Wzorem autora "Hamleta" trzy stulecia później poszedł Stanisław Wyspiański. Jako twórca nowoczesnego dramatu (m.in. "Wesele", "Wyzwolenie") przeciwstawiał swoje rozumienie powinności teatru złym praktykom ówczesnych scen. Poeta, malarz i reformator teatru, uznawany jest obecnie za pierwszego polskiego inscenizatora.
W jego twórczości dramatycznej można dostrzec wyraźną fascynację teatrem od strony kulis. Wszelkie jego mechanizmy i tricki włączał w materię swoich sztuk. Bywał w garderobach artystów, choć niekiedy zdarzało się na odwrót: "Około świąt Bożego Narodzenia przeszedł do mnie Pan Kamiński i oświadczył, że chce grać Hamleta i że chce porozmawiać o »Hamlecie«".
Takim właśnie zdaniem rozpoczyna się obszerne omówienie szekspirowskiej tragedii. Przyczynił się do niego jeden z najwybitniejszych aktorów epoki Kazimierz Kamiński (roli Hamleta jednak nigdy nie zagrał). Wyspiański stanął na wysokości zadania – o tym, że jego odczytanie dramatu okazało się arcytrafne, przekonują głosy wielu ludzi teatru, m.in. Jacka Woszczerowicza, Konrada Swinarskiego, Jerzego Grotowskiego, Jerzego Grzegorzewskiego czy Jana Kotta.
Zdaniem Wyspiańskiego kwintesencja przemyśleń Szekspira zawiera się w mini wykładzie Hamleta dla aktorów przybywających na zamek. Nie są to tylko zalecenia czysto warsztatowe, kryje się w nich bowiem cała szekspirowska filozofia dochodzenia do scenicznej prawdy, rozumianej jako odrzucenie wszelkiej wykonawczej sztuczności, pozoru, fałszu. Zarówno w teatrze, jak i w życiu.
Szekspir w swoich sztukach nieustannie wykorzystywał zabieg teatru w teatrze. W "Hamlecie" jest on szczególnie widoczny w wystawianej przez przyjezdną trupę aktorów scenie "Zabójstwa Gonzagi", którą główny bohater określił mianem "Pułapki na myszy". Podczas jej odgrywania zaobserwował bowiem paniczną reakcję Klaudiusza, co potwierdziło jego przypuszczenia o winie stryja w podstępnym zabójstwie swego brata, prawowitego króla Hamleta seniora.
Wszystko to jest oczywiście zawarte w tekście sztuki Szekspira. To co tam zostało zapisane, nie zawsze jednak było równie czytelne w teatralnej interpretacji. Ówczesna praktyka – tak samo w epoce dramaturga ze Stratfordu, jak i w czasach Wyspiańskiego – wymagała wyrugowania ze sceny niedobrych manier i przyzwyczajeń wykonawczych.
"Hamlet" Stanisława Wyspiańskiego, okładka pierwszego wydania z 1905 roku
Przełom poprzednich wieków w świecie Zachodu przynosi spory ferment artystyczny, w tym wysyp rozmaitych koncepcji odrodzenia teatru. Dość powiedzieć, że w tym samym 1905 roku obok dzieła Wyspiańskiego ukazuje się "biblia" scenicznych rewolucjonistów, czyli "The Art of the Theatre" ("O sztuce teatru") Eduarda Gordona Craiga. Angielski reformator przyznał w niej teatrowi charakter sztuki odrębnej, autonomicznej, obwołując jego twórcą reżysera/inscenizatora – artystę teatru.
Autor rozprawy o "Hamlecie" wyszedł z innego założenia. Wyspiański uważał, że nawet najwspanialsze pomysły dramaturgiczne, reżyserskie czy scenograficzne nie stworzą właściwej formy prawdziwego teatru. Wszystko, co zdarza się na scenie, dzieje się przede wszystkim poprzez aktora i wobec niego: "Nie można żadnym strojem »Hamleta« zdobyć ani żadną dekoracją stylową, bo nie strojem i malowaniem, i dekoracją jest »Hamlet« do zdobycia – a l e u c z u c i e m".
Żeby zaistniał teatr potrzeba dwóch elementów: aktora i widza – reszta to dodatki. Wyspiański paradoksalnie, gdyż sam był malarzem, opowiedział się za teatrem prostym, wręcz ubogim, odartym z blichtru niepotrzebnych ozdobników, pozbawionym pozy i wykonawczego udawania – przemawiającym do widza szczerością artystycznego przeżycia. Jak na gust ówczesnych widzów, skądinąd w większości drobnomieszczańskich kołtunów, wymarzył sobie teatr zbyt awangardowy, praktykowany później przez aktorów zgrupowanych w eksperymentalnych "zakonach" bądź "sektach" scenicznych typu: Reduta Juliusza Osterwy czy Laboratorium Jerzego Grotowskiego, powołujących się na esej Wyspiańskiego w swoich założeniach programowych.
Pisząc o Szekspirze autor w swojej rozprawie "przemyca" własną wizję teatru, próbując wynieść aktorów "aż do poczucia i powołania, uświęcając zadanie ich i mianując je sztuką, SZTUKĄ". Tępił natomiast Wyspiański wszelkiego rodzaju aktorskie popisy, które zniesławiają jego powołanie, poniżają tak cel, jak i sztukę samą. Liczył na to, że doczeka czasów, gdy skończy się "największy zamach na artystę", kiedy to wywoływany po każdym akcie aktor giął się w ukłonach, przez co niszczył swoje dzieło, potwierdzając, że chwilę wcześniej tylko udawał, udawał…
Graj Hamleta, gdziekolwiek zachcesz w Polsce. Wszędzie twe słowa: krzywda, fałsz, kradzież, szelmostwo, będą szelmostwo, fałsz, krzywdę oznaczać! i wołać zemsty!
Chyba że nie widzisz: kto zbój i podlec, nikczemnik i rzezimieszek, który z wystawy ściągnął DIADEM i w kieszeń schował?
Może dostaniesz się na dwór Klaudiuszów?
Jego – Królewska – Mość – komedie – lubi.
Z tekstu eseistycznego "Hamleta" wynika, że zarówno przed Szekspirem, jak też później przed Wyspiańskim, teatr nie miał najmniejszych tajemnic. Abstrahując od niegdysiejszych błędów czy zaniechań w sztuce teatru, warto się zastanowić, w czym opublikowany w 1905 roku tekst może nam być pomocny dzisiaj. Przede wszystkim drobiazgowo odkrywcza analiza tekstu sztuki może nadal skutkować pogłębionymi odczytaniami scenicznymi szekspirowskiej tragedii.
Trudno sobie dziś wyobrazić reżysera, który przystępowałby do wystawienia "Hamleta" bez przestudiowania przemyśleń Wyspiańskiego. To samo dotyczy recenzentów wybierających się na przedstawienie, choć również widzów! Przeczytanie studium na pewno nikomu nie zaszkodzi, a może przynieść intelektualną korzyść.
W dzisiejszych czasach na wiele kwestii poruszanych w "Hamlecie" można mieć odmienne poglądy niż ich interpretator sprzed ponad wieku. Ale nawet wtedy, gdy się odrzuca jedną z koncepcji – np. że afektacja Laertesa grającego na cmentarzu rozpacz po stracie siostry stanowczo "pod publikę", rozsierdziła Hamleta, gdyż w tymże nieszczerym akcie zobaczył własne lustrzane odbicie – warto mieć świadomość, iż taką ideę ktoś już wcześniej podjął. I uzasadnił prawem wejrzenia wgłąb własnego wnętrza, do innego siebie – wcześniej nieodkrytej znikczemniałej strony każdej(?) ludzkiej natury.
"Laertes to nie jest kto inny, ino Hamlet sam ze starego teatru" – twierdzi Wyspiański, który pokusił się również o umotywowanie rozwoju akcji w "Hamlecie" z punktu widzenia krzywdy ojca (notabene obciążanie własnymi sprawami bogu ducha winnego syna wydaje się zresztą stanowczo nie fair). W każdym razie Szekspir dowodził, że zemsta – jakakolwiek by była: słuszna czy niesłuszna – musiała zakończyć się katastrofą. Z prostego powodu: "tylko własnych krzywd człowiek mścić może i umie".
Konsekwencje rodzicielskich czynów sprowadzają się do punktu, który Wyspiański ujął następująco: "Krzywda ojca to jest krzywda cudza". Dlatego też Hamlet "w mózgu Szekspira i w myślach Szekspira urasta ogromnie inteligencją i coraz wyżej i wyżej się wznosi do sądu nad światem, aż staje się rówien TEMU, co światem rządzi. I to jest jego: Śmierć i kres, i kres zarazem tych, których sądzi".
Historia księcia Hamleta została przez Stanisława Wyspiańskiego opisana tak, aby mogła stać się zarazem pouczającą lekcją dziejów o polskiej rzeczywistości z przełomu ubiegłych wieków. Podobnie jednak jak autor eseju odczytał swego czasu "Hamleta" Szekspira, tak i nam pozostaje możliwość interpretacji tropów przezeń zaproponowanych. W zgodzie z potrzebami dzisiejszego teatru, aby – parafrazując Jana Kotta – Szekspir był dla nas nieustannie współczesny.
Autor: Janusz R. Kowalczyk, luty 2019