkiego gadania. Atmosfera we wsi robi się jednak coraz bardziej napięta. Swoje robi też ludowa wiara w magiczną moc słów, a na Młodą padają kolejne przekleństwa. Opacznie interpretuje zalecenia Pustelnika i podsłuchaną rozmowę Księdza z Matką o jego lęku przed ogniem piekielnym. Wnioskuje, że w rytualnej ofierze musi złożyć siebie i dzieci. Mieszkańcy dostrzegają kierujące się w stronę plebanii trzy synogarlice – dusze zmarłych powracają pod postacią ptaków jak w mickiewiczowskich "Dziadach".
Młoda powraca (żywa czy jako upiór – oto jest pytanie) do wioski dzierżąc płonący żagiew – chce zemścić się za krzywdę swoich dzieci podpalając zabudowania. Ginie ukamieniowana przez tłum. Na piersi rysuje się jej krwawy znak krzyża. Wtem, rozpętuje się straszliwa burza, pioruny zapalają strzechy chałup – jak gdyby autor chciał podkreślić, kto rzeczywiście odpowiada za śmierć niewinnych.
Galicyjska tragedia
Jako że "Klątwa" jest syntezą kilku form dramatycznych, komentatorzy twórczości Wyspiańskiego rozmaicie interpretowali ów utwór. Adam Grzymała-Siedlecki twierdził, że dramat jest rezultatem wątpliwości trapiących wówczas autora, czy każdy człowiek może posiadać potomstwo, nawet gdy z góry skazuje je na nieszczęście. Dopatrywano się podobieństwa utworu z "Pochwałą ciemnoty" Tołstoja, granego w czasie powstawania "Klątwy" w Krakowie, czy pesymistycznymi dramatami Maeterlincka. Za wpływ Przybyszewskiego postrzegano motyw "fatum, miażdżącego ludzi", pchającego ich ku rychłej katastrofie. Niektórzy widzieli w niej (jak Stanisław Pigoń) modernistyczny dramat obrzędowy, inni z kolei zapowiedź awangardowego teatru okrucieństwa.
Przede wszystkim jednak, w owym czasie tragedia antyczna była dla Wyspiańskiego najwyższą formą dramatyczną i głównym źródłem inspiracji. Wyspiański sięgał po starogreckie motywy w swoich wcześniejszych sztukach: "Meleagerze" i "Protesilasie i Laodamii". Zdaje się, że w "Klątwie" wyrażają się jego poszukiwania współczesnego materiału, który sprawdziłby się w formule greckiej tragedii przeznaczenia.
"Klątwa" to jednoaktówka, cała tragedia rozgrywa się w ciągu jednego dnia. Akcja jest dynamiczna, kolejne zdarzenia wynikają z drugich, nie ma miejsca na pauzy. To właśnie pokłosie fascynacji Wyspiańskiego tragedią antyczną i żelaznym rygorem zasady trzech jedności. "Dramatem jest dla mnie jedna chwila, jeden dzień, inaczej dramatu nie rozumiem" - pisał. W myśl arystotelesowskiej zasady budowy tragedii, postaci nie da się jednoznacznie zakwalifikować jako dobrych albo złych.

Scena ze spektaklu "Klątwa" Stanisława Wyspiańaskiego, Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie, 1958, fot. Edward Hartwig/Polona.pl
Stanisław Pigoń zwracał uwagę na podobieństwo "Klątwy" z "Edypem-królem" Sofoklesa i "Ifigenią" Eurypidesa. Jak w historii Edypa mamy tu skomplikowaną sieć win i kar. I grzech niedozwolonej miłości, który sprowadza nieszczęście na zbiorowość. Tak w Gręboszowie, jak i w greckiej Aulidzie społeczności dają się we znaki potężne żywioły, którym może zaradzić tylko ludzka ofiara. A także: "Tu i tam śmierć jest straszliwa – przyjęta została i spełniona przez samą ofiarę dobrowolnie i ochotnie" – pisał Pigoń.
Splatają się tu archetypiczne, pradawne wierzenia: srogi, starotestamentowy Bóg, greckie fatum, pogańskie rytuały oczyszczania ogniem, ludowa magia. Jak uznała Aniela Łempicka, badaczka twórczości Wyspiańskiego: "postacie sceniczne (…) łącza chłopski prymityw z antyczną wielkością i biblijną powagą".
Jak wiadomo z zapisów etnograficznych, na przełomie XIX i XX wieku nie było niczym niezwykłym trafić do tradycyjnej wspólnoty wiejskiej, która kultywuje obok katolicyzmu magiczne wierzenia sięgające jeszcze czasów pogańskich. Ów synkretyzm i jego skutki dla chłopskiej duchowości zajmowały wielu komentatorów. Wedle Boya-Żeleńskiego istotą utworu było: "(…) szaleństwo, jakie nawiedza duszę człowieka, skoro się w niej roztańczy wir dwóch wiar, dwóch religii" W podobnym tonie pisał Stefan Kołaczkowski interpretując "Klątwę" jako: "tragedię wsi polskiej (…) to, że w łonie psychiki ludu na tle nieprzewidzianych krzyżowań własnych przesądów i obcej mu, wyrosłej z innego podłoża, etyki katolickiej, rodzą się koszmary (…)".
Wyspiański wykazał się dużą znajomością tradycyjnych wierzeń chłopskich. Kluczową rolę odgrywa tu ludowa wiara w performatywną moc słów – rzucane przekleństwa wkrótce stają się faktem. Susza trwa już od jakiegoś czasu, lecz fatum nad Młodą i jej dziećmi zbiera się, gdy odmawiający pracy na księżym polu chłopi publicznie ją przeklinają. Ostatnie słowa Młodej przed śmiercią to "Bóg was siarczystym ogniem spali". Chwilę po tym zapalają się strzechy chat.
Lokalne legendy i kroniki kryminalne

Juliusz Łuszczewski (Pustelnik), Stefan Rydel (Ksiądz) w sztuce "Klątwa", 1957, Teatr Powszechny w Warszawie, fot. Edward Hartwig/NAC
Wyobraźnię czytelników i badaczy intrygował fakt, że Wyspiański umieścił akcję w konkretnej, znanej sobie miejscowości. Snuto wiele hipotez na temat. Tak przedstawiają się pokrótce wyniki tego literackiego śledztwa.
Wyspiański w Gręboszowie bawił wielokrotnie, z tamtych stron pochodziła też jego żona, Teofila Spytkówna. We wsi rzeczywiście miał wówczas miejsce konflikt między mieszkańcami a księdzem, a nawet dwoma duchownymi kolejno następującymi po sobie na gręboszowskiej parafii. Poza pomniejszymi sprawami, jak zatargi o miedzę, szło przede wszystkim o ingerowanie Kościoła w sprawy polityczne. Galicja przeżywała właśnie rozkwit ruchu ludowego. Ze strony włościan spór wiódł wójt Jakub Bojko, a jednym z argumentów, których używał w celu zdyskredytowania oponentów, było wytykanie księżych romansów.
Jeśli to była rzeczywista inspiracja Wyspiańskiego, to wyzuł on ją zupełnie ze współczesnego społeczno-politycznego tła. Najprawdopodobniej materiał do "Klątwy" czerpał z różnych podań, o czym świadczy legenda z pobliskiego Biecza, zapisana przez Witolda Fuska w 1938 roku. Jak możemy się przekonać, jest w niej uderzające podobieństwo do fabuły dramatu:
"Było raz w Bieczu, że pleban miał z gospodynią dwoje dzieci. Na św. Piotra, że to jest odpust i dużo się księży obcych zjeżdża, postanowiła się gospodyni wyspowiadać i spytać, czy może być zbawiona. Zdarzyło się tak cudownie, że poszła do spowiedzi do własnego plebana. Wzajemnie się nie poznali. Pleban na zadane pytanie (…) odpowiedział, rzuć dzieci do rozpalonego pieca i sama do niego wskocz, pod tym tylko warunkiem zbawienia dostąpisz. Gospodyni zaraz poszła na plebanię i tak jak jej radził, zrobiła. Po odpuście pleban idzie na plebanię i widzi na kominie trzy synogarlice. Dowiaduje się, co zaszło i wtedy przypomina sobie swoją penitentkę".
Franciszek Ziejka przytaczał i inne wydarzenia, co do których jest duże prawdopodobieństwo, że wpłynęły na treść "Klątwy". W 1889 roku Polskę nawiedziła wyjątkowo dotkliwa susza. Na dodatek lato było burzliwe – w samej Galicji spłonęło kilkadziesiąt wsi. Zrozpaczeni chłopi sięgali po wszelkie sposoby: od zwracania się o pomoc do Wiednia przez modlitwy o deszcz. A gdy te nie pomogły próbowano stosować stare praktyki magiczne. Odnotowano przypadki bezczeszczenia zwłok topielców, którzy, jak uznano, zabrali ze sobą deszcz do grobu. W innym miejscu znaleziono zwłoki kobiety spalonej na stosie. Padło podejrzenie, że była to zbrodnia rytualna. Wyspiański, będący wtedy studentem ASP, przebywał w tych stronach na plenerze malarskim. Wszystko więc wskazuje na to, że czerpał z każdej z tych historii po trochu. Jak pisał przytaczany wyżej Ziejka:
"Te ‘sygnały’ z rzeczywistości mogły stać się dla artysty punktem wyjścia do ukształtowania dramatu uniwersalnego, którego akcja rozgrywa się w "Gręboszowie", tzn. w każdej, nie tylko polskiej, wsi i którego bohaterowie przekraczają czas realny, działając zarówno "wczoraj" (…), jak i "dziś" (…) "Klątwa" jest dziełem uniwersalnym (…) dlatego, że przy jej budowie pisarz posłużył się "fragmentami" rzeczywistości, z którą się zetknął i którą poznał".
"Wyklęta Klątwa"

"Klątwa", reżyseria Piotr Tomaszuk, Teatr Wierszalin,fot. Agnieszka Sadowska/Agencja Gazeta
Przygotowania do inscenizacji "Klątwy" w Krakowie zaczęły się już w roku jej opublikowania, jednak jak stwierdził kuzyn Wyspiańskiego, Zenon Parvi: "tzw. wyższe sfery zamierzają poruszyć wszystkie możliwe i niemożliwe sposoby, aby dzieło to za żadną cenę nie dostało się na deski teatralne".
Zgody na przedstawienie odmówiła austriacka cenzura. W krakowskiej „Krytyce” znalazł się wówczas następujący komentarz:
"Kilka dni temu cenzura po raz drugi odmówiła zezwolenia na przedstawienie w teatrze krakowskim (…) "Klątwy" Stanisława Wyspiańskiego. Sklerykalizowanie naszego życia wyraża się dobitnie w tym przykładzie, który zakazuje wprowadzenia Księdza na scenę nawet Wyspiańskiemu, nawet w "Klątwie", tym przeczystym dziele sztuki, które chyba zwyrodniałej fantazji może nasunąć myśli, wybiegające poza zakres artyzmu i najdonioślejszych refleksji filozoficznych. Cenzura lwowska widzi w niej tylko – przedmiotową zbrodnię podlegającą Św. Inkwizycji!"
Dramat wystawiono najpierw w Łodzi (1909), a rok później w warszawskim Teatrze Wielkim. Tam, aby uniknąć obrazy "głębiej pojętych uczuć religijnych" (jak argumentował kierownik literacki teatru, Józef Kotarbiński), przeniesiono akcję do średniowiecza. Jak zapewniał "Klątwa" działa się w "nieokreślonej, ale dalekiej przeszłości, gdy jeszcze błąkały się wśród ludu resztki 'dawnej' wiary, którą tutaj reprezentuje pustelnik w habicie św. Franciszka, pielęgnującego w średnich wiekach mistyczny i naiwny kult dla tajemnic przyrody".
Cała sprawa zdała się na nic, prasa konserwatywna i katolicka i tak domagała się zdjęcia spektaklu z repertuaru. Aleksander Świętochowski poświęcił tej dyskusji dwa teksty: "Wyklęta Klątwa" i "Rozdział Kościoła i Teatru". W tym drugim zapisał: "Bojującego kleru żadna neutralność, żadna poprawność nie przejedna".
Kolejna burza wybuchła już w Polsce niepodległej, gdy władze kościelne znów sabotowały wystawienie "Klątwy" w krakowskim teatrze miejskim. W "Skamandrze" ukazywały się płomienne noty na ten temat, publikowano listy otwarte, protestowano na Zjeździe Literatów Polskich. Pod naciskiem opinii publicznej udało się doprowadzić wreszcie do premiery dramatu w rodzinnym mieście autora w 1921 roku.
W czasach socrealizmu "Klątwa" (jak i cała twórczość Wyspiańskiego w ogóle) też nie miała lekkiego życia, choć niechęć do niej wynikała z innych przesłanek. W 1952 roku wystawił ją w Warszawie Jan Świderski, lecz po dwóch spektaklach zdjęto ją z afisza:
"Klątwa" jest sztuką o zdecydowanie reakcyjnej ideologii, mimo pozorów antyklerykalizmu i pseudopostępowości. (…) Pod pozorem nawiązywania do antycznej tragedii greckiej i konfliktu między grzechem i powinnością otrzymujemy nieprawdziwy, zohydzający lud dramat, którego fikcyjne głębie nie mogą zasłonić wewnętrznej pustki i źle zamaskowanej reakcyjności – pisano w "Trybunie Ludu".
Po 1956 roku po "Klątwę" sięgali m.in. Konrad Swinarski, który połączył ją z "Sędziami" w jedną sztukę (1969), Piotr Tomaszuk z Teatrem Wierszalin (1994) czy Andrzej Wajda (1997). Paweł Łysak adaptował ją na słuchowisko dla Polskiego Radia. Ostatnio znów zrobiło się o niej głośno za sprawą spektaklu Olivera Frljicia w warszawskim Teatrze Powszechnym.