Właściwie to jak długo słuchasz rapu?
Zacząłem dokładnie w 1988 roku, miałem 11 lat i dostałem kasety od starszego brata, przywiózł je ze Stanów. Oszołomiły mnie i zachwyciły. Pierwsze rzeczy z Zip Składem napisałem w połowie lat 90. To były jakieś bzdury, na początku nikt nie brał tego na poważnie, rapowanie na melanżu do dyktafonu.
Nawet nie wiem, czemu my to zaczęliśmy robić. Ostatnio ktoś mi zadał to pytanie, ale nie jestem w stanie stwierdzić: po co my to kurwa robiliśmy? Potem samo poszło.
A kiedy spostrzegłeś, że twoja muzyka wpływa na język innych ludzi?
Dość szybko. Zauważyłem, że goście, którzy jeszcze niedawno byli totalnymi jakimiś pierdołami, mówili wieśniackim językiem, nagle zaczęli mówić naszym językiem. Nasze powiedzonka i zwroty zaczęły być powszechnie używane. Czasami takie przechwycenie twojego własnego języka jest trochę niepokojące i wkurwiające. Jednak przeważa uczucie fascynacji tym zjawiskiem, czułem, że mamy wpływ na rzeczywistość.
Ale zawsze oddalałem od siebie pewne rzeczy, nie lubię taplać się w samozadowoleniu. Widziałem wiele upadków ludzi zakochanych w sobie, tracących dystans i trzeźwą ocenę. Jeśli odnosisz sukces, to pochlebcy będą wszędzie i jeśli im uwierzysz, że jesteś cudowny, to wróżę ci szybki kres.
Mam mocne sito w głowie, jestem surowy wobec siebie, tak bardzo, że trudno mi przychodzi również chwalenie innych. Ale to nie dlatego, że nie doceniam innych ludzi, po prostu sam czuję lęk przed pochlebstwami i nie jestem do nich przyzwyczajony.
Nie chciałbym cię chwalić, raczej wzbudzić trwogę. Jakie to uczucie kształtować język, uczyć nowe pokolenia?
To na pewno lepszy komplement i dowód prawdziwego uznania niż fałszywe laurki. To realne sprawdzenie, że zrobiłeś coś, co działa.
Żałujesz jakiejś zwrotki, jakiegoś wersu?
Z czasem zmieniają mi się poglądy, człowiek dojrzewa. Nie ze wszystkim, co kiedyś rapowałem, zgodziłbym się dziś w 100 procentach. W pewnych opiniach jestem mniej radykalny. Młodość polega na tym, że jesteśmy bardziej wojujący i mówimy dosadnie o niektórych rzeczach, ale raczej niczego nie żałuję.
Istotnym wątkiem w twojej twórczości – przynajmniej dla mnie – jest opisywanie skutków zmian ustrojowych. Biedy, nędzy, szarych podwórek, błyskawicznego bogacenia się, przepychu i luksusu.
Wiesz co, staram się zawsze opowiadać o tym, co widzę i czuję. Albo o tym, co wydaje mi się, że ludzie widzą i czują, bo często lubię opowiadać o innych. Zawsze byłem takim narratorem, który wolał stać z boku. Na pewno nie chciałem nigdy być kronikarzem rzeczywistości. Ani dziennikarzem, który poprzez rap komentuje na bieżąco chwytliwe wątki społeczne. Opowiadam o jakimś małym wycinku świata, oczywiście odbija się w nim rzeczywistość polityczna, ale nie napiszę kawałka o tym, że upadł mur berliński, potem przyszedł Balcerowicz itd. To wydaje mi się mało uniwersalne i przede wszystkim nieciekawe.
Niektórzy mogą w moich tekstach wyłapać to, o czym mówisz, ale to nie było dla mnie tematem przewodnim. Chociaż często bywają szalenie ważne.
Aczkolwiek staram się na ostatnich płytach mówić ze swojej perspektywy – tego się trochę wymaga od raperów. Lekkiego egocentryzmu. Moje spojrzenie zawsze było obecne w tekstach, ale w mniejszym natężeniu niż na standardowej rapowej płycie, stąd właśnie to stwierdzenie, że jestem tylko narratorem.
Znowu wracając do przeszłości – mam wrażenie, że kiedyś było trochę więcej miejsca dla undergroundu.
Tylko dzisiaj już nie ma undergroundu. Nawet Młody Osa nie jest undergroundem. Czy on się nazywa Zdechły Osa?
Zdechły, ale na pewno istnieje jakiś Młody Osa, właśnie w podziemiu, więc o nim nie słyszeliśmy.
Zdechły Osa ma więcej odsłuchań na Spotify niż ja. Tzn. nie jestem pewny, to moje przypuszczenia. Może mamy tyle samo, ale on ma pewnie więcej. (Sokół miał dobre przypuszczenia – Zdechły Osa miał w tym miesiącu 706 tysięcy słuchaczy, Sokół 697 tysięcy słuchaczy, stan na 17.11.2021 – przyp. red). Ciężko mówić o podziemiu w dobie internetu, gdzie każdy może wrzucić swoją muzykę na streaming.
Spotify to na razie bastion młodych słuchaczy, starsi słuchają w Polsce z YouTube’a albo wciąż z płyt. Myślę, że ja, Pezet i kilku nielicznych starszych raperów radzimy sobie jakoś na tym polu, ale to długi proces, żeby przekonać nasze pokolenie do słuchania muzyki w ten sposób, chociaż ja nie wyobrażam już sobie funkcjonowania bez tych algorytmów i playlist, które sobie tam układam. Natomiast nam o wiele trudniej jest zainteresować młodego człowieka, zdobyć jego muzyczny bastion, który bywa trochę zamknięty. Kiedy byłem młody, miałem tak samo, nie chciałem słuchać artystów w wieku moich rodziców. Pewnie jacyś mi się zdarzali, ale wtedy dostęp do muzyki tworzonej przez rówieśników był też o wiele trudniejszy. Było po prostu mniej artystów. Z rówieśników mogłem słuchać Fasolek, Gawędy i Krzyśka Antkowiaka.
Na czym polega ta różnica?
Dosłownie na wszystkim. Wtedy były zupełnie inne reguły gry. To tak, jakby zasady w futbolu zmieniły się tak bardzo, że piłki nie można od teraz kopać nogą tylko trzeba kopać ręką. Graliśmy w grę na zupełnie innych zasadach. I dlatego bardzo wielu artystów z mojego pokolenia kompletnie nie jest w stanie sobie poradzić w dzisiejszym świecie. Myślę, że raperów starszego pokolenia, którzy naprawdę dobrze odnajdują się w tym świecie cyfrowym, można policzyć na palcach jednej ręki.
Kiedyś, żeby dotrzeć do słuchaczy, musiałeś zainteresować dziennikarza, potem jeszcze przejść przez sito redaktorskie. Dzisiaj tego nie ma, dzisiaj to dziennikarze walczą o swoją pozycje, żeby jeszcze ktoś się nimi interesował. To też jest bzdurą, bo dziennikarze muzyczni są potrzebni, oczywiście kompetentni, potrafiący opowiedzieć, czemu według nich coś jest dobre, przedstawić to w jakimś kontekście, ale niestety wielu dziennikarzy nie ma pojęcia, o czym pisze. I z jednej strony szkoda, że rola dziennikarzy muzycznych jest tak mała, a z drugiej wolność polega na tym, że każdy słucha sobie tego, czego chce i nikt mu nie będzie mówił, że coś jest kiepskie. Dziennikarz może przydać się w robieniu muzycznej preselekcji, bo to bardzo ważne w kulturze śmieci, w której dzisiaj żyjemy. Śmieci spadają nam na głowę cały czas, mamy nadmiar wszystkiego. Świetnie, że z tego śmietnika można wygrzebać coś wartościowego, ale większość wyżera odpadki. Nie ma w tym nic złego, dopóki ktoś nie krzywdzi drugiej osoby, to niech se te odpadki żre. Ale przytłoczony tym, co jest wszechobecne, często nie masz już siły w tym grzebać. Tu właśnie przydaje się medium lub dziennikarz, któremu ufasz, że podsunie ci wartościowe rzeczy, bo jego praca polega na ciągłym grzebaniu w tym śmietniku dźwięków i wynajdowaniu spośród nich superwartościowych.
Opowiadasz o tym z perspektywy twórcy, a pamiętasz perspektywę słuchacza? Słuchając audycji z dziwną muzyką w Radiostacji czułem jakąś wspólnotę z osobami, które tego słuchały, chociaż w ogóle ich nie znałem.
Opowiem o tym na innym przykładzie. Za dzieciaka oglądałem MTV Europe (kanał istniał od 1987 do 1997 roku – przyp. red.). Nadawano tam taki program MTV's Most Wanted, który prowadził Ray Cokes. Wszystko było transmitowane na żywo, dzwonili tam ludzie z całej Europy. Oglądałem też regularnie program Yo! MTV Raps, ale to inny temat. Unia Europejska w mojej świadomości jeszcze w ogóle nie istniała, była nadal jakąś pieprzoną wspólnotą węgla i stali, ale wtedy zrozumiałem, czym jest ta cała integracja europejska. Rzeczywiście byłem częścią tamtej społeczności, czułem wspólnotę z zupełnie obcymi ludźmi, którzy siedzieli na całym kontynencie i gapili się w ten telewizor. To była wymiana myśli.
Potem biznes to poszatkował i pozamykał nas w krajowych telewizjach, lokalnych rynkach, bo to przynosiło większe zyski i wymagało mniejszych nakładów finansowych. Nawet nie zostawili tego jednego kanału, który naprawdę skupiał wszystkich. Jestem dumnym kapitalistą, wszyscy znają moją postawę, ale nie na wszystkim trzeba zarabiać. Kapitalizm rozpieprzył tę wspólnotę, coś wyjątkowo cennego.
Dzisiaj pewnie są jakieś fora, na których ludzie czują podobną wspólnotę. Pewnie nawet w komentarzach pod teledyskami na YouTubie można ją znaleźć. Ale szczerze mówiąc – nie wiem. Nie uczestniczę w tym.
Sokół (Wojciech Sosnowski), ur. 11.03.1977, raper, właściciel wytwórni Prosto. Był członkiem składów WWO i ZIP Skład, nagrywał razem z Marysią Starostą, Molestą Ewenement, Slums Attack, Hemp Gru, Wzgórzem Ya-Pa 3, O.S.T.R.-em, Kapelą Czerniakowską, Michałem Urbaniakiem i Taco Hemingwayem.