W obliczu obecnych wydarzeń światowych, przypominających obłąkańczy pęd ludzkości ku autodestrukcji, sceptycyzm Lema co do przyszłości planety Ziemia wpisuje się na listę tych jego przepowiedni, które się, niestety, spełniają wprost na naszych oczach. Uczeni, wbrew pozorom, nie są aż tak naiwni, żeby samobójczo ulegać jakiejkolwiek presji (wyższej potrzeby, ochronności państwa etc.) niemniej, jak w swoich annałach ujął to Hogarth: "genialność jest nieustającym zwątpieniem – przede wszystkim", toteż "każdy z wielkich uginał się jednak pod presją ogółu". Problem tkwi natomiast jeszcze gdzie indziej: "Najłatwiej jest dla zachowania czystych rąk, metodą strusio-piłatową nie mieszać się do niczego, co – choćby w odległych konsekwencjach – zahacza o potęgowanie środków zagłady. Lecz to, czego nie chcemy robić, zawsze zrobią za nas inni".
Praca na zlecenie staje się zresztą niezwykle wygodna, ponieważ z uczonego de facto zdjęta została odpowiedzialność, choć w ten sposób "nauka staje się zakonem kapitulantów". Autor diarusza, mimo że bez entuzjazmu, przyjął na siebie obowiązki uczestnika zakrojonego na wielką skalę programu MAVO (skrót od Master’s Voice), polegającego na próbie przetłumaczenia na zrozumiały język dochodzącego z Kosmosu, regularnie powtarzającego się komunikatu, co mogłoby świadczyć o chęci nawiązania kontaktu przez odległą pozaziemską cywilizację.
Sygnał ten, o radiancie stosunkowo bardzo rozległym, gdyż pokrywającym cały obszar alfy Małego Psa oraz jego otoczenie w promieniu 1,5 stopnia, przekazuje informację o nieznanej treści i przeznaczeniu. Ponieważ nadmiarowość w kanale przesyłowym jest prawdopodobnie przyzerowa, sygnał przedstawia się jako szum. O tym, że ten szum jest sygnałem, świadczy to, iż co 416 godzin, 11 minut i 23 sekundy cała modulowana sekwencja powtarza się od początku z dokładnością co najmniej dorównującą rozdzielczości używanej na Ziemi aparatury.
Ambitne założenie rozpracowania owego przesłania od początku napotykało na rozmaite przeszkody, a po czasie przyczyniło się również do tarć między dwoma stronnictwami badaczy: humanistami a przyrodnikami; pierwszych zwano "Humami", drugich – "Fizami", forsujących swoje racje. Z założenia, że czego sami nie dokonamy, zrobią za nas inni, wynika zazwyczaj to, co ostatecznie przełoży się na sferę zbrojeń. Przy tym niepełne rozeznanie w kwestii co knuje strona przeciwna, zmusza do nas, naukowców, do coraz poważniejszych wysiłków w materii militarnego wyposażenia.
Tak się złożyło, że efektem eksperymentów z odczytaniem kodu gwiazdowego, zawartego w rozszyfrowywanym sygnale z Kosmosu, stało się wynalezienie takiego rodzaju broni (TREX, termin z ang. oznaczający "przenoszone eksplozje”), która może anihilować potężne cele – armie czy kraje – z wielkiej odległości. Tu już, nawet u takiego cynika, jak główny bohater, pojawiły się skrupuły natury moralnej, wyrażonej w zdaniu: "Rozwój technologii zakłóca równowagę naszego świata i nic nie uratuje nas, jeśli ze zrozumieniem tego stanu rzeczy nie wyciągniemy praktycznych wniosków".