Wyważeniem proporcji między poważnym tematem, a niewymuszonym sposobem jego przedstawienia, autor pozwala czytelnikowi "Polszczyzny" lepiej pojąć i zapamiętać istotę najbardziej skomplikowanego przekazu. Jan Miodek jest pod tym względem absolutnym mistrzem. Imponuje rozległym warsztatem naukowym i tęgą erudycją, co składa się na wzbudzającą podziw potoczystość wywodu.
Przy czytaniu kolejnych felietonów prof. Miodka nieodparcie nasuwa się na myśl nieco już zapomniane słowo: mądrość. Emanuje ona z każdego eseju, akapitu czy zdania. Podobnie jak kultura osobista językoznawcy, któremu prostowanie rażących błędów, z jakimi się na co dzień styka, nie sprawia satysfakcji lecz rodzaj konfuzji, że musi wyjaśniać rzeczy, zdawałoby się, tak oczywiste i proste.
Pytany o słowa, które mnie irytują, wymieniam z reguły trzy: "pytanko", "rodzinkę" i "pieniążki". Na pierwsze reaguję natychmiast: "Błagam: p y t a n i e!". Drugie słyszę i widzę w tekstach wszelkiego rodzaju życzeń. Trzecie wyparło z powszechnego obiegu logiczne "pieniądze (nie mam pieniędzy do pierwszego, zabrakło mi pieniędzy, dostałem za to dużo pieniędzy)" – zamiast obsługiwać tylko konstrukcje typu "mam w kieszeni parę pieniążków, na stole leżą pieniążki", w których użyte jest poprawnie w znaczeniu 'małe, drobne monety'.
Do tej serii dorzuciłbym jeszcze życzenie "zdrówka", które w moich uszach brzmi zawsze jak zgrzyt stalowego ostrza na gładkiej szklanej tafli i przyprawia o ból głowy – słowem, rozmija się z intencjami gratulanta. Przesadne używanie zdrobnień w codziennym językowym obcowaniu daje efekty boleśnie karykaturalne, jak na przykład polecenie pielęgniarki skierowane do profesora: "«Moczyk proszę położyć na półeczce, a wyniczki będą o wpół do trzeciej». Nawet rozkaźnikowe «biegiem!» zamieniamy ostatnio na «biegusiem!», co dokumentuje jedna z reklam".
W sukurs profesorowi przychodzi autorka "Wojny polsko-ruskiej pod flagą biało-czerwoną". Jan Miodek, starszy (czego nie ukrywa) od Doroty Masłowskiej "o prawie 40 lat", na pewno powściągliwiej stosujący środki językowej ekspresji, całkowicie się z nią zgadza "w takiej oto ocenie niektórych zjawisk współczesnej polszczyzny":
Wszyscy tylko mówią o "pieniążkach". Niesamowite są te zdrobnienia "buźka", "kremik", "pozdrowionka". Na pewno język też zmutował się w kierunku telewizyjnym. Coraz więcej osób niemających nic wspólnego z oficjalno-medialnymi formami wypowiedzi używa schematów retorycznych z telewizji. Te wszystkie "tak?" na końcu zdania, wszelkie "powiem tak", "powiem w ten sposób" wprowadzające atmosferę profesjonalizmu, bycia bezustannym ekspertem.
Tom "Polszczyzna. 200 felietonów o języku", obok wiedzy stricte językoznawczej, jest również gratką dla miłośników literatury. Imponujące oczytanie Jana Miodka ujawnia się tu w formie cytatów z dzieł klasyków, lecz także pisarzy całkiem współczesnych oraz książek całkiem świeżej daty. W rozdziale "O pszczole i Zagłobie herbu Wczele" między innymi czytamy:
"Pszczoła" w takim składzie głoskowym funkcjonuje dopiero od XVI wieku. Przedtem była to "pczoła", a jeszcze wcześniej – "bczoła", pochodząca od "bęczenie, buczenia", należąca do tej samej rodziny wyrazowej co "bąk". Jak zatem widać, w pierwotnej "bczole" doszło do ubezdźwięcznienia nagłosowego "b" (upodobnienia pod względem dźwięczności: dźwięcznego "b" do bezdźwięcznego "p" i "cz") i tak powstała wtórna "pczoła". W niej z kolei między "p" i "cz" wstawiono dodatkowy dźwięk "sz".
Czesi z kolei prymarną "bczołę" przekształcili na postać "wczela". Miłośnicy twórczości Henryka Sienkiewicza niech tedy wiedzą, że herb szlachecki "Wczele", który nosił Jan Onufry Zagłoba, nawiązuje do odpowiednika naszej "pszczoły". Bliższy polskiemu brzmieniu jest "Pczelicz" – morfologiczny wariant herbu "Wczele".
Żeby odejść od rodzimych przykładów, to w tekście "Obczajcie ich!" Jan Miodek podaje przykład wywiadu przeprowadzonego przy okazji premiery filmu "Pewnego razu w… Hollywood". Amerykańska dziennikarka rozmawiająca z aktorami Bradem Pittem i Leonardem DiCaprio "z upodobaniem sięga po formy «niesamowicie» i «zajebisty», tą drugą stylizując się na młodzieżowy luz i językową ekstrawagancję. Tymczasem to słowo jest wyjątkowo ordynarne, paskudne brzmieniowo i nikt mnie do niego nie przekona, choćby przywoływał jego eufemizmy w postaci «zajefajnie» czy «zarąbiście»". Nie pozostaje mi nic innego, jak w pełni zgodzić się z autorem "Polszczyzny".
"Tylko po co ten język? Ludzie mogą się zniechęcić" – i tu już prof. Miodek cytuje Dana Rathera, jednego z najsłynniejszych dziennikarzy amerykańskich. Zwrócił się on z tym pytaniem do reporterskiego aspiranta, który z krewką dosadnością odpowiedział mu, jak cytuje Miodek: "«Taka jest nowa kultura. Fuck it!». No cóż, nie muszę tego nawet komentować, pozostawiając jednakże pod rozwagę młodym ludziom pióra pytające zdanie: «Tylko po co ten język?»". Dodam od siebie, że wulgarny język polityków czy publicystów ma coraz szersze zastosowanie i wcale niezłe wzięcie także pod naszą szerokością geograficzną.
Zdarzają się też nie tak odstręczające, ale dostatecznie uprzykrzone powtórzenia, z "powiem tak" na czele. Jan Miodek rozprawił się z tym natrętnym zwrotem, cytując także (po wyżej przywołanej Dorocie Masłowskiej) celny komentarz Marka Bieńczyka:
Istotą tego "powiem tak" jest sugestia, że mówiący przedstawi zupełnie własny, niepowtarzalny punkt widzenia. Tymczasem to, co przyjdzie nam usłyszeć, a już zwłaszcza w domenie politycznej, jest niczym innym, jak powieloną opinią grupy, którą reprezentuje, bądź władzy, której podlega. Kiedy ktoś zapowiada u Moniki Olejnik, że "powie tak", wiemy doskonale, co powie. Na przykład, że Ziemia, jego zdaniem, jest okrągła.
Z treści tomu "Piaskowa Góra" Joanny Bator prof. Miodek zaczerpnął kolejny przykład: "Wszystkich nas powinna natomiast niepokoić wypowiedź jednej z młodych bohaterek powieści: «Mi tak szybko wszystko się nudzi» – na pewno celowo użyta przez autorkę, doskonale wychwytującą wszystkie przywary gramatyczno-stylistyczne współczesnych użytkowników polszczyzny. Chyba najbardziej irytującą wśród nich jest umieszczanie krótkiego «mi» na pierwszym miejscu w zdaniu, pod akcentem – takie właśnie jak w przywołanym fragmencie. Poprawne warianty tej konstrukcji to: «Mnie tak szybko wszystko się nudzi» albo «Wszystko tak szybko mi się nudzi»".
W innym z tekstów prof. Miodka, zatytułowanym "Coraz bardziej irytujące «mi»", autor podkreśla już w pierwszym akapicie:
Wariantami nagłówkowej konstrukcji tego odcinka mogłyby być też postacie: "Coraz bardziej denerwujące «mi»", "Coraz bardziej działające na nerwy «mi»", a nawet "Wywołujące coraz większą wściekłość (furię, złość, gniew) «mi»". […] Powiem ze smutkiem, iż nie jestem w stanie pojąć, jak nie można słyszeć, że na początku zdania – powtórzę: pod akcentem – musi się znaleźć forma "mnie": "A mnie moment oburzenia powrócił" – tak jak "Mnie zabrakło wyobraźni", "Mnie się wydaje, że…", "Mnie Jurek powiadomił, że wyjeżdża", "Mnie się to należy" itp.
Inny przykład popularnych błędów czynionych przez rodaków w mowie – a bywa, że i w piśmie: "Z powodów logiczno-znaczeniowych nie należy mieszać konstrukcyjnej pary: «dzięki komuś, czemuś» – «przez kogoś, przez coś»: «dzięki tobie zdążyłem», «dzięki tobie zdałem» (jakże często, niestety, się słyszy nielogiczne: «dzięki tobie spóźniłem się na pociąg»). Wreszcie – «coś» powinno się tylko poprawiać («stan chorego się poprawił», «sytuacja ekonomiczna się poprawiła»), a nie tylko «ulegać poprawie», bo czasownik «ulegać» kryje w sobie treści negatywne. Może zatem coś «ulegać pogorszeniu», ale tylko – powtórzmy – «poprawiać się!»".
Nie o wszystkim, co w "Polszczyźnie" Jana Miodka niezmiernie zajmujące, da się wspomnieć w krótkim omówieniu. Nie przytoczę na przykład znakomitej argumentacji profesora zawartej w rozdziale "O wyższości kartofla nad ziemniakiem" – poza jednym zdaniem. Otóż "w powszechnym obiegu komunikacyjnym i we wszystkich słownikach jest tylko «kartoflanka» – 'zupa z kartofla, zupa kartoflana', a nie ma «ziemniaczanki»". Spostrzeżenie – rzec można – smakowite.
Na koniec pozwolę sobie zacytować jakże godne zapamiętania "skrzydlate słowa" profesora Jana Miodka z nieprzebranego rezerwuaru jego tekstów zawartych w "Polszczyźnie. 200 felietonach o języku":
- Interpunkcja jest szkołą myślenia – powtarzam przez całe swoje zawodowe życie.
- Tak, proszę Państwa: w języku trzeba być zawsze przeciw modzie! Przypominam o tym z pełną odpowiedzialnością.