Na porządku dziennym otrzymuję różne przezwiska, a więc przykry jest dla mnie ten kawałek chleba. […] Wiem, że Wielmożna P.[pani] I.[inspektor] chciała dla mnie dobrze i rozdała mnie do stosownego mie zawodu, lecz ja tu mam sybir. […] Jestem przecież robotnicą, jako też od 11 lat pracuję sama na siebie i nie mam żadnego poparcia tutaj. Patronka stale mówi, że ma do mnie prawo, że mi daje jeść i płaci mi, to jej wolno, co się jej podoba
– żali się w liście do Julii Duval Joanna Czubak. Zdarzały się też trudniejsze przypadki: wykorzystywania seksualnego, niechciana ciąża, dzieciobójstwo. Chłopki musiały ufać inspektorce, skoro pisały do niej o tak intymnych sprawach. Z dala od domu, rodziny, ojczystego języka to właśnie madame Duval traktowały często jak przyjaciółkę, matkę.
Polki w polu przybliżają realia polskiej emigracji zarobkowej we Francji w międzywojniu, a zarazem wpisują się w szerszy kontekst społeczno-kulturowy nieustannie opracowywanej historii ludowej nad Wisłą. Kobieca narracja nie tyle uzupełnia brakujący element dziejów, ile wyznacza nowe, nieznane dotąd ścieżki badawcze. Konfrontacja listów skierowanych do Julii Duval (oraz zamieszczonych w publikacji esejów przełożonych na język polski przez Elżbietę Łątkę-Likh) chociażby z pamiętnikami wiejskich kobiet, którym przyjrzała się Antonina Tosiek w książce Przepraszam za brzydkie pismo, daje pełniejszy obraz losów chłopek. W dodatku pozwala na porównanie warunków życia czy obyczajów panujących w dwóch europejskich państwach znajdujących się na różnym etapie rozwoju nie tylko gospodarczego.
Literatura dokumentu osobistego, jak dziennik, listy czy wspomnienia, po raz kolejny udowadnia, że jest niezbędna w rekonstruowaniu historii – zarówno tej jednostkowej, jak i wspólnej. Polki w polu udowadniają także, że może być to lektura bulwersująca i wzruszająca.