Napisany i wyreżyserowany przez Jessego Eisenberga "Prawdziwy ból" to opowieść o rodzinnej przeszłości, traumie i pamięci dziedziczonej przez kolejne pokolenia. Krajobraz współczesnej Polski, na którego tle rozgrywa się akcja filmu, jest natomiast krajobrazem pochodzącym z głowy turysty; turysty ciekawskiego, rzetelnego – wolnym od uprzedzeń, a pełnym ciepła.
Przyjechała grupa turystów do Polski i błaznuje pod Pomnikiem Powstania Warszawskiego. Jeden udaje, że jest ranny, drugi ciska granatami, zgłasza się sanitariuszka. Pstryk, błyska flesz. Kolejna pamiątkowa fotka z wyjazdu. Dalej wycieczka zatrzymuje się pod Pomnikiem Bohaterów Getta na warszawskim Muranowie. Przewodnik przestrzega: będzie to podróż śladami "bólu". Wycieczka wygląda tak: najpierw stolica, kolejny przystanek to między innymi Lublin i obóz zagłady na Majdanku. Wśród turystów są David (Jesse Eisenerg) i Benji (nagrodzony za tę rolę Złotym Globem Kieran Culkin), kuzyni, nowojorczycy z żydowskimi korzeniami. Do Polski przyjechali po śmierci babci Dory, która przeżyła Holokaust. "Gdyby nie wojna, pewnie byśmy tu teraz żyli. W świecie równoległym jesteśmy Polakami, mamy długie brody i nie możemy podać kobiecie ręki" – zauważa Benji.
Jesse Eisenberg wraca tym filmem do swoich korzeni; do pewnego stopnia splata się on bowiem z jego własnym życiorysem. Rodzina aktora i reżysera – jak on sam podkreśla –dłużej mieszkała w okolicach Lublina niż w nowojorskim Queens, gdzie Eisenberg przyszedł na świat. Z Krasnegostawu pochodziła Doris, ciotka jego ojca, która stała się pierwowzorem postaci babci Dory. Chcąc zobaczyć, skąd pochodzą jego krewni, Eisenberg po raz pierwszy odwiedził Polskę w 2017 roku.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
“Prawdziwy ból”, reż. Jesse Eisenberg, fot. Disney
Obrazek
prawdziwy_bol_fot_disney_1236411_1.13.jpg
Ostatecznie do napisania scenariusza skłoniła reżysera reklama, która wyświetliła mu się na jednym z portali internetowych. Była to oferta wycieczki do Auschwitz z lunchem wliczonym w cenę. Eisenberg potraktował reklamowy slogan jako swoistą kwintesencję materialistycznego, zachodniego społeczeństwa oddanego konsumpcji i gotowego zmienić w przemysł i atrakcję każde, nawet graniczne doświadczenie. "Bezproblemowy odbiór i dowóz sprawiają, że wizyta w Auschwitz-Birkenau nie wymaga wysiłku". "Ciesz się wygodą szybkiego wjazdu i klimatyzowanych transferów do hoteli, dzięki czemu zwiedzanie będzie bezproblemowe i wygodne". "Auschwitz? Z centrum miasta? Z powrotnym biletem? Tak, to możliwe!". To tylko przykłady ofert "turystyki Zagłady", jakie można znaleźć w sieci.
Niby bohaterowie Eisenberga podróżują śladami Holokaustu po Polsce, niby w wizyty w takich miejscach pamięci, jak Majdanek, wpisany jest ogrom cierpienia, ale formuła zwiedzania uwiera i krępuje; powstrzymuje od zadumy i pełnego skupienia. "Naprawdę nikt z was nie zauważa w tym ironii? Dlaczego jedziemy tam pierwszą klasą? Osiemdziesiąt lat temu jechalibyśmy bydlęcymi wagonami, stłoczeni jak zwierzęta!" – pyta w pewnym momencie Benji swoich współtowarzyszy, kiedy zbliżają się do Lublina. On jako jedyny czuje moralny dyskomfort z tym związany. Luksusowe hotele, wymyślne śniadania, transfery z miejsca miejsce uniemożliwiają mu dotarcie do prawdy i rodzinnych korzeni; odgradzają go od tytułowego "prawdziwego bólu". Doświadczenie babci i innych Ocalałych z Zagłady dla Benjiego jest obrazem umieszczonym za szybą – widzi je, ale jest ono odległe, dwuwymiarowe. Ten poznawczy dysonans nie daje mu spokoju.
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
W tym sensie jest "Prawdziwy ból" filmem o traumie i jej międzypokoleniowej transmisji. Tragedia Benjiego i Davida, jako potomków Ocalałych z Holokaustu, polega na tym, że nie są w stanie – jak żadne z nas – zrozumieć Auschwitz czy Majdanka. Sama idea i podjęta przez bohaterów próba zbliżenia się do tego doświadczenia jest zupełnie chybiona i od początku skazana na porażkę. Jednocześnie Eisenberg stawia w tym miejscu pytanie w moim przekonaniu najważniejsze: czy mamy prawo mówić głośno o swoim bólu, mając w tyle głowy "prawdziwy ból" osób, które cudem uniknęły śmierci w obozie zagłady? A z drugiej strony: czy cierpienia ludzi z różnym bagażem powinny podlegać ocenie; hierarchii na lepsze i gorsze, wyższe i niższe? Czy można je ze sobą porównywać? I wreszcie – w jakim sensie cudzy ból staje się częścią naszej osobistej opowieści?
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
“Prawdziwy ból”, reż. Jesse Eisenberg, fot. Disney
Obrazek
prawdziwy_bol_fot_disney_1236414_1.13.jpg
Kolejne pokolenie (odbijające się w postawie i oczach Benjiego) jest obarczone poczuciem winy z powodu własnej uprzywilejowanej pozycji. Grany przez Kierana Culkina bohater ma podskórne poczucie, że powinien być wdzięczny za to, że jest, że żyje; za dobrobyt, który nie był dany innym. Może właśnie dlatego nie potrafi nazwać po imieniu tego, co go dręczy. Swój prywatny ból obraca w żart i ironię; próbuje zbyć go ciągłą, powierzchowną paplaniną.
Film Eisenberga nie jest jednak filmem stricte o Zagładzie. Jest opowieścią o relacji dwóch kuzynów, o dwóch modelach postaw, przy czym są to modele skrajne. Jednym z nich jest nieustanny ruch i bałagan zalegający w głowie Benjiego. Model drugi to mała stabilizacja Davida. Pierwszy z nich jest nieporównywalnie bardziej donośny i ekspresyjny; swoją wylewnością skupia uwagę wszystkich. Drugi jest tym bardziej wycofanym i neurotycznym; w typie osoby z OCD. Benji ma pretensje do Davida, że ten żyje poukładanym życiem męża i ojca, a nie jest już tym samym spontanicznym, płaczącym z byle powodu nastolatkiem, którego znał kiedyś. "Tak, to było okropne. Kto chciałby płakać nad wszystkim?" – pyta David. Czy to oznacza, że w przeciwieństwie do Benjiego dorósł? A może stracił kontakt z własnymi emocjami? To ostatnie zdanie jest jednym z kluczy do "Prawdziwego bólu".
Wśród osób skłaniających się ku symbolicznemu odczytaniu filmu pojawiają się głosy, że Benji nie jest w ogóle prawdziwą postacią – zrodził się w głowie Davida, jest w całości wytworem wyobraźni; jego sobowtórem i drugim obliczem, tym bardziej atrakcyjnym. Eisenberg nie wspomina w wywiadach o takim odczytaniu, ale możemy snuć domysły. Są też tezy znacznie bardziej nieoczekiwane i wybujałe – mówią o tym, że Benji miałby być dybukiem, który nie może zaznać spokoju; przypomina uczestnikom wycieczki o poszanowaniu przeszłości i tradycji. Domaga się pamięci i szacunku wobec ofiary przodków.
David podczas podróży po Polsce twardo stąpa po ziemi – nie próbuje ukoić sumienia, zaspokoić żadnych oczekiwań czy wyobrażeń. Podczas gdy Benji chce przeżyć coś więcej, inaczej, intensywniej, on nie ma większych złudzeń. Kiedy w finale kuzyni docierają do domu, w którym przed wojną mieszkała ich babcia, nie następuje żadne katharsis. Nic się nie wydarza, nic się nie zmienia. W dawnym domu babci mieszka już ktoś inny; życie toczy się dalej.
Eisenberg wielokrotnie powtarzał, że "Prawdziwy ból" jest listem miłosnym do Polski. Owo wyznanie miłości jest nieco na wyrost: cały ten pejzaż polskich miast – zarówno miejsc współczesnych, jaki i tych uwikłanych w historię – wydaje się dodany, pretekstowy, a przy tym potraktowany zupełnie neutralnie. Eisenberga Polska ani specjalnie nie zachwyca, ani go nie dziwi. Nie wystawia jej laurki, nie robi z niej egzotycznego świata z innej galaktyki. Polskę z filmu Eisenberga cechuje po prostu obecność przeszłości w teraźniejszości – nowe drapacze chmur poprzetykane są osiedlami z wielkiej płyty, barami mlecznymi i ruinami; te ostatnie są konsekwencją wojny, ale i ściśle przynależą do żydowskiej przeszłości miasta.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Pomnik Walki i Męczeństwa na Majdanku (Lublin), fot. Sławomir Olzacki/Forum
Obrazek
pomnik_walki_majdanek-forum.jpg
Lublin jest tu szczególnym przykładem miejsca istniejącego w dwóch równoległych wymiarach: "tu i teraz" oraz "tam i wtedy". Dziś po czasach, gdy miasto było dla Żydów jednym z głównych przedwojennych ośrodków, nie ma już śladu. Podzamcze – dawna dzielnica żydowska – jest wyrwą w krajobrazie. Eisenbergowi udaje się między wierszami uchwycić to wrażenie pustki i stan nieobecności. W pewnym momencie akcję przenosi poza centrum – na Majdanek. Jest to najmocniejsza w filmie scena, najbardziej stonowana i powściągliwa, bezdźwięczna w zasadzie. Benji przygląda się butom więźniów ściśniętym w ogromnych gablotach. Znamienne, że kilka scen wcześniej Benji dokuczał Davidowi, porównując jego stopy do stóp babci. W jednej chwili orientuje się, że jeden z tych butów mógł należeć do niej.
Ostatnie ujęcie "Prawdziwego bólu", tworzące klamrę z otwarciem filmu, też jest bezgłośne, wyciszone, w zasadzie nie ma w nim słów. Kontrast pomiędzy miejscem, czyli halą przylotów, gdzie widać tłumy podróżnych i kolejki do bramek, a spokojem malującym się na twarzy Benjiego rodzi ciekawe napięcie. W ciszy dzieje się mnóstwo, samo w sobie lotnisko jest też ciekawą, metaforyczną przestrzenią – nie-miejscem, czymś "pomiędzy", momentem przejściowym, rodzajem próżni. Benji tkwi w stanie takiego zawieszenia od początku filmu – ani tu (czyli w teraźniejszości), ani tam (czyli w przeszłości, czy może bardziej pamięci o przeszłości); pomiędzy życiem i śmiercią.
"Prawdziwy ból". Scenariusz i reżyseria: Jesse Eisenberg. Zdjęcia: Michał Dymek. Montaż: Robert Nassau. Scenografia: Mela Melak. Kostiumy: Małgorzata Fudala. Muzyka: Erick Eiser. Występują: Jesse Eisenberg, Kieran Culkin, Will Sharpe. Polska premiera: 8 listopada 2024.