Tomasz Tyndyk
Znany przede wszystkim z dokonań aktorskich (jest w zespole TR Warszawa, występował m.in. u Grzegorza Jarzyny w "Męczennikach" i "G.E.N.I.E.", czy u Krzysztofa Warlikowskiego w "Dybuku", "Oczyszczonych" i "Aniołach w Ameryce"), w fotografii odnalazł kolejną pasję. Ta zaś pochłonęła go do tego stopnia, że podjął studia w Instytucie Twórczej Fotografii w czeskiej Opawie, uznawanym za jedną z najlepszych i najważniejszych szkół fotografii współczesnej w Europie. Relacja Tyndyka z fotografią jest wielowymiarowa: robienie zdjęć traktuje jako prywatny projekt-eksperyment badający granice między rolami aktora i twórcy a fotografa relacjonującego spektakl poprzez zapis zdjęciowy. Jak mówił w rozmowie z Anką Herbut:
Interesowało mnie to, czy możliwy jest zapis procesu wykluwania się spektaklu i stawania się postacią i czy grając będę umiał być jednocześnie fotografem. Czy będę się w stanie rozczłonkować i czy to, że jestem w procesie będzie miało wpływ na zdjęcia. Zdarzyło mi się na przykład robić zdjęcia będąc na scenie przed publicznością…
W lutym 2017 roku wystawa fotografii Tyndyka "Labirynt" towarzyszyła premierze spektaklu "G.E.N." w TR Warszawa. W styczniu 2018 roku artysta wydał natomiast album "Tomek Tyndyk/Teatr", zawierający fotografie z lat 2014–2017 wykonane podczas prób i pokazów spektakli TR Warszawa: m.in. "Miasta snu" w reżyserii Krystiana Lupy, "Roberta Robura" w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego, czy produkcji Nowego Teatru Krzysztofa Warlikowskiego – "(A)pollonia".

fot. Tomasz Tyndyk z książki "Tomek Tyndyk / Teatr", materiały prasowe
O swoim projekcie Tyndyk mówił:
Teatr czasem podsuwa jakieś tropy, innym razem je zaciera; osłania coś albo coś przed nami ukrywa. Także o nas samych. Chciałem uchwycić tę wąską szczelinę między tym, co niedostępne, a co za chwilę może zostać ujawnione.
Częścią jego fotograficznej tożsamości są także zdjęcia na jego Instagramie. Oprócz znanych aktorskich twarzy zobaczymy tam także skoncentrowanie na przedmiocie i detalu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Tyndyka mocno interesuje kwestia tajemnicy i tego, co ledwie widoczne. Być może to jest szczelina, o której mówi − i na eksplorowanie jej pozwala właśnie teatr, miejsce, gdzie napięcie między ukazywaniem a ukrywaniem i realnością a czarem odgrywa szczególną rolę. Fotografią promującą wystawę "Labirynt" było czarno-białe zdjęcie krzesła zwróconego w stronę błyszczącej kurtyny. Jak gdyby za chwilę miało się zacząć albo dopiero co skończyło jakieś przedstawienie. Proste ujęcie koresponduje z granicznością, jaką ogrywa w swojej twórczości Tyndyk.
Bartek Warzecha

"Exodus 2.0" w reżyserii Agnieszki Korytkowskiej-Mazur, fot. Bartek Warzecha, zestaw zdjęć nagrodzony w Konkursie Fotografii Teatralnej 2016, www.bartekwarzecha.com
Absolwent warszawskiej Akademii Teatralnej pracował dla wielu polskich teatrów (m.in. warszawskiego Narodowego, Żydowskiego i Nowego, krakowskiego Starego, czy Teatru Dramatycznego w rodzinnym Białymstoku) i czasopism. W przypadku Warzechy podwójność roli nie jestaż tak wyrazista, jak w przypadku Tyndyka. Warzecha bowiem, choć ukończył studia aktorskie, zupełnie z tego zawodu zrezygnował. Pozostał jednak w teatrze, gdzie sfotografował dotychczas kilkaset spektakli.
To wspaniałe kiedy fotografia teatralna może łączyć w sobie aspekt dokumentacyjny oraz artystyczny, a nie być jedynie surowym, wizualnym zapisem poszczególnych scen spektaklu.
− mówił, podkreślając kreacyjny potencjał zawodu fotografa teatralnego. Artysta, choć zajmuje się także dokumentacją, wydobywa z fotografowanych spektakli niezwykłe detale. W 2017 roku za
zbudowanie spójnej estetycznie sekwencji dokumentalnej oddającej ducha spektaklu, angażującej widza poprzez świadome operowanie kadrem i kolorem
został nagrodzony główną nagrodą w kategorii zestaw dokumentacyjny Konkursu Fotografii Teatralnej organizowanego przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego. Jury doceniło fotografie Warzechy wykonane podczas białostockiego spektaklu "Exodus 2.0" w reżyserii Agnieszki Korytkowskiej-Mazur. Wybrane przez autora 10 konkursowych fotografii jest jak ustanowienie nowego, równoległego świata − pozateatralnego, a może raczej ponadteatralnego. Efemeryczność teatru jest u artysty zatrzymana w ramy niemal filmowych kadrów, do których fotografie zbliżają się swoją ekspresją i plastyką. Warzecha ustanawia tym samym nową artystyczną relację z dziełem innego artysty, zdecydowanie wykraczając poza surową dokumentację.
Joanna Gałuszka

"Hamlet" w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego, Narodowy Stary Teatr w Krakowie, fot. Joanna Gałuszka/materiały promocyjne
W jej pracach widać i doświadczenie reporterskiego oka, i artystyczną pasję. Twórczyni łączy rzetelność archiwum z subiektywnym oglądem skupionym na detalach. Młoda fotografka mimo stosunkowo niewielkiego doświadczenia w tym gatunku zdołała wypracować konsekwentny styl będący połączeniem precyzyjnej kompozycji i osobistego spojrzenia na teatr. Gałuszka pozostaje wierna scenicznemu pierwowzorowi, nie rezygnując z indywidualnego, kreatywnego podejścia. Dynamika, ruch, emocje, oświetlenie, kolor i przedmiot − wszystkie elementy teatralnego świata znajdują swoje miejsce w jej pracach. By najlepiej oddać jej zdaniem charakter danej sceny, jest w stanie skadrować zdjęcie...ucinając aktorom głowy. Emblematyczna dla jej prac jest także koncentracja na przedmiocie i plastyce − nierzadko głównym bohaterem fotografii Gałuszki jest scenografia.
Dokumentacje "Pustostanu" (spektaklu z Teatru Polskiego w Bielsku-Białej w reżyserii Agaty Puszcz) czy "Hamleta" (wyreżyserowanego w krakowskim Starym Teatrze przez Krzysztofa Garbaczewskiego) potwierdzają estetyczną czułość artystki. To kompletne zestawy, z których da się odczytać historię. Przejrzysta narracyjność prac Gałuszki idzie w parze z jej plastycznym wyczuciem: fotografka zdaje się intuicyjnie rozumieć teatr i specyfikę fotografowanych przedstawień, dokładnie oddając ich dynamikę i klimat − zarówno ten artystyczny, jak i widowiskowy.
Piotr Gamdzyk
Jego przygoda z teatrem również zaczęła się od kulis − Gamdzyk był inspicjentem w Teatrze Montownia, a następnie, w sposób naturalny, zaczął fotografować spektakle. Godne uwagi są zwłaszcza jego fotografie tańca − Gamdzyk dobrze rozumie dynamikę i ruch, na niektórych ujęciach prezentując energiczne, rozmazane sylwetki w choreografii, na innych zaś skupiając się na precyzyjnym zastygnięciu w pozie, podkreślając to, co najistotniejsze w konkretnych scenach.
Emblematyczną fotografią dla twórczości Gamdzyka jest jednak ta, która przyniosła mu główną nagrodę w III Konkursie Fotografii Teatralnej. Artysta zwyciężył w kategorii "teatralne zdjęcie sezonu", prezentując zakulisowe ujęcie tancerki przygotowującej się do próby generalnej i premiery baletu "Dziadek do orzechów" w szczecińskiej Operze na Zamku.

Ksenia Neumets przygotowuje się do próby generalnej baletu Dziadek do orzechów', Opera na Zamku w Szczecinie, fot. Piotr Gamdzyk/materiały konkursowe
Jak mówi sam autor, nie jest to zdjęcie stricte teatralne, jednak jego praca została doceniona właśnie za ukazanie zacierania się granicy między światami. Delikatność tiulowej spódnicy baletowej kontrastuje z surowością i swoistą tymczasowością kulis. Przedstawiona na zdjęciu Ksenia Neumets zdaje się nie przynależeć do tej ciemnej, wypełnionej rozrzuconymi kartonami przestrzeni. Po lewej stronie ledwo widoczne jest otwarte skrzydło drzwi. To zaś przypomina bramę do innego świata, w który zaraz wkroczy tancerka. Gamdzyk ukazał teatralny przedsionek, pozostający zarazem częścią machiny teatralnej i jej estetycznym przeciwieństwiem (tak jest z całą pewnością w przypadku kunsztownego baletu). Zdjęcie Gamdzyka jest bardzo precyzyjne − choć nie widzimy twarzy ustawionej tyłem do oglądającego artystki, jesteśmy w stanie wyczuć jej skupienie i powagę sytuacji. To kolejny przykład na dobre rozumienie przez artystę specyfiki ciała w ruchu i świadectwo, że poznał on teatr od podszewki.
Piotr Nykowski
W Szczecinie powstał również zestaw dokumentacyjny ze spektaklu "Bzik. Ostatnia minuta" w reżyserii Eweliny Marciniak. Dziesięć czarno-białych fotografii zapewniło Piotrowi Nykowskiemu główną nagrodę w III Konkursie Fotografii Teatralnej. Artysta jest z zawodu realizatorem oświetlenia teatralnego. Jego przygoda z fotografowaniem spektakli zaczęła się spontanicznie − jako forma zatrzymania wspomnień z pracy w szczecińskim Teatrze Współczesnym. Jak mówi Nykowski w rozmowie w Radiu Szczecin, w pracy fotografa teatralnego niesamowicie pomaga mu znajomość technicznej strony funkcjonowania spektakli oraz...miłość do teatru. Czułość na specyfikę pracy teatralnej sprawia łączy się z osobistym stosunkiem Nykowskiego do uprawianego zawodu. Jak mówi o sobie:
Jestem często zapraszany do pracy podczas różnego rodzaju zamkniętych warsztatów teatralnych i prób, gdzie potrzebne jest zachowanie intymności, bliskości i poczucia bezpieczeństwa w momencie gdy do zamkniętego świata wprowadzany jest fotograf.

"Bzik. Ostatnia minuta" w reżyserii Eweliny Marciniak, fot. Piotr Nykowski/materiały konkursowe
Wrażliwość Nykowskiego zaowocowała niezwykle oryginalnym zapisem wizualnym spektaklu Marciniak. Postawienie na monochromatyczność była bardzo odważną decyzją z uwagi na to, że "Bzik. Ostatnia minuta" to przedstawienie okazałe plastycznie. Redukcja kolorystyczna skutkuje zaakcentowaniem innych ich elementów: przede wszystkim ekspresji i kompozycji. Z jednej strony jest więc dokumentacja Nykowskiego pójściem na przekór temu, co charakterystyczne dla teatru Marciniak i plastyki jej stałej współpracowniczki, autorki scenografii, kostiumów i światła Katarzyny Borkowskiej; z drugiej zaś − to autorska recepcja i reinterpretacja przedstawienia. Zdjęcia zrobione podczas pokazu "Bzika. Ostatniej minuty" są, podobnie jak w przypadku fotografii Warzechy, jak gdyby z innego świata, jakby pochodziły z niepokojącego, sennego porządku i ustanawiały nowe − osobne wobec spektaklu − widowisko. Łączą też spojrzenie zakulisowe i sceniczne, akcentując teatralną iluzję. Choć poszczególne ujęcia różnią się od siebie ekspresją, spaja je nimb tajemnicy i wynikające z utrzymania ich w tonacji czerni i bieli wizualne wyciszenie.
Nykowski sięga do alternatywnych technik fotograficznych, interesuje się fotografią analogową i klasyczną, nie ogranicza się do jednej estetyki i specjalności.
Monika Stolarska
Moja fotografia teatralna nie jest do końca dokumentacją spektaklu. To moje autorskie spojrzenie na sztukę
− podkreśla Monika Stolarska. Autorka, deklarując autorskie spojrzenie na sztukę, potwierdza dzisiejszy status fotografa teatralnego, któremu bliżej do artysty niż do archiwisty. Jej pojedyncze zdjęcie zapewniło miejsce w gronie laureatów konkursu Instytutu Teatralnego w 2017 roku. Jak sama mówi, zwycięska fotografia powstała w zasadzie przez przypadek:
Wpadłam rano zaspana do teatru. W jednej ręce trzymałam kubek z kawą, drugą sprawdzałam, czy w ogóle mam kartę pamięci w aparacie Wtedy gdzieś w korytarzu zobaczyłam bardzo dziwne zjawisko, szczęśliwie okazało się, że karta jest na miejscu, wiec szybko, bez żadnych ustawień pstryknęłam zdjęcie. A teraz zostało teatralną fotografią sezonu − śmieje się. − Co mnie tym bardziej zaskakuje, bo uważam, że to bardzo...słabe technicznie zdjęcie.
To zdjęcie i stojąca za nim historia mogłaby być metaforycznym potwierdzeniem demokratyzacji fotografii teatralnej − obecnie często do czynienia mamy z zakulisowym, spontanicznym, osobistym zapisem spektaklu (a raczej jego fragmentów, powidoków i śladów). Teatr przypomina baśniowy dom, w którym dzieją się cuda, ale w którym snują się także rozmaite widma, nie zawsze przyjazne. Ale okazuje się, że dostęp do tej przestrzeni nie jest ograniczony do grona wybrańców, którzy dostąpili zaszczytu towarzyszenia narodzinom sztuki. Mimo że proces teatralny jest delikatny i wrażliwy, natura dzisiejszej fotografii pozwala poszerzyć myślenie o autorze zdjęć teatralnych. Monika Stolarska jest wprawdzie zawodową fotografką i pracuje na co dzień w bydgoskim Teatrze Polskim, ale fotografia teatralna nie jest jedyną i główną częścią jej działalności (dokumentuje przede wszystkim koncerty). Opowieść wokół tego ujęcia, towarzysząca mu aura spontaniczności i przypadkowości współgra z samą naturą teatru jako ulotnego, zanikającego wydarzenia.

Zdjęcie ze spektaklu "Faust", na zdjęciu Robert Wasiewicz na kilka minut przed wejściem na scenę, fot. Monika Stolarska, www.instytut-teatralny.pl
Zdjęcie Stolarskiej, wykonane za kulisami spektaklu "Faust" w reżyserii Michała Borczucha, to kolejny przykład "nieklasycznej" fotografii teatralnej, czyli takiej, która nie została wykonana bezpośrednio w trakcie spektaklu jako dokumentacja jego przebiegu. Ponownie do czynienia mamy z obrazem zakulisowym, ukazującym to, co zwykle niewidoczne. Gdyby nie kontekst zdjęcia, trudno byłoby od razu odgadnąć, że ma związek ze spektaklem teatralnym. Zwykły korytarz mógłby być równie dobrze korytarzem szkoły, a bohater fotografii − chłopcem, który z niewiadomego powodu spędza przerwę sam na ławce. Tajemniczność czarno-białego ujęcia pozwala dopowiadać takie historie. Atmosferę podbija pozorna słabość techniczna tej fotografii (krzywy kadr, szumy). Wygląda jak zrobione z ukrycia, pospiesznie, w strachu. Nie widzimy twarzy aktora (Robert Wasiewicz), dopiero po dokładniejszym przyjrzeniu się możemy zaobserwować, że wpatruje się on w swoje odbicie w zawieszonym na końcu korytarza lustrze. Zwykłość, uniwersalność scenerii kontrastuje z dziwnością fizjonomii aktora. Jego sztucznie przedłużone protezami nogi i ramiona deformują sylwetkę, a ich widok budzi nieprzyjemny niepokój. Sama autorka przyznała, że, gdy zobaczyła ucharakteryzowanego Wasiewicza, na początku "nie była do końca pewna, czy to człowiek".
Źródła: materiały prasowe, strony internetowe artystów, e-teatr.pl.