Autorem tomu szkiców jest Rafał Dajbor, dziennikarz i aktor – od 2002 roku występuje na scenie Teatru Żydowskiego w Warszawie, grywa w filmach i serialach. Kieruje także Fundacją Drugi Plan, przywracającą pamięci dorobek twórczy artystów sceny, ekranu, estrady, radia, telewizji i dubbingu; zwłaszcza nieżyjących. To oni właśnie w filmach Stanisława Barei uwiarygodniali sceny rozgrywane wraz z aktorskimi tuzami – solistami pierwszego planu.
Bez doskonale zagranych epizodów trudno sobie wyobrazić fenomen nieustannego powodzenia swoistej trylogii filmowej: "Brunet wieczorową porą", "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz" i "Miś". Trzy sarkastyczne komedie dużego ekranu, na których autor zogniskował swoją uwagę, stanowią zarazem reżyserskie opus magnum Stanisława Barei (później kręcił tylko seriale "Alternatywy 4", "Zmiennicy"). Nikt równie dotkliwie nie demaskował w filmie absurdów rzeczywistości PRL-u.
Decydenci od kultury z lat PRL-u widzieli w Barei trzeciorzędnego reżysera nieważnych filmów. Dziś Bareja traktowany jest nierzadko jako niezłomny bojownik o wolność słowa. Oba te poglądy zupełnie nie oddają znaczenia twórczości Stanisława Barei w historii polskiego kina i polskiej kultury (oraz popkultury).
Rafał Dajbor przekonuje, że obok szyderczych wycieczek reżysera pod adresem niepopularnych posunięć rządzących, jego komedie równie bezwzględnie uderzają w wady rządzonych. "Bareja bezlitośnie drwił z PRL-u, ale przede wszystkim drwił z ludzkich i polskich przywar". Toteż diagnozy stawiane przez tego reżysera w czasach Polski Ludowej wydają się nam nadal niepokojąco aktualne.
Na okładce książki widzimy charakterystyczną scenę z "Misia", przypominającą jeden z najbardziej rozpoznawalnych epizodów komediowych polskiego kina. Zda się wręcz, że za chwilę niespodziewani przybysze (przypomnijmy, że byli to Krzysztof Kowalewski i Jerzy Bończak) z ust pełniącego honory domu osobnika (Ludwik Pak) usłyszą słowa szarmanckiej prezentacji:
Moja żona... Zofia!
Zgodnie z założeniem książki proporcje osób pokazanych na okładce układają się całkiem odwrotnie niż w filmie. Na pierwszym planie: epizodyści Ludwik Pak z partnerką Ewą Milde, na drugim: pierwszoplanowy aktor Stanisław Tym, w jednej ze swoich czołowych ról. Obok roli węglarza Palucha grał on również w "Misiu" główną postać Ryszarda Ochódzkiego, prezesa klubu sportowego Tęcza, a ponadto był wraz z reżyserem współscenarzystą filmu.
Każdy z królów epizodu miał u Barei własne wejścia z podobnie znaczącymi tekstami, wyznaczającymi charakter ich postaci. Starannie dobrane cytaty z list dialogowych z trzech wspomnianych filmów posłużyły autorowi jako tytuły kolejnych rozdziałów książki. Znakomicie identyfikuje to każdą z postaci z grającym ją aktorem.
- I tak: "A jak chamstwo grzecznie nie rozumi..." było kwestią Krzysztofa Świętochowskiego;
- "Ja już widzę białe samochody" – Jerzego Karaszkiewicza;
- "Idę na taras, wracam zaraz" – Józefa Nalberczaka,
- "I zdanżam na czas" – Mariusza Gorczyńskiego,
- "Tam stoi kolumna, Zygmunta, Trzeciego..." – Wojciecha Zagórskiego,
- "Jak jest zima, to musi być zimno" – Andrzeja Stockingera,
- "A gdyby tu było przedszkole w przyszłości" – Eugeniusza Robaczewskiego.
O skali talentu jednego z nich, Jerzego Karaszkiewicza, można mówić w wymiarze aktorskim, jak i literackim. Swoje felietony, zebrane w tomie "Pogromca łupieżu”, opatrzył samokrytyczną notką.
Mam wielki talent aktorski. I to jest jedna zaleta mojej osobowości. Drugą jest skromność. I ta skromność kazała mi zawsze grać tak, by nikt mojego talentu nie zauważył. Można więc powiedzieć, że osiągnąłem sukces. W teatrze zawsze byłem bardzo lubiany. Ci niezdolni przepadali za mną, bo nawet od nich byłem gorszy. Ci zdolni też czuli do mnie sympatię. Chwalili mnie po każdej premierze, bo widać było, że się starałem.
Poza wymienionymi wykonawcami, często obecnymi w filmach Stanisława Barei, o kilku innych, rzadziej przezeń angażowanych, przeczytamy w posłowiu książki Dajbora, zatytułowanym "Pan tu nie stał". Wszyscy oni, podobnie jak wspomniani koledzy z planu, mają przypisane sobie znamienne kwestie, ułatwiające ich rozpoznanie. Toteż sceny, w których występowali, stają przed oczami jak żywe.
- Po kolei: "Od Zygmunta ukłony..." wypowiedział Józef Osławski;
- "Oczekujemy nieoczekiwanej kontroli" – Stanisław Gawlik;
- "Jak pan masz chęć, to sobie te 125 weź i wkręć" – Stanisław Masłowski;
- "Pruski, Pruski..." – Edward Rauch;
- "Dziś w Warszawie narodziła się nowa, świecka tradycja" – Tadeusz Somogi;
- "Tradycją nazwać niczego nie możesz" – Stefan Śródka.
Trudno nie pamiętać tych cytatów i wypowiadających je wykonawców. Byli wśród nich wspaniale zapowiadający się absolwenci szkół teatralnych, jak też równie utalentowani młodzi entuzjaści teatru, wywodzący się z ruchu studenckiego (na czele z STS-em, Hybrydami i Bim-Bomem), czyli aktorzy z dyplomami uzyskanymi dzięki pracy na scenie i zdanym egzaminom eksternistycznym. Zdarzali się też amatorzy z charyzmą, jak choćby Zbigniew Bartosiewicz – Wesoły Romek z "Misia".
W książce Rafała Dajbora nie ma śladu epatowania sensacją, choć autor nie ukrywa smutnych prawd o swoich bohaterach. Jak to w artystycznym świecie bywa, nie każdy z portretowanych wytrzymał presję sławy. Część z nich popadło w uzależnienie od alkoholu, w jednym przypadku – od hazardu.
Ale po pierwsze: nie dotyczy to wszystkich. Po drugie: niektórym pozostałym udało się wyjść na prostą. A po trzecie – na tzw. twarz aktor musi sobie zapracować… i tyle.
Oczywiście opowieść o artystach nie może się obejść bez anegdot. Jedną z nich, zasłyszaną od aktora Zdzisława Szymborskiego (milicjant zatrzymujący furę w "Misiu") i drugiego reżysera wielu filmów, autor przytacza w książce. W serialu "Przygody psa Cywila" Mariusz Gorczyński grał strażnika więziennego, a Krzysztof Świętochowski – więźnia. Kręcono m.in. w warszawskim więzieniu przy Rakowieckiej. W przerwie zdjęć panowie udali się do pobliskiej knajpki.
Obaj weszli – Gorczyński w mundurze strażnika, Świętochowski w więziennym stroju. [...] "Siadać" – zakomenderował Mariusz. Usiedli. Zamawiał "więzień". Wypili po wódeczce, zakąsili [...] "Wystarczy? – zapytał Mariusz tonem strażnika. – To wstać. Idziemy" – zakomenderował. Cała ta knajpka wyleciała na ulicę odprowadzić ich wzrokiem, jak szli Rakowiecką, by faktycznie, ku ostatecznemu zdumieniu "widowni", skręcić w bramę więzienia.
Koncept rodem z Barei. Nic tedy dziwnego, że usposobieni do surrealistycznych żartów aktorzy dobrze odnajdywali się u niego na planie. Reżyserem serialu o dzielnym milicyjnym owczarku Cywilu był Krzysztof Szmagier, który w tym odcinku ("Zbiegowie") do roli przestępcy zaangażował także Stanisława Tyma.
Jak widać, książka Rafała Dajbora przynosi znacznie więcej niż zapowiada tytuł. Lektura tomu to czysta przyjemność. Podobna jak przy oglądaniu filmów Stanisława Barei, do czego, moim zdaniem, nikogo nie potrzeba namawiać.
Rafał Dajbor
"Jak u Barei, czyli kto to powiedział"
Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2019
oprawa: twarda
wymiary: 142 x 205 mm
liczba stron: 336
ISBN: 978-83-66232-24-2
Autor: Janusz R. Kowalczyk, sierpień 2019