Wśród zgliszczy cywilizacji nie ma miejsca dla wymoczków. Ziemię po katastrofie zamieszkują jedynie chojracy, tacy jak Max Rockatansky oraz bracia Brońscy z komiksu Futuro Darko. Książka Krzysztofa Nowaka to dowód na to, że wyobraźnia postapokaliptyczna wykształciła się też nad Wisłą.
Według Adama Horowskiego, autora Leksykonu filmów postapokaliptycznych, owa wyobraźnia „nie jest zestawem obrazów przyszłości czy też ogółem przedstawień świata po globalnej katastrofie, ale swego rodzaju aktywnością umysłu, praktyką wyobrażania sobie tej przyszłości”. Przejawia się więc ona nie tylko w postaci rozlicznych tekstów kultury opisujących rzeczywistość po cywilizacyjnym upadku, lecz także aktywności fanowskiej, a nawet działalności preppersów oraz urbexerów (kolejno przygotowywaniu się na wypadek klęski oraz eksplorowaniu miejsc opuszczonych). Wyrasta ona z idei nad wyraz świeckich – bo o ile przedstawienia różnie definiowanego końca świata obecne są w wielu systemach wierzeń, o tyle wyobraźnia postapokaliptyczna podsycana jest raczej przyziemnymi lękami. Dlatego nie mieści się w niej dopust boży, ale groźby konfliktu nuklearnego, pandemii i katastrof naturalnych – już tak.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Krzysztof Nowak, „Futuro Darko”, fot. Nagle Comics
Obrazek
futuro_darko0-fot_nagle_komiks.jpg
Początek postapokalipsy – rozumianej jako odnoga fikcji spekulatywnej, najczęściej sprzężona z fantastyką naukową – wiąże się z powieścią Ostatni człowiek Mary Shelley. Oczywiście, postapo jest zmienne jak zagrożenia, które tematyzuje, stąd trudno porównywać tekst pionierki science fiction ze współczesnymi wyobrażeniami zagłady ludzkości. Zwornikiem tych drugich jest przede wszystkim kultura masowa. Za utwory kanoniczne uchodzi dziś trylogia Mad Max George’a Millera – w szczególności część druga, czyli Wojownik szos. Jak stwierdził Horowski:
Text
rozpalił [on] wyobraźnię widzów na całym świecie i przy okazji ustalił dominujący paradygmat konstruowania postapokaliptycznej rzeczywistości, od tamtego momentu składającej się przede wszystkim z bezkresnych pustkowi, przecinających je zmotoryzowanych gangów, quasi-punkowej ikonografii oraz uwikłanego w historię antybohatera.
To właśnie Mad Max, jak i powstałe na jego fali dzieła naśladowcze, takie jak włoscy Eksterminatorzy roku 3000 Giuliana Carnimea, inspirowały Krzysztofa Nowaka podczas pracy nad Futuro Darko. A były one potrzebne tym bardziej, że sama postapokalipsa zdaje się w Polsce raczkować, a temat rodzimego postapo wybrzmiał dopiero w 2023 roku za sprawą filmu W nich cała nadzieja Piotra Biedronia. Wyróżniona w konkursie filmów mikrobudżetowych podczas 48. Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni produkcja była pierwszą, którą reklamowano i odebrano jako opowieść postapokaliptyczną.
Nie jest jednak tak, że wcześniej podobnych tematów nie podejmowano. W 1985 roku w miesięczniku „Fantastyka” opublikowano początkowy rozdział Głowy Kasandry Marka Baranieckiego, noweli opisującej zniszczoną wskutek wojny atomowej Ziemię. Z kolei w dziedzinie filmu wyobraźnię postapokaliptyczną kształtował Piotr Szulkin – Golem z 1979 roku zabrał widzów do świata na kilkadziesiąt lat po kataklizmie atomowym, nie inaczej było w wypadku O-bi, o-ba: Koniec cywilizacji z 1984 roku, którego akcja toczyła się podczas zimy nuklearnej. Sam reżyser stwierdził jednak, że produkcje te „nie mają nic wspólnego z fantastyką naukową, szybciej z psychologią, socjologią, polityką”.
Futuro Darko znacznie bliżej do pełnometrażowego debiutu Biedronia niż szulkinowskiej odpowiedzi na kino moralnego niepokoju. Koniec końców żadne z tych porównań nie jest jednak adekwatne. Nowak posługuje się bowiem językiem osobnym – narzeczem miłośników kina akcji i science fiction wprost z wypożyczalni wideo. Podczas gdy Szulkin przyrównywał swoje filmy do wierszy, Futuro Darko to wypisz wymaluj pulp fiction. Nowak podwaliny pod debiutancki album położył jeszcze w zinie „Doom Pipe” oraz czasopiśmie „Komiks i my”, w których opublikowano pierwsze szorty z udziałem braci Brońskich. I choć Futuro Darko to jego albumowy debiut, na ilustracji zjadł zęby. W końcu mowa o autorze, który współpracuje z „The New York Times” i „The Economist” oraz realizował kampanie reklamowe dla międzynarodowych marek, takich jak McDonald’s czy Jägermeister.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Krzysztof Nowak, „Futuro Darko”, fot. Nagle Comics
Obrazek
futuro_darko1-fot_nagle_komiks.jpg
Szulkin był fantastą mimo woli, Nowak tymczasem jest entuzjastą gatunku – to widać jak na dłoni. W Futuro Darko pobrzmiewają echa Mad Maksa, Uciekiniera czy Wyścigu śmierci 2000. Owe inspiracje są jednak punktem wyjścia, a nie dojścia – autor sięga po porozrzucane w tekstach popkultury tropy, ale przesiewa je przez autorską wrażliwość; stoi na własnych nogach, zamiast wspierać się na poprzednikach. Futuro Darko jest zbiorem epizodów rozgrywających się dwadzieścia pięć lat po ostatniej wielkiej wojnie. Jest 2124 rok, na równinach Idaho nie ostały się ani suchorosty, ani sukulenty. Z połaci płowej pustyni wyrasta jedynie niewielka, wyniszczona osada – miasto-państwo Atomic City. Mieszkają w nim bracia Władysław i Eryk Brońscy, właściciele słynnego warsztatu samochodowego oraz wprawni kierowcy rajdowi. Na skażonych pustkowiach goreje kult motoryzacji, więc zleceń raczej im nie braknie. Mimo to dorabiają jako łowcy głów. Ot zwyczajne zajęcie w świecie, na którym ostali się wyłącznie zadymiarze, ludożercze mutanty, zbuntowane roboty i lokalni tyrani.
Brońscy ze wszystkich wykolejeńców wydają się najuczciwsi, mimo że powoduje nimi w dużej mierze szmal. To twardziele wyjęci żywcem z Zabójczej broni czy 48 godzin, choć nie tak porywczy jak Martin Riggs i nie tak dowcipni jak Reggie Hammond. Porównanie ze wzorcowymi filmami policyjnymi nie jest przypadkowe, przecież ubrani są w kurtki i kaski, które mogłyby znaleźć się na wyposażeniu gliniarza przyszłości. Nie chodzi jednak tylko o estetykę – jako giwery do wynajęcia rozprawiają się z wszelkiej maści szumowinami, pełniąc niejako funkcję ostatnich sprawiedliwych, szeryfów bezkresnych pustkowi. To prowadzi z kolei do oczywistych skojarzeń z westernem. Zresztą już we wstępie narrator określa Atomic City mianem „perły Dzikiego Zachodu”. Tyle że Brońscy nie ujeżdżają koni, tylko rwą przed siebie latającymi sedanami. Po godzinach startują w Atomic City Super Cup, krwawym wyścigu, będącym ulubioną rozrywką sadystycznej publiczności – Uciekinier i Wyścig śmierci 2000 zostały wywołane do tablicy.
W zawodach w Atomic City, perle w koronie motorsportu, obowiązuje tylko jedna zasada: całkowity zakaz używania broni. O tym, że organizatorzy biorą sobie ją do serca, niech świadczy fakt, że wyposażeni w drony bojowe sędziowie zestrzelą każdego, kto ją złamie. Owo poszanowanie dla fair play jest jednak fasadowe – wszyscy przymykają oko na rozróbę. Nowak nie szczędzi scen przemocy, w estetyce gore czując się jak ryba w wodzie. Gdy pociski przeszywają ciała, krew rozbryzguje się na wszystkie strony, rozszarpane wnętrzności zalewają kadr. Eksplicytność ta nosi znamiona groteski, a część aktów przemocy wpisana jest w ramy wyjątkowo krwawego, ale jednak slapsticku. Wiele z nich służy więc za komiczny kontrapunkt – gdy zawodnicy zostają zastrzeleni przez sędziów, cudacznie wyglądający tłum skanduje „fair play”; sami rajdowcy bez zastanowienia sięgają po spluwę, ale najgorsze przekleństwo, które pada z ich ust to „kurde bele”. Nowak akcentuje absurd zakorzeniony w postapokaliptycznym kinie sensacyjnym, uwydatniając jego stricte rozrywkowy charakter.
Futuro Darko podzielone jest na epizody, które nie układają się w zwartą historię. Wręcz przeciwnie – Nowak meandruje między wątkami, eksplorując różne zakątki wykreowanego świata. Choćby dlatego w połowie albumu bracia Brońscy schodzą na drugi plan, a pierwsze skrzypce na kilka stron przejmuje rockowy zespół Stick N Stones. W końcu bohaterami Futuro Darko są nie tyle hardzi bracia ani nawet bliżej nieokreślona zbiorowość ocalałych, ile samo miejsce. Nowak nad narrację przedkłada światotwórstwo. Wymowne są plansze poprzedzające poszczególne epizody, na których narrator dzieli się faktami ze świata przed katastrofą. Z nich czytelnik dowie się między innymi, że w połowie XXI wieku Polska stała się potęgą technologiczną, a wyprodukowane we Wrocławiu poduszki grawitacyjne zrewolucjonizowały przemysł motoryzacyjny. Nie bez powodu nad drogami Atomic City unoszą się polonezy przyszłości.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Krzysztof Nowak, „Futuro Darko”, fot. Nagle Comics
Obrazek
futuro_darko2-fot_nagle_komiks.jpg
Dziki Zachód spod ręki Nowaka to retrofuturystyczny tygiel, w którym mieszają się wspomnienia lat 80. i charakterystyczna dla postapokalipsy ikonografia: wspomniane przez Horowskiego pustkowia, zamieszkiwane przez scyborgizowanych obdartusów z zamiłowaniem do skór, ćwieków i nonsensownych naramienników. Co ciekawe, Nowak nie wywraca topografii Idaho na nice – komiksowe Atomic City wzorowane jest na faktycznym miasteczku, położonym w pobliżu niegdysiejszej kolebki energetyki jądrowej. Do jego zilustrowania autor używa nietypowych środków. Futuro Darko jest swoistą wariacją na temat ligne claire – stylu rozpropagowanego przez Hergégo w Przygodach Tintina. Nowak stawia na wyraźny kontur, zmiękczony kontrast, równomierne wypełnienie kolorem, przełamywane raz po raz delikatnymi gradientami; odchodzi od szrafu i rastru; umowne postaci, rysowane z komicznymi długimi nosami à la Pinokio, zestawia z realistycznym, pełnym szczegółu tłem. To składa się na niepowtarzalny styl Futuro Darko, w którym kreska zapożyczona u belgijskich mistrzów komiksów dla młodzieży zmieszana zostaje z wpływami kina eksploatacji.
W wypadku komiksu Nowaka trudno uniknąć porównań do kina – mowa przecież o gatunku, który został przez filmy upowszechniony. Do takich zestawień zachęca sam autor, który dynamizuje obraz w sposób podpatrzony na srebrnym ekranie. Przechodząc z kadru na kadr, od planu ogólnego do zbliżenia, imituje szybkie cięcia. Bawi się też perspektywą: raz umieszcza punkt widzenia nisko, innym razem wysoko; raz na wprost, innym razem z ukosa. Doświadczony rysownik starannie zarysowuje przestrzeń, dzięki czemu ilustracje w Futuro Darko sprawiają wrażenie głębi. Dość powiedzieć, że lektura postapo Nowaka miejscami przypomina nie tyle wertowanie kartek, ile eksplorowanie przestrzeni jak z gry wideo. Znamienne, że trwają prace nad gradaptacją komiksu.
Futuro Darko nie jest skończoną opowieścią, tylko zaproszeniem do postapokaliptycznego świata, w którym równolegle rozgrywają się niezliczone historie. Nietrudno sobie wyobrazić, że w kolejnych odsłonach cyklu Nowak, jak zapalony urbexer, zapuści się w inne rejony USA. Teksty kultury, w których priorytetem jest światotwórstwo, często stają się zaczynem innych narracji rozwijających się na przestrzeni różnych platform medialnych. W developmencie jest gra wideo, historia ze świata Futuro Darko ma wejść w skład antologii produkowanej przez Juniper Animation Studio, nie można też zapomnieć o synthwave’owym albumie Dryland Rock wirtualnego zespołu Stick N Stones, który towarzyszył premierze komiksu. Futuro Darko to nie tylko gratka dla miłośników twardzieli z poatomowych grajdołów, ale również ambitny projekt medialny, który dowodzi, że w Polsce nie brakuje wyobraźni – nie tylko tej postapokaliptycznej.
Krzysztof Nowak, Futuro Darko
NAGLE! Comics, Katowice 2024
Liczba stron: 112
ISBN: 978-83-67725-41-5