Z Ziemi Świętej Słowacki i Brzozowski udali się do Damaszku, a następnie Bejrutu, gdzie ich ścieżki się rozeszły. Towarzysz poety wyprawił się do Turcji, ten jednak nie dał się namówić na wspólną wyprawę. "Nie pojadę do Konstantynopola, bo mnie to miasto niewiele interesuje", stwierdził lakonicznie w kolejnym z listów do matki. Zamiast tego, autor "Króla-Ducha" na dłużej zatrzymał się nieopodal — w ormiańskim klasztorze Betcheszban, leżącym w górskiej miejscowości Ghazir. Poeta we własnych zapiskach tłumaczył jego nazwę jako "spoczynek umarłych", w rzeczywistości jednak oznacza ona po prostu "dom wśród drzew".
Spędził tu półtora miesiąca, odpoczywając, odbywając samotne przechadzki po górach, ale i pracując. Lokalną scenerię notował w rysunkach i akwarelach przedstawiających sam klasztor, zatokę i góry na horyzoncie, a także widoczne na czystym nocnym niebie gwiazdy. Przede wszystkim jednak w spokojnych okolicznościach klasztornego życia w górskim ustroniu zasiadł do pracy pisarskiej. Na wcześniejszych etapach podróży powstało kilka utworów – słynny "Hymn", spisał Słowacki na statku płynącym z Aten do Aleksandrii, podróż przez Egipt zaowocowała "Pieśnią na Nilu" czy "Rozmową z piramidami". Doświadczenia z Ziemi Świętej zostawiły ślady jedynie w listach poety, nie przekładając się na osobne utwory.
W Betcheszban Słowacki rozpoczął z kolei pracę nad "Ojcem zadżumionych", tam także stworzył pierwszą wersję "Anhellego". Pośród zielonych gór, u wybrzeży Morza Śródziemnego, narodził się poemat o niedoli wygnańców na Sybirze, zdradzający w swojej konstrukcji fascynację dantejską "Boską komedią", ale niezupełnie oderwany od libańskiego kontekstu — z zasłyszanych w klasztorze z ust mnichów opowieści zrodziła się jedna z postaci utworu, anielica Eloe.
Ostatni etap podróży Słowackiego trwał wyjątkowo długo — po sześciu tygodniach w klasztorze, kolejne czterdzieści dni zabawił poeta w Bejrucie, w oczekiwaniu na statek płynący do Europy, po tym jak nie zastał w porcie okrętu, którego się spodziewał. Po podróży przez Trypolis i kolejnej obowiązkowej kwarantannie, 11 lipca 1837 roku zszedł wreszcie na ląd w Livorno, kończąc wschodnią wyprawę.