Rychcik idzie jeszcze o krok dalej i wspólnie z czarnoskórą służącą rodem z "Przeminęło z wiatrem" i wieloetnicznym chórem nagich niewolników w kajdanach, zestawia polski romantyzm z burzliwą historią Ameryki , zabierając głos w sprawie rasizmu i wykluczenia:
"Mówimy Mickiewiczem, ale w sposób nieortodoksyjny. Łatwiej i solidarniej nam się chyba wzruszyć tragedią 11 września. Ten obraz odnosi do doświadczenia wspólnotowego, wszyscy go znamy. To mnie naprowadziło na myśl, że czasem historie innych wzruszają nas bardziej niż własne. Może przebranie nas jako Innych, co pozwala śledzić ich/ nasz los bez ciągłego odnoszenia do nas samych, działa jak metafora? Ważne były też zdjęcia, które widziałem na ścianach Instytutu Adama Mickiewicza - portrety czarnoskórych i Azjatów w polskich strojach ludowych, Murzyni i Latynosi jako górale. "
W drugiej części spektaklu Rychcik oddaje też hołd Gustawowi Holoubkowi, włączając do drugiej części spektaklu dźwiękowe nagranie słynnego monologu Gustawa Konrada z "Lawy" Tadeusza Konwickiego. Michał Centkowski zauważył w Newsweeku, że " tym spektaklem Rychcik ostatecznie uwolniwszy tekst Mickiewicza z więzów narodowej martyrologii, na powrót uczynił go częścią, wspólnej ludziom każdego miejsca i czasu opowieści o pragnieniu wolności, niezgodzie na zło oraz sprzeciwie wobec wszelkiego ucisku, stanowiącej fundament kulturowego dziedzictwa zachodu(...) Zestawiając losy bohaterów dramatu, z historią emancypacji czarnoskórych amerykanów Rychcik odnajduje w Dziadach, tę samą rewolucyjną moc, która fascynowała Dejmka".
Sam reżyser przyznaje natomiast, że w "Dziadach" liczy się głos, który "z pokoleń idzie w pokolenia", stąd zacytowanie Holoubka. - W takim sensie teatr opowiada też o sobie, do czego moim zdaniem nawet odważniej musi wrócić - tłumaczy w wywiadach.
Zadara o niesformatowanych

Scena z przedstawienia "Dziady" w reżyserii Michała Zadary, fot. Natalia Kabanow / Teatr Polski we Wrocławiu
Czy Mickiewicz może brzmieć jak Szekspir? Tylko u Michała Zadary, specjalisty od nowoczesnych odczytań klasyki, który na scenie wrocławskiego Teatru Polskiego pierwszy raz w historii polskiego teatru zaserwował publiczności 6 tysięcy wersów "Dziadów" bez żadnych skrótów. Już sama forma tego dramatu jest rewolucyjna - przekonuje reżyser i zaprasza do spojrzenia na romantyczny poemat politycznie i psychologicznie. Bo, jak tłumaczył Zadara w rozmowie z Magdą Piekarską:
"Polityczność "Dziadów" kryje się w ich dzikiej anarchiczności. Opowiadają o jednostkach, które nie są w stanie odnaleźć się we wspólnocie. Każda z postaci ma ten sam problem - nie pasuje do oczekiwań, jakie świat ma wobec niej. Czy Gustaw, którego miłości nikt nie rozumie, czy Dziewica, która nie ma do kogo się odezwać, czy Ksiądz, który jest pustelnikiem - to ludzie samotni, którzy nie są w stanie porozumieć się ze światem. To dramat o niedostosowanych, o dziwakach, freakach, odmieńcach.(...). To utwór do gruntu antyfaszystowski - przeciwko wszelkiej jednolitości, poprawności. I właśnie taki dramat znajduje się w centrum duszy polskiej. Jeśli "Dziady" mają definiować polskość, to jest to polskość dzika, łamiąca zasady, pełna okropieństw i szału, erudycyjna i ludowa, przede wszystkim - niejednolita. Taką polskość jestem w stanie zaakceptować i nawet celebrować. "