Na tym tle najciekawszą TVN-owską produkcją okazała się "Szóstka", opowieść o grupie ludzi, którzy spotykają się w szpitalu, by wziąć udział w przeszczepie łańcuchowym. W historii firmowanej przez Kingę Dębską (była reżyserką i współscenarzystką) serial medyczny łączył się z komedią i dramatem. I choć był tu potencjał na interesującą opowieść o Polsce naszych czasów, serial szybko przeistoczył się klasyczną obyczajową historię jakich wiele na polskich ekranach.
W poszukiwaniu nowego widza TVN udał się na wycieczkę po… widza starego. Zamiast ryzykować kręcenie nowych tytułów i inwestować pieniądze w ich promocję, producenci stacji postanowili wejść raz jeszcze do tej samej rzeki. W "Odwróconych. Ojcach i córkach" zapraszali na ponowne spotkanie z mieszkańcami gangsterskiego półświatka, który przed laty fascynował w "Odwróconych", a w "39 i pół tygodnia" śledzili dalsze losy bohaterów serialu "39 i pół", który przed dekadą był jednym z największych hitów stacji.
Oba serialowe formaty zostały poważnie odświeżone – w "Odwróconych" przyjęto perspektywę opowiadania kobiecych bohaterek, a w "39…" za kamerą stanął młody Aleksander Pietrzak ("Juliusz") , który potrafi łączyć komediowe tony z gorzką, nieco sentymentalną opowieścią. A jednak ani jeden, ani drugi z seriali nie okazały się hitami ramówki. 1,8 miliona widzów ("Odwróceni…") i 1,7 miliona ("39 i pół…") to wyniki niezłe, ale słabsze niż ich pierwowzorów sprzed lat.
Widzu, gdzie jesteś?