Wieloletnie przygotowania i gromadzone notatki nie pozwoliły malarzowi ustrzec się przed historycznymi błędami. Frontowy widok pałacu wilanowskiego odtworzył Brandt bazując na fotografii wykonanej przez Konrada Brandla, szkopuł w tym, że przedstawiała ona gmach w kształcie dziewiętnastowiecznym, rozbudowanym w stosunku do stanu z czasów panowania Sobieskiego. Anachronizmem zupełnie świadomym są za to sanie, w których zasiada królewska para. Choć wykonane w historyzującym stylu, są to w istocie sanie współczesne Brandtowi, i to nie byle jakie, bo należące do Ludwika II Bawarskiego. Malarz posługiwał się przy ich odtwarzaniu fotografią, wykonaną specjalnie na jego zamówienie w dostępnych dla zwiedzających stajniach królewskich w Monachium.
Ten anachroniczny, współczesny element naprowadza na potencjalne współczesne źródła historycznej kompozycji. Niewykluczone, że rezydującego w Monachium malarza do opracowania tematu wyjazdu królewskiego orszaku z Wilanowa popchnęły słynne nocne kuligi bawarskiego władcy, który do historii przeszedł jako Ludwik Szalony oraz Bajkowy Król. Bez historycznego kostiumu przedstawiali je współcześni malarze niemieccy, Brandt z kolei, jak się zdaje, postanowił spolonizować ten motyw dla celów patriotycznych.
Przy "Wyjeździe z Wilanowa Jana III i Marysieńki Sobieskich" artysta, któremu wytykano powierzchowny "pleneryzm" w ukazaniu efektów atmosferycznych, pokusił się o formalny eksperyment wcześniej niespotykany w jego obrazach. Spowijającą obraz różowawą poświatę uzyskał pokrywając zagruntowane płótno sproszkowaną miedzią. Rentgenowskie badanie obrazu wykazało także wprowadzone w ostatnim etapie prac zmiany kompozycyjne, z których najbardziej zauważalna to dodanie dynamizujących kompozycję postaci dwóch czarnoskórych laufrów na czele orszaku.