No tak, przecież w czasie okupacji niemieckiej Lem był we Lwowie.
I to właśnie Wśród umarłych, spośród wszystkich jego książek, w największym stopniu zbliża się do opisania tego, co Lem podczas okupacji we Lwowie przeżył. To temat, którego autor w późniejszej twórczości nie chciał poruszać wprost, choć wydaje się, że aluzje do tych wydarzeń w zawoalowanej formie można znaleźć w jego prozie w wielu miejscach.
Lem, który był Żydem, doświadczył rzeczy przerażających, ukrywając się we Lwowie podczas wojny. Omal nie został zabity podczas wydarzenia, które miało miejsce na początku okupacji niemieckiej na ulicach Lwowa. Niemcy oczyszczali z ciał zabitych byłe więzienie NKWD w Brygidkach, wykorzystując do tego schwytanych na ulicach Żydów, równocześnie organizując na ulicach miasta pogrom. Dwudziestoletni Lem pracował przy wynoszeniu zwłok w piwnicach Brygidek, gdzie Niemcy nie wchodzili, bo trudno tam było oddychać z powodu rozkładających się ciał – być może tylko dlatego wyszedł z tego cało. Takie były doświadczenia Lema, które leżą u podstaw książki "Wśród umarłych". Jest to książka, w której jednym z głównych tematów jest Zagłada Żydów.
Jeden z bohaterów, Polak, którego znamy z wcześniejszej części tej trylogii, Szpitala Przemienienia, zostaje wzięty za Żyda i podczas wywózki do obozu zagłady wciągnięty do wagonu. Na progu komory gazowej, ze względu na urzędową drobiazgowość niemiecką, zostaje jednak zidentyfikowany jako Polak, dzięki czemu do gazu nie trafia. To scena, w której mamy do czynienia z jakimś niesamowitym dramatem pierwszoosobowej odrębności, a zarazem całą moralną wieloznacznością tego dramatu. Z jednej strony – bohater dzieli doświadczenie tych, którzy są w brutalny sposób mordowani. Staje się na moment jednym z nich. Z drugiej strony – robi jednak wszystko, żeby do końca nie przeżyć razem z nimi ich losu. Nie odkrywa w sobie patosu współuczestnictwa w męczeństwie, chociaż w kulturze taki motyw jest premiowany. Robi raczej wszystko, żeby samemu przeżyć, żeby pokazać decydującym o selekcji mordercom, że nie jest jednym z tych, którzy mają zostać zabici.
Matematyka jako metafora obcości
Inny bohater jest w powieści Lema matematycznym geniuszem. I ta jego inność również w tym się wyraża, że ów człowiek ma dostęp do świata matematyki, który jest pozajęzykowy w potocznym sensie: nie zawiera odniesień do zwykłych doświadczeń, nie jest tak zdeterminowany kulturowo i historycznie jak języki codzienne, które zawsze są też językami narodowymi.
Matematyka w tym sensie jest czymś zupełnie innym…
Wydaje się, że Lem dlatego był tak zafascynowany nauką, że widział w naukowcach wysłanników ludzkości, którzy zmagają się z całkowitą obcością wyposażeni w narzędzia matematyki, która sama w sobie ma rys obcości względem każdej konkretnej historycznej ludzkiej kultury. Jest uniwersalnością, ale nie ludzką, tylko raczej jakoś pozaludzką siłą myślenia za pomocą środków już właściwie człowiekowi obcych. Dotyczy to zwłaszcza samych matematyków, których Lem zawsze podziwiał. Co nie znaczy, że to narzędzie matematyczne faktycznie pozwala nam dosięgnąć obcości. Ono również nie może podołać temu zadaniu.
Dobrym przykładem ujęcia tej kwestii przez Lema jest inna jego książka, której bohaterem też jest matematyk: Głos Pana. To dużo późniejsza powieść, z lat sześćdziesiątych, gdzie mamy bardzo podobne myśli na temat matematyki. I Głos Pana to też jest książką o inności. Fabuła powieści mówi o tym, że naukowcom udało się wychwycić coś, co można rozumieć jako zaszyfrowany komunikat od pozaludzkiej cywilizacji, który zdołali odłowić w szumie kosmicznym. Znaleźli tam sekwencję, która się powtarza, więc pewnie to jest jakiś istotny przekaz, ale nie umieją go odszyfrować w całości, nie wiedzą nawet, czy został nadany świadomie.
Otóż można twierdzić – ja jestem skłonny tak interpretować nie tylko te dwie jego powieści, lecz także całą twórczość – że takim komunikatem dla Lema jesteśmy my sami. Nasze życie jako odseparowane w sobie od innych jest takim komunikatem wysłanym skądś, przez kogoś. I nawet nie wiemy, czy został przez kogoś napisany świadomie, co tak naprawdę znaczy i co nieodkrytego jeszcze w sobie zawiera. Mamy w sobie nie dającą się odszyfrować inność.
Ciało, świadomość i nieświadomość – które z nich jest „mną”?