Dla osób znających Warszawę rzeźby czterech stalowych postaci u stóp skarpy wiślanej są znanym widokiem. Mimo że wychowywałam się w stolicy i często je mijałam, było dla mnie dużym zaskoczeniem, kiedy dowiedziałam się, że ich autorką jest Magdalena Abakanowicz – światowej sławy artystka, której dzieła zamknięte są we wnętrzach słynnych muzeów, takich jak MoMA w Nowym Jorku czy Tate Modern w Londynie. Te rzeźby dostępne są jednak bez biletów wstępu.
Przy zjeździe w dół ulicy Romana Sanguszki, prowadzącej z Nowego Miasta w stronę Wisły w Warszawie, po lewej stronie można dostrzec cztery metalowe figury. Postawione w Parku Romualda Traugutta są lepiej widoczne dla uczestników ruchu samochodowego niż pieszego. To instalacja Rozdroże 2010, otwarta 13 listopada 2010 roku, pierwsza stała rzeźba Magdaleny Abakanowicz w przestrzeni publicznej Warszawy. Niektóre źródła podają, że ów projekt powstał w ramach starań stolicy o uzyskanie tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016 – większą atrakcją jest jednak sąsiedzki Multimedialny Park Fontann, który co weekend zbiera tłumy i odciąga uwagę mieszkańców stolicy od wykonanych ze spawanych kawałków blachy postaci, które gubią się w hałasie i harmidrze wielopasmowej Wisłostrady.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Magdalena Abakanowicz i jej rzeźby, fot. Włodzimierz Wasyluk
Obrazek
Magdalena Abakanowicz i jej rzeźby, fot. Włodzimierz Wasyluk
Uważny czytelnik może zauważyć, że tytuł pracy − Rozdroże 2010 − nie zgadza się wcale z umiejscowieniem rzeźby. Dla Warszawiaków Rozdroże to plac w Śródmieściu, również znajdujący się na osi skarpy warszawskiej − a dokładnie na jej szczycie − ale prawie pięć kilometrów na północ. Na stronie puszka.pl, wirtualnej bazie danych stanowiącej archiwum street artu, sztuki publicznej i graffiti, możemy przeczytać, że pierwotny plan zakładał umiejscowienie rzeźb właśnie na Placu na Rozdrożu − stąd tytuł – jednak ze względów technicznych umieszczenie tam instalacji nie było możliwe. Jedną z kwestii była niebagatelna waga figur, która mogła grozić zawaleniem się wiaduktu nad Trasą Łazienkowską przebiegającą bezpośrednio poniżej. Rozdroże-rzeźba stanęło więc na skwerze w Parku Traugutta.
Każdy ze stalowych gigantów waży około 400 kilogramów, a ich zespół – ponad półtorej tony. Mierzą prawie trzy metry, każdy stoi na dwóch nogach, ma dwie ręce oraz głowę i jest uchwycony w rozkroku. Rzeźby nie są płaskie; można je wpisać w figurę geometryczną ostrosłupa o podstawie podłużnego prostokąta. Nogi postaci bezpośrednio wyrastają z ziemi i stanowią solidną podstawę o szerokości około 40 centymetrów. Ten wymiar zmniejsza się proporcjonalnie ku górze − głowy tych tajemniczych totemów są już prawie że płaskie. Wszystkie cztery uchwycone w odrobinę innej pozie i mimo spójnego stylu rzeźb każda ma swój charakter.
Pierwsza figura po lewej przypomina pterodaktyla z gadzio-ptasim profilem i z ręką niczym ostro zakończone skrzydło. Druga figura jest najbliższa postaci ludzkiej, a jej twarz w kształcie półksiężyca zwrócona jest w stronę rzeki. Trzecia wygląda trochę jak zakapturzony duch, który unosi ręce do góry. Ostatnia, o dwóch malutkich uszach, sprawia, że myślę o hipopotamiej paszczy. Stalowe kolosy stoją w jednej linii, zastygłe jakby w tańcu lub nieznanym rytuale. Ich totemiczne, dumne kształty składają się z blaszanego patchworku: nieregularne metalowe elementy zostały zespawane wyraźnym szwem. Antropomorficzne postaci pozbawione są detali; ręce nie mają dłoni, nogi − stóp, a ich twarze to jedynie profil. Pozszywane ciała, które jak potwór Frankensteina czekają, by wrócić do życia. U stóp rzeźby stoi kamienna tabliczka, gdzie lekko wypukłe litery przedstawiają autorkę, tytuł pracy oraz datę jej powstania: Magdalena Abakanowicz, Rozdroże, 2010.
Dla tego okresu twórczości Magdaleny Abakanowicz − wczesnych lat dwutysięcznych − Rozdroże 2010, jako rzeźba z metalu w przestrzeni miejskiej, jest jak najbardziej charakterystyczne pod względem formalnym. Śledząc historię używanych przez artystkę materiałów, lata 60. to czas tkaniny: sizalu, konopi, lnu, wełny i włosia. Od lat 70. miękkie zostaje utwardzane żywicą, a następnie „nowe” − „używanym”; w latach 80. w pracowni rzeźbiarki zaczęto używać elementów ready-made o ogromnej skali: starych plandek i portowych lin. To też czas, kiedy spod rąk Abakanowicz po raz pierwszy wyszły rzeźby z drewna i kamienia. Dopiero na przełomie kolejnego dziesięciolecia pojawił się metal − brąz, a w następnych latach również żelazo i stal nierdzewna. W dwóch ostatnich dekadach swojego życia (czyli dwóch pierwszych XXI wieku) artystka zaczęła regularnie tworzyć rzeźby w przestrzeni miejskiej. Agora, 106 żelaznych humanoidalnych odlewów o skórze jak kora drzew, to jej ostatnia praca, powstała w 2006 roku. Artystka zmarła 11 lat później.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Uczestnicy uroczystego odsłonięcia, fot. Włodzimierz Wasyluk
Obrazek
Uczestnicy uroczystego odsłonięcia, fot. Włodzimierz Wasyluk
Formalną „matką” warszawskiego projektu Rozdroże 2010 jest cykl pod tytułem Rycerze króla Artura powstały między 2005 a 2007 rokiem. Po raz pierwszy rzeźby pokazano w 2008 roku, w Palacio de Cristal, dziewiętnastowiecznym „szklanym pałacu” w Madrycie. Liczący jedenaście stalowych postaci „dwór” został wyeksponowany w komplecie. Dotychczas pokazywano go także we Wrocławiu: w Muzeum Narodowym w 2013 roku oraz w Muzeum Sztuki Współczesnej w 2019 roku, oraz na wystawie Obecność, Istota, Tożsamość – Wystawa Magdaleny Abakanowicz w Centrum Nauki i Sztuki Stara Kopalnia w Wałbrzychu w 2018 roku. Obecnie cykl ten znajduje się w dzierżawie właśnie we wrocławskim Muzeum Narodowym. Cztery figury pokazane w mieście stołecznym różnią się nieznacznie wymiarami: są odrobinę mniejsze od Rycerzy. Mimo iż Rozdroże 2010 jest odwzorowaniem czterech rzeźb, traktuje się je jako osobne dzieło należące do cyklu.
Legenda króla Artura, mitycznego celtyckiego władcy Brytów, panującego na przełomie V oraz VI wieku, opowiada o zakonie rycerskim skupionym wokół królewskiego tronu. Misją rycerzy było poszukiwanie zaginionego świętego Graala. W Warszawie stoją przedstawienia: Parsifala, Lancelota, Galahada oraz Wizarda. Pierwszy z nich był rycerskim wzorem odwagi, drugi – przeciwnie. Przez odwzajemnioną miłość do żony króla, Ginewry, Lancelot doprowadził do upadku króla Artura. W legendzie rycerz ten był ojcem trzeciego przedstawionego przez Abakanowicz wojownika: Galahada. Jako najczystszy spośród zakonu zdobył świętego Graala i zrehabilitował imię ojca. Wizard nie figuruje jako konkretna postać w legendzie. Jego obecność w cyklu interpretuje się jako archetyp czarodzieja − w historii o królu Arturze był to Merlin. Mimo że figury noszą imiona z legend, bynajmniej nie przypominają swoim wyglądem średniowiecznych rycerzy ani też nie budują iluzji charakterystycznych dla wojowników zachowań. Żaden nie ma broni, zaś zbroją jest jedynie materia ich lśniących w słońcu ciał.
Rycerze króla Artura to temat nietypowy dla twórczości artystki. W swojej późnej twórczości Abakanowicz oddała się bowiem w pełni tematom humanistycznym: kontemplacjom ludzkiej egzystencji, kondycji oraz miejsca, jakie człowiek zajmuje w naturze. Rzeźbiarka nie odnosiła się do konkretnych tekstów kultury ani historii. Zdecydowana większość jej rzeźb nie przedstawia indywiduów, a raczej „tłumy”, zbiory obiektów lub figur pozbawionych cech osobistych. Jednak Rozdroże nie nosi nazwy cyklu, z którego pochodzi i sensu nabiera w interpretacji oddalonej od legendy o rycerzach. Wtedy też w rzeźbie można dostrzec elementy charakterystyczne dla stylu Abakanowicz.
Tytuł Rozdroże 2010 oznacza dosłownie skrzyżowanie dróg. Na stronie Mapy Sztuki − infrastruktury cyfrowej skupionej na zebraniu i opisie pozainstytucjonalnych praktyk artystycznych − redaktorzy następująco interpretują instalację:
Text
Cztery figury stoją blisko siebie, lecz każda pozostaje osobna – nie komunikują się, nie tworzą wspólnoty, nie wskazują kierunku. To postacie obecne poprzez nieobecność, masywne i ciężkie, a jednocześnie niepełne, jakby okaleczone. Rozdroże funkcjonuje tu jako stan egzystencjalny: moment wyboru, niepewności i braku jednoznacznej drogi. […] Figury nie idą i nie gestykulują; trwają w bezruchu, jakby utkwiły w momencie decyzji, który może trwać całe życie.
Co ciekawe, w następnym kroku autorzy opisu wskazują, że wytrychem interpretacyjnym otwierającym nowe znaczenia tej grupy rzeźbiarskiej jest właśnie jej finalne umiejscowienie pomiędzy parkiem a ruchliwą ulicą. Bycie „pomiędzy” sprawia, że „nie należą ani do natury, ani do infrastruktury” i w tym zawieszeniu doszukują się właśnie charakterystyki wypowiedzi artystycznej artystki. Rozdroże 2010 staje się wizją człowieka „samotnego w zbiorowości, pozbawionego indywidualnych cech, zredukowanego do materii i ciężaru istnienia”. Praca nie jest więc pomnikiem upamiętniającym ważną dla historii naszego kraju postać lub wydarzenie, a raczej „cichą, materialną obecnością wpisana w pamięć miejsca”. To piękne odczytanie Rozdroża 2010.
Styl wyświetlania galerii
Wyświetl slajder (domyślny)
Oglądając figury Rozdroża 2010, zawsze czułam zaklęty w nich humor. Do tej instalacji mam personalny stosunek, ponieważ w dzieciństwie przejeżdżałam tamtędy na co dzień. Siedząc w samochodzie z tatą i siostrą, mijaliśmy je w jesiennych, zimowych i wiosennych krajobrazach. Patrząc na te figury, myślałam o dziecięcych zabawkach, które tańczą w półkolu lub o figurkach zastygłych podczas plenerowej sesji tai chi. Ten rodzaj beztroski jest właśnie cechą, która nie kojarzy mi się z twórczością Abakanowicz. Zaskoczenie, którego doświadczyłam lata później, już jako studentka historii sztuki, ukształtowało to, w jaki sposób patrzę na tę grupę rzeźb. Teraz, znając oeuvre Magdaleny Abakanowicz, widzę jak wyjątkowa jest to realizacja. Mimo jej fizycznego ciężaru, dla mnie, jako młodej Warszawianki, zawsze miała działanie podnoszące na duchu. Sprawiała, że rzeczywistość wokół była odrobinę bardziej magiczna.