Roger Planchon – odkrył w Kantorze "przewrotnego czarodzieja ruin"; Tim Lloyd w jego "Umarłej Klasie" dostrzegł "świat rytualnej katharsis"; a Yasunari Takahashi – "walc – danse macabre starych ciał".
Wydaje się, że jednego z najwnikliwszych odczytań Kantorowskiego dzieła życia dokonał Wenezuelczyk Luis Masci w swoim eseju o latynoskim pojmowaniu śmierci. Zatytułował go "Umarła Klasa. Sztuka, śmierć i pył na starych ławkach", skąd fragment rozwijający Kantorowską teorię kondycji Aktora jako Umarłego:
Kiedy w powietrzu brakowało już kropli, a czas wszedł w siebie, zwinął się i rozproszył, ci Martwi, "martwi sami w sobie" […] po raz pierwszy stali się… Ludźmi. Stali się szczątkami tego, co daje się odtworzyć z prawdziwego Człowieka. Człowieka, który odważył się – jak uczynił to "Pierwszy Aktor" – przekroczyć krąg nacisków swojej prymitywnej społeczności.
Ten proces potrafi odtworzyć Kantor w "Umarłej Klasie", choć dochodzi do tego bardzo powoli, w powtórzeniach akcji, ale – za każdym razem, gdy tylko pojawia się możliwość przedstawienia śmierci. […]
A wszystko po to, by zaniepokoić przyszłego widza obecnością w tym Kantorowskim spektaklu – Manekinów, będących zawsze świadkami człowieka możliwego, którego nie znamy, doskonałym obrazem, który nas reprodukuje, a zarazem dalekim znakiem, oddzielonym od nas, który zwraca nam niezrozumiałe wymiary naszej percepcji.
Znamienne wyznanie uczyniła z kolei Rebecca, dorastająca córka rodziny O'Brien, która udzieliła gościny zespołowi Cricot 2 w swoim komfortowym pałacyku w Peebles, nieopodal Edynburga, dokąd zostali zaproszeni: "Wam i Kantorowi zawdzięczam, że zostałam filmowcem". Dziś Rebecca O'Brien jest cenioną producentką filmową, znaną zwłaszcza ze współpracy z Kenem Loachem.
Relacje Miklaszewskiego nie stronią od opisu sytuacji, w których to i owo mogło się wymknąć spod kontroli. Przypadek w sztuce nierzadko odgrywa znaczącą rolę, choć akurat nie w momencie takim, jak ten. Otóż podczas jednego z występów na zagranicznym wyjeździe zaszła potrzeba nagłego skorzystania z toalety, której na zapleczu w miejscu występu niestety nie było – toteż w trakcie scenicznej akcji, spoza dekoracyjnych zastawek, do uszu widzów dobiegł znakomicie rezonujący odgłos oddawania moczu do metalowego wiadra, akurat podczas wykonywania przez Pedla hymnu ck. Austrii: "Gott erhalte, Gott beschütze / unsern Kaiser, unser Land!".
"Umarła Klasa", reż. Tadeusz Kantor, Teatr Cricot 2, Kraków, maj 1983, fot. Wojciech Kryński / Forum
Na festiwalu w Shiraz Krzysztofowi Miklaszewskiemu przypadło w udziale odegranie roli Sprzątaczki/Śmierci, w zamian za niedysponowanego akurat aktora Stanisława Rychlickiego. Troskliwie przygotował więc "kurz", jaki przy pucowaniu nagromadzonych w klasie, butwiejących ksiąg miał się wzbijać w powietrze. Nie znał jednak dokładnych proporcji, toteż przy przerzucaniu tychże foliałów gęsty obłok zbyt obficie podsypanej przezeń mąki otoczył z nagła zaskoczonych i pokasłujących widzów, przez co mistrzowi wyrwała się riposta: "Ty sku*wysynu piekarzu!".
Skoro tyle miejsca udzieliłem głosom innych, najwyższa pora, żeby dać próbkę stylu samego autora. Wróćmy zatem do Wenezueli: "La Guaira miasto, to dwie brudne ulice rozbrzmiewające bezustannym rykiem motorów, pogrążone w czerwonym, gorącym kurzu, jakby ktoś prószył nieustannie rozproszonymi opiłkami żelaza. Kilka sklepów, kilka barów z amerykańskimi reklamami po hiszpańsku, w sumie taki New Sącz lub New Targ".
Pamiętam, że po wyprawie do festiwalowej dyskoteki, na której policjanci zastrzelili grożącego nam pistoletem biesiadnika, zdobyłem się na plaży w La Guaira na następujące wobec Lasoty, Szajny i Mrożka wyznanie:
"Śmierć stała się tu zjawiskiem tak codziennym, tak normalnym i tak bardzo «oswojonym», że my, Kantorowscy wysłannicy Teatru Śmierci, czujemy się w naszym artystycznym przekazie niepotrzebni. To jeszcze jedna lekcja Caracas. Lekcja, wobec której każda sztuka musi być bezradna".
Moi plażowi towarzysze mocno wtedy zareagowali.
Mrożek, ironicznie na mnie poglądając, mamrotał: "Takie jest życie!".
Lasota [Grzegorz, ówczesny korespondent TVP] powtarzał: "Wyobraź sobie: ja tu muszę egzystować".
Szajna zaś – pokazując mi rękę z oświęcimskim numerem – wyraziście akcentował: "Bezradność sztuki wobec życia – to specjalność tego świata!".
"Światowy żywot Umarłej Klasy" jest albumem perfekcyjnie przygotowanym, z doskonale dobranymi fotografiami, plakatami, afiszami, programami – nic to, że na reprodukcji jednego z nich (z Meksyku) autor tej książki figuruje jako Kuzysztol Miklaszecio. Wysmakowanie od strony plastycznej książka zawdzięcza osobistemu staraniu scenografki Małgorzaty Czerwińskiej, prywatnie żony Krzysztofa Miklaszewskiego.