Pierwotnie Has chciał powierzyć główną rolę w swoim filmie Zbigniewowi Wójcikowi, absolwentowi łódzkiej Szkoły Filmowej, który wówczas związany był z krakowskim Starym Teatrem. Aktor zmarł jednak, zanim ruszyły prace nad filmem. Reżyser stanął więc przed wyzwaniem znalezienia nowego Wordena. Urządzono zdjęcia próbne, a w ich trakcie reżyser wybrał do głównej roli André Claire’a-Trześniewskiego, francuskiego aktora o polskich korzeniach. Dla Hasa był on uosobieniem powieściowego bohatera – młody, smukły, z urodą filmowego awanturnika.
9 grudnia 1963 roku Trześniewski wygrał próbne zdjęcia, cztery miesiące później podpisał umowę na zagranie głównej roli w "Rękopisie…". Miał spędzić na planie 54 dni zdjęciowe, a żeby sprostać roli przeszedł szkolenie z jazdy konnej, szermierki, a nawet ćwiczenia z dykcji pod nadzorem Stanisława Igara. Claire-Trześniewski na koszt produkcji sprowadził do Polski swoją rodzinę, a nawet służącą, która zajmowała się wynajętą przez producentów willą aktora. Jednak bańka oczekiwań szybko pękła. Gdy ruszyły zdjęcia, okazało się, że francusko-polski aktor nie radził sobie z presją, jaką wytwarzała liczna ekipa filmowa i nie potrafił poprawnie zagrać nawet tych scen, które zagwarantowały mu sukces podczas zdjęć próbnych.
Po realizacji pięciu dni zdjęciowych Has podjął więc decyzję o zakończeniu współpracy z aktorem, który "nie posiadał kwalifikacji aktorskich, jakie stawia przed nim film". Claire-Trześniewski wystąpił o odszkodowanie, a przed komisją argumentował, że został źle potraktowany przez Hasa, kostiumy, które mu zaproponowano, były źle dobrane, a on sam nie otrzymał szansy pokazania swoich możliwości. Aktor otrzymał odszkodowanie, a Has musiał natychmiast znaleźć nowego odtwórcę roli Wordena. Uprosił wówczas Zbigniewa Cybulskiego, by ten przyjął rolę w trybie natychmiastowym, a Michał Ronikier wspominał, że "Has zgodził się na Zbyszka na zasadzie kontrastu. Skoro nie mógł zagrać młody, ze świetnymi warunkami fizycznymi, to niech van Worden będzie trochę za stary, trochę za gruby i trochę za ślepy". Decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę, bo Cybulski w "Rękopisie…" stworzył jedną ze swoich niezapomnianych kreacji.