Niewielu jest reżyserów, którzy równie uparcie zaglądali pod podszewkę polskiej historii, by odsączać ją z łatwych uogólnień, by stawać obok narodowych mitów i w chwilach wielkich uniesień dostrzegać to, co ukryte pod spodem, wstydliwe i małe. Wajda zawsze jątrzył, nie zadowalał się najprostszymi odpowiedziami. Zamiast miłych frazesów wolał niewygodną prawdę.
Rozbijanie pustej formy
W 1976 roku w "Człowieku z marmuru" pokazywał bolesny upadek socjalistycznej złudy, która nie kryje niczego poza pustką i systemową degeneracją. Miał odwagę mówić to, co myślało wielu. "Mimo że swego czasu zebrał dwa i pół miliona widzów, Andrzej Wajda dostał za ten film worek z oblegami" – pisał w 1980 roku Krzysztof Kłopotowski. Kilka lat później historia przyznawała Wajdzie rację, a on w swych kolejnych filmach wciąż zaglądał za kulisy władzy i przyglądał się społecznym mechanizmom.
W "Bez znieczulenia" nakręconym w 1978 roku mówił o klęsce indywidualizmu w świecie PRL-u, ale też o narodowych przywarach: zawiści, obłudzie, koniunkturalizmie. Film, który jako jeden z pierwszych zapoczątkował nurt "kina moralnego niepokoju" nie dawał łatwych odpowiedzi. "Bez znieczulenia" przekraczało wymiar antysystemowej broszury, a obyczajowy wymiar tej opowieści okazywał się nie mniej bolesny aniżeli zakodowane polityczne deklaracje.
Cyfrowo odnowione filmy Wajdy, utrwalają obraz reżysera, który jest krytycznym świadkiem wielkiej historii. Tylko czasem, jak we względnie doraźnym "Człowieku z żelaza", daje się porwać nurtowi narodowej euforii. Ale wydawnictwo telewizji Kino Polska pokazuje także Wajdę mniej znanego, a nie mniej ciekawego. Wszystko za sprawą dokumentalnego "Andrzej Wajda: róbmy zdjęcie!" wyreżyserowanego przez Macieja Cuskego, Thierry'ego Paladino, Marcina Sautera i Piotra Stasika podpisujących się jako Zespół Paladino.
Twarze Andrzeja Wajdy
Z grymasem na twarzy spogląda w kamerę. Po chwili, wciąż milcząc, wymachuje dłońmi. Właśnie nagrywa kolejną scenę "Katynia". Groźna pantomima Andrzeja Wajdy jednocześnie instruuje i karci jego współpracowników. Krzyczy rzadko. Zamiast spektakularnego "Akcja!", mówi po prostu: "Róbmy zdjęcie".
Od tych dwóch słów wziął swój tytuł dokumentalny film młodych reżyserów, którzy na planie "Katynia" obserwowali pracę Wajdy. "Andrzej Wajda: róbmy zdjęcie!" nie jest jednak ani relacją z planu, ani klasycznym biograficznym dokumentem z gadającymi głowami i wycieczkami w stronę pięknej przeszłości, lecz żywym obrazem człowieka i artysty. Młodzi reżyserzy patrzą na mistrza z szacunkiem, ale i dozą humoru. "Zimno, niech go piernik weźmie. Panie Andrzeju, kręć Pan, kuźwa" – mówi pod nosem jeden ze statystów, a kwartet dokumentalistów uważnie słucha tych uwag. Czyni z nich kontrapunkt dla refleksyjnych opowieści reżysera o jego życiu i pracy.
Film to jest... film. Wstaję rano i zabieram się za robienie filmu. A jak nie robię filmu, to się przygotowuję do filmu" - mówi do kamery Andrzej Wajda.
W obiektywie młodych twórców autor "Lotnej" jawi się jako człowiek całkowicie pochłonięty pracą, którego życiowa energia bierze się z kina i w nim znajduje ujście. Tłumacząc swym współpracownikom potrzebę absolutnego perfekcjonizmu, Wajda przypomina anegdotę o Luchino Viscontim. Włoski reżyser podczas realizacji filmów pilnował zawsze, by w szafie, która znajdzie się w kadrze, bielizna była poukładana, mimo że żaden z bohaterów nigdy owej szafy nie otwierał.
"Ważny jest detal, drobiazgi, których nie widać, a które budują film" – mówi w dokumencie Wajda. Sam także jest perfekcjonistą, który mimo upływu lat i rutyny nie potrafi pogodzić się z bylejakością. Jest w dokumencie Zespołu Paladino pewna urocza scena. Mała dziewczynka występująca w filmie Wajdy, prosi go o wspólne pamiątkowe zdjęcie. Mocno zaaferowany innymi sprawami zgadza się bez entuzjazmu. Kiedy jednak staje obok swej małej aktorki pozuje do zdjęcia tak długo, aż na ekranie zobaczy zdjęcie idealne. Wie, że ma to być pamiątka na lata, dlatego ani sobie ani swym współpracownikom nie pozwala na bylejakość. Być może właśnie na tym polega geniusz reżysera, którego obrazy po ponad trzydziestu latach wciąż mają w sobie wielką siłę.
"Arcydzieła Polskiego Kina: Andrzej Wajda":
- "Człowiek z marmuru", reż. Andrzej Wajda, 1976 r.
- "Bez znieczulenia", reż. Andrzej Wajda, 1978 r.
- "Człowiek z żelaza", reż. Andrzej Wajda, 1981 r.
- "Andrzej Wajda: róbmy zdjęcie!", reż. Maciej Cuske, Thierry Paladino, Marcin Sauter, Piotr Stasik, 2008 r.
Wszystkie filmy w wersji z angielskimi napisami.
Bartosz Staszczyszyn