Sama akcja filmu Nowickiego nie ma większej wartości. "Widziadło" to nie jest klasyczna opowieść – narracja oscyluje między realnością życia bohatera a momentami, w których tenże pogrąża się w halucynacjach, by następnie ocucić go z omamów i znowu wpuścić w wir obłędu. Niemal wszyscy bohaterowie filmu, z wyjątkiem nastoletniego Pawełka, starszego syna Strumieńskiego, padają ofiarą silnego pożądania. Źródło tej obsesji cielesnością ujawnia się dopiero w finale filmu, ale akcja co rusz nawiązuje do mauzoleum rodziny Strumieńskich, które główny bohater przemienił w swoją pracownie artystyczną, gdzie ze swoją byłą żoną spędził wiele nocy. Kaplica przypomina co prawda wytwór architektury modernistycznej, acz wszystko w niej zdaje się być spowite mgłą przeszłości i przepełnione obecnością duchów zmarłych.
Inspiracja koncepcjami Freuda i jego przemyśleniami na temat powiązań seksu i śmierci są równie wyraźne w filmie, jak i w pierwowzorze literackim. "Widziadło" nie jest typowym horrorem. To raczej film o antycypacji śmierci i egzystencjalnym lęku przed nią.
Niezwykłości filmowi nadają zdjęcia autorstwa Witolda Sobocińskiego. Co ciekawe, reżyser Marek Nowicki sam był wcześniej operatorem. Mimo to "Widziadło" jest dość nużące i zawiera zbyt wiele scen erotycznych, choć, ja na swoje wady, niewątpliwie przysporzy kinomanom ciekawych wrażeń.
Próby polskich filmowców zmierzenia się z gatunkiem horroru nie kończą się jednak na wymienionych przykładach. W historii polskiej kinematografii mamy także film Andrzeja Żuławskiego pt. "Diabeł", którego dystrybucja została jednak wstrzymana przez cenzurę. Inne przykłady horrorów powstałych co prawda na Zachodzie, ale posiadających polski "wkład", to "Wstręt", "Dziecko Rosemary" i "Nieustraszeni łowcy wampirów" Romana Polańskiego, które na stałe weszły do kanonu najlepszych filmów tego gatunku.
Marek Piestrak, reżyser "Wilczycy" podjął po latach próby powrotu do gatunku. W 1990 roku wyreżyserował film "Powrót Wilczycy" (który jednak okazał się być znacznie mniej interesujący niż pierwowzór), a trzy lata później "Klątwę doliny węży", film przygodowy z elementami horroru. Ten ostatni był tak zły, że od wielu lat króluje na wszelkich przeglądach typu "Najgorsze polskie filmy". Dał też nazwę polskim odpowiednikom hollywoodzkich "Malin", czyli nagrodom za najgorsze filmy, scenariusze czy role aktorskie – polskie "maliny" zwą się bowiem "Węże".
Tak więc to "Lokis", "Wilczyca" i "Widziadło" pozostały ikonami polskiego horroru z czasów komunizmu. Odmienne, choć stylistycznie zbliżone, filmy te prowokowały do myślenia i były pozbawione klisz gatunkowych, co z pewnością wyróżnia je spośród wielu horrorów zachodnich. Przede wszystkim jednak wszystkie trzy obrazowały prawdziwą grozę.
Tłum. z j. angielskiego MSz.