W ostatniej dekadzie XX wieku Magdalena Abakanowicz koncentrowała się na rozwijaniu cykli figuratywnych. Jej ekspozycje wypełniały cykle Inkarnacje, Portrety anonimowe oraz Gry wojenne (1987–1995) oraz rzeźby przedstawiające zwierzęta.
Abakany nie zostały jednak zapomniane – były niezmiennie obecne na wystawach przekrojowych i w tekstach o artystce. Co więcej, to właśnie one najczęściej gościły w nagłówkach prasowych z tego okresu. Dziedzictwo to było tak silne, że jedna z dziennikarek, opisując na łamach „Życia Warszawy” wystawę Ostatnie prace w Zamku Ujazdowskim (1998), na której zaprezentowano wyłącznie nowe zespoły rzeźbiarskie (Ptaki, Konglomerat, Witryna z piętnastoma rogami), zbiorczo nazwała je wszystkie abakanami. Gdy zaś w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku w 1995 roku otwarta została przekrojowa wystawa Abakanowicz, „Gazeta Wyborcza” piórem Doroty Jareckiej ogłosiła w nagłówku, że będzie można zobaczyć „jej dawno nie oglądane abakany”. Tkane przestrzenne formy, choć stanowią zamknięty rozdział, wciąż funkcjonują jako synonim dorobku artystki.
W latach 90. pojawiły się też coraz częściej erotyczne odczytania abakanów. Sama artystka miała odżegnywać się od feministyczno-erotycznych odczytań swojej wczesnej sztuki, nie mogła jednak kontrolować tego, jak interpretują ją inni. Elżbieta Dzikowska, recenzując wystawę w Orońsku, uznała niektóre dzieła za „klejnoty sztuki erotycznej, do której autorka nie chciała być przypisana, ale tak po prostu jest”, Dorota Jarecka wspominała o abakanach jako „stworzeniach erotycznych”, a Kinga Kawalerowicz pisała, że przypominają jej „rozchylające się konchy muszli czy waginy bogiń-olbrzymek” i mają w sobie „dominującą zmysłowość”.